Jaki motocykl będzie najlepszy dla 40 latka i dlaczego? To pytanie, które często jest zadawane w sieci. Odpowiedź jest niejednoznaczna, ale postaram się odpowiedzieć, co bym wybrał dla siebie…

Kiedyś to było

Motocykle fascynowały mnie od zawsze, ale najczęściej były to pojazdy sportowe. Właściwie od początku motocyklizmu zawsze mam w garażu przynajmniej jednego „przecinaka”.

Dlaczego? Bo są szybkie, dynamiczne, wszystko podporządkowane zostało skutecznej jeździe na torze. Przez garaż przewinęło się także kilka klasyków, jeden współczesny, duży naked, supermoto i parę pojazdów sportowo-turystycznych.

Nigdy jednak nie chciałem chopperów/crusierów. Dziesięć lat temu wydawało mi się, że naturalną kontynuacją tego trendu będzie przesiadka na cafe-racery jako motocykle łączące osiągi z klasycznym charakterem. Nigdy porządnie nie zająłem się enduro. Wprawdzie zdarzało mi się poruszać w terenie, ale to nie do końca moje preferencje.

Youngtimery!

Kilka lat temu zafascynowały mnie youngtimery a przez garaż przewinęło się kilka sprzętów z przełomu lat 80 i 90. Ale ostatnio zaczęły mnie nudzić. Poszukiwanie części sprawia przyjemność, niedoskonałe prowadzenie i prawdziwy metal w miejsce plastikowych chromów powoduje, że mamy do czynienia z prawdziwym motocyklem, a nie atrapą. Ale za dużo w tym garażu, za mało jazdy, hardcore’u. Z drugiej strony współczesne sporty, chociaż bezpieczne i doskonałe, są zbyt…mało „dzikie”.

Dlatego też postanowiłem posprzątać w garażu. Kawasaki Z1000ST trafiło do kumpla, Ducati Supersport do innego. W zasadzie pozostała tylko wielozadaniowa CBR600F3, która z racji tony akcesoriów z TRW ma co najmniej podwojoną wartość rynkową, a którą lubię na tyle, że jeszcze z rok postoi w garażu. No więc postanowiłem posprzątać w garażu. W miejsce Z1000ST wjechał Suzuki GSXR600W. W zasadzie większość części pasuje od 750, poza silnikiem, który jest niemal identyczny z RF600.

Suzuki GSX-R600W

Sam motocykl jest słabo znany w EU, bowiem był sprzedawany w Ameryce Płn. i Japonii… Co mi się w nim spodobało? To, że jest rzadki, ale ma dobrą dostępność części a 90% motocyklistów myśli, że historia sportowych 600 marki zaczęła się od „SRADa”. Do tego wszystkiego stylistycznie przypomina mydelniczki, które chciałem mieć, jako początkujący motocyklista a w tym malowaniu wygląda świetnie.

Suzuki GSX-R 600W z 1992
Suzuki GSX-R 600W z 1992

Motocykl posiada seryjne owiewki w super stanie, pewnie niedługo przejdzie konserwację i detaling, tymczasem stoi sobie w garażu i czeka na kilka gratów tuningowych z „epoki”. Ogólnie ma kiepską pozycję, osiągi odbiegające od konkurencji w swoich czasach i można go uznać za mało skuteczny.

Ale jest ciekawostką wyprodukowaną w ilości ok. 8000 sztuk. W Polsce od kilku lat widziałem jedną, skundloną sztukę. Może jest więcej, ale ich nie znam. Po co mi taki gruz? Żeby raz na miesiąc założyć kombinezon z lat 90, zrobić rundę wokół komina i przenieść się w czasy młodości.

Na co dzień chciałbym jednak inny motocykl. Jaki?

Na teraz nie chciałbym więcej sportów, turystycznych enduro, adventure, choppów i crusierów. Nie chciałbym także cafe, klasyka, ani motocykla terenowego. Pozostaje supermoto. Dlaczego?

Nie osiąga dużych prędkości, ale jest poręczne. Sprzęty typu KTM SMC 690 czy Huska 701 SM rozpędzą się do uczciwej prędkości, świetnie hamują, mają kopa i zniosą dużo na torze średniej wielkości. Świetnie sprawdzą się także na wiejskich asfaltach, szutrach i w starych, po industrialnych klimatach. Ten segment nie starzeje się zbyt szybko, a terenowe pochodzenie powoduje, że są odporne na gleby, szlify i wszelkie upadki.

Husqvarna 701 supermoto
Husqvarna 701 Supermoto

W wieku 40 lat nie czuję się jak stary dziad i mam ochotę wciąż podnosić swój skill w szybkiej jeździe, poślizgach czy dynamicznych przelotach w korkach, na kartodromie czy starym placu postojowym dla ciężarówek. Nawijanie kilometrów dla zasady ostatnio mi zbrzydło, podchodzenie do jednośladu z pietyzmem, doprowadzaniem do serii i ideału także. Ma być hardcore’owo, ale tak, żeby poruszać się z mniejszymi prędkościami niż sportem.

Nie jesteś „dziadem”

Pewnie za kilka sezonów znowu zmienię zdanie, na teraz organizm uruchomił system obronny: „nie jesteś starym dziadem, dziduj, rozwijaj się, ciśnij, tylko rób to bezpiecznie. Zaprocentuje, jak sflaczejesz i kupisz sobie choppa”.

I tak to chyba działa. A odpowiadając na pytanie z tytułu materiału: „dobrym wyborem dla 40 latka będzie każdy motocykl, który sprawi mu przyjemność. Nie ma uniwersalnego pojazdu, wszystko zależy od miejsca, w którym się znajdujesz w życiu”…


Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany