Nie ma się też co rozpisywać o stylistyce – jest jaka jest, a szczerze przyznam, że motocykl wygląda ciekawie i mimo kontrowersyjnych opinii o jego kształtach, wszyscy zdążyli przyzwyczaić się już do asymetrycznych lamp i bocznych owiewek. Motocykl zdążył się już opatrzyć, trochę spowszechnieć, ale też zyskać wierne grono zwolenników i szacunek antagonistów. Na szacunek zasługuje w pełni – jest pełnoprawnym supersportowym przecinakiem, dysponującym dziką mocą, naszpikowanym elektroniką i wszelkimi możliwymi oraz niemożliwymi bajerami i udogodnieniami. Zdecydowanie nie chciałbym rozpisywać się o tym wszystkim, bo parametry i możliwości litrowego BMW znane są doskonale i niejednokrotnie były przez nas opisywane. Ważne jest to, co dają kierowcy i na co pozwalają. A pozwalają na wiele. I jeszcze więcej, niż mogłoby się wydawać.

 

Przede wszystkim, mimo wszelkich podejrzeń, BMW bardzo szybko i skutecznie dało sobie radę z wszelkimi problemami wieku dziecięcego, jakie trapiły S 1000RR. Silniki więc nie padają, wtrysk działa, wydech ryczy, a ramy nie pękają i ściśle współpracują ze świetnymi zawieszeniami. … po odkręceniu gazu „Bumer” dostaje kopa jak byk dźgnięty w tyłek rozpalonym żelazem…

 

BMW można polubić od samego początku. Podoba mi się stylistyka, pozycja za sterami jest OK, zegary czytelne, a całość osprzętu, niezbędnego do sterowania wozem, jest w zasięgu rąk i paluszków kierowcy. Do tego obrotomierz wsadzono centralnie przed oczami prowadzącego – wszystko poprawnie, z zachowaniem niemieckiego porządku i z uwzględnieniem wszelkich zasad ergonomii.

świat elektroniki

Pierwsze wrażenie po zetknięciu z mnogością opcji oraz ustawień i… zgubiłem się. Było to jednak tylko chwilowe, bo szybko można dotrzeć do tego co i jak, ustawić szpeja i dokonać pierwszej jazdy próbnej. Wiecie co mnie urzekło? Wśród tych wszystkich bajerów, sportowego systemu ABS, kontroli trakcji itd. istnieje setup opisany jako Slick. To, co się wtedy dzieje, przywodzi na myśl stare dobre czasy GSXR 1000 K5 i „Kawy” ZX 10R z lat 2004/2005. „Bumer” dostaje kopa jak byk dźgnięty w tyłek rozpalonym żelazem. Uwalnia kolejne „koniki” i „Niutki” w sposób wywołujący uśmiech i gęsią skórę. To, co wyprawia się nim na drogach publicznych, prowadzi do natychmiastowej utraty uprawnień do prowadzenia pojazdów mechanicznych. Pod warunkiem, oczywiście, że jakikolwiek Pan w uniformie będzie w stanie zorientować się czym była ta zjawa, która przemknęła właśnie przed radarem wyświetlającym sugestywny komunikat „ERROR”…

 

Natomiast kiedy robi się ślisko, niebezpiecznie, wtedy wystarczy przemapować szybko pojazd i cieszyć się Aniołem Stróżem w rozszerzonej wersji. Kręcisz manetą do oporu, a nad resztą czuwa ON – elektroniczny moduł, przeliczający wszystko z prędkością światła i nieubłaganie kontrolujący każdy Twój postępek. To wersja dla tych rozsądnych; z tego, co zauważyłem, ci bez piątej klepki jednak wolą zabawę bez kontroli. Jeśli mam to porównać do czegokolwiek, to zdecydowanie do „clabbingu” i rozkminek, czy napotkana małolata podlega pod prokuratora, czy można ją bezstresowo zabrać na chatę…:) Ci bez piątej klepki biorą wszystko, bez ograniczeń.

Supercharged Heaven

Masz przed sobą długaśne proste, szybkie zakręty i hektary gładkiego (w miarę) asfaltu? Jesteś w niebie, którego głównym składnikiem są litry spalanego paliwa i wściekle pracujące na wysokich obrotach tłoki, podróżujące w górę i w dół w rytm suwów czterotaktowej rzędówki. S 1000RR dostarcza tego wszystkiego aż w nadmiarze. Odebrałem telefon i usłyszałem: „Człowieku, jak to idzie! Skończył się prędkościomierz, a skurczybyk dalej przyspieszał. Tylko że lubi łyknąć – tankuję już drugi raz, ale co tam, zabawa jest nieziemska”. Wcale się nie zdziwiłem, że spala. Sam na sobie, a raczej na własnym portfelu sprawdziłem, jak bolesne bywa utrzymywanie wysokich prędkości podróżnych. Tyle tylko, że tak do końca nikt się tym nie przejmuje. Tak ma być. Jeśli ktoś chce niskiego spalania, niech pomyśli o skuterze. No, w ostateczności o jakiejś „setce” do dychawicznego przeciskania się pomiędzy autami w korku. …motocykl jest bardzo poręczny, zwarty, zakręty pokonuje wzorowo i nie ma opcji, żeby się jakoś specjalnie sprzeciwiał żądaniom kierowcy…

Mikro na torze

Komu oddać bawarskiego stwora? Stawiamy na Marka „Mikro” Szkopka. Miał chłopak chwilę, więc dosiadł S 1000RR i ruszył na winkle Toru Poznań. Jakie wrażenia? „W pierwszej chwili trochę bujało; niezbędna była korekta zastawów zawieszeń. Później już bardzo poprawnie” – jak zwykle uśmiechnięty „Mikro” skwitował swój test. – „Motocykl jest bardzo poręczny, zwarty, zakręty pokonuje wzorowo i nie ma opcji, żeby się jakoś specjalnie sprzeciwiał żądaniom kierowcy. Mocy jest pod dostatkiem; idzie jak zły, kiedy się tego chce. Zabawa naprawdę dobra. Trafiliśmy na świetną pogodę – asfalt był rozgrzany, więc po dwóch–trzech kółkach, kiedy opony temperatury osiągnęły optymalną temperaturę, mogłem pozwolić sobie na odważniejsze traktowanie Bawarczyka. Myślę, że nawet na seryjnym sprzęcie jest opcja, żeby uzyskiwać naprawdę dobre wyniki. Tu wystarczy spojrzeć chociażby na to, co wyprawiał na torze Waldek Chełkowski, startując w klasie Superstock 1000 na pucharowym motocyklu, niemodyfikowanym i nietuningowanym mechanicznie. Wyposażenie fabryczne w postaci ABS, kontroli trakcji czy wreszcie opcjonalnego quickshiftera to pełen wypas. Tymi wszystkimi bajerami można by się pobawić jeszcze dłużej i ustawić motocykl tak, żeby dokładnie odpowiadał moim wymaganiom. Akurat na to nie mieliśmy aż tyle czasu, ale swoje wiem. To świetna maszynka, gratulacje dla BMW!”.

 

Faktycznie jest czego gratulować BMW. Stworzyli motocykl, który w chwili swojej premiery zapisał się wielkimi złoconymi literami na motocyklowej Hall of Fame. I długo tam pozostanie. Raz za razem udowadnia, że Bawarczycy są bardzo rozwojowym producentem i potrafią dopasować się do segmentów rynku, które wcześniej były im obce. W wyścigach długodystansowych S 1000RR daje sobie radę pysznie, w World Superbike Biało-Niebieskim idzie coraz lepiej, a w wielu krajowych mistrzostwach S 1000RR zaznacza wyraźnie swoją obecność, dzielnie walcząc o laury.

Więcej w Testy Moto
Triumph Street Triple 675 R

Brytole to jednak banda łebskich ludków. Mając znakomity motocykl sportowy, a widząc potrzebę dostarczenia klientom średniolitrażowego nagusa, rozebrali Daytonę 675...

Zamknij