W miniony piątek zaprezentowano nową Hayabusę. Sądząc po komentarzach dużej części czytelników, wygląd przypadł Wam do gustu, ale osiągi z mniejszą mocą maksymalną były mocno krytykowane. Jako posiadacz i użytkownik poprzednich generacji Hayki, postaram się „rozliczyć” z najnowszą Hayą…

Wygląd – ten, poza seryjnymi tłumikami wydaje się fajny. Nawiązuje do poprzednich generacji. Ma jednak kilka „powiewów świeżości”, takich, jak fenomenalna tylna lampa czy boczne owiewki z krawędzią przechodzącą pod bak. Zegary stylistycznie zwalają z nóg. Suzuki pod względem designu odrobiło lekcję. Wydaje się, że odrobiło także, pod względem elektroniki. Materiały prasowe informowały o mnóstwie różnych systemów wspomagających jazdę. Hamulce z ABS-em działającym w złożeniu, z zaciskami Brembo Stylema, także powinny poprawić wizerunek spowalniaczy (do 2013 roku).

Kontrowersje?

Kontrowersje wzbudzają dwa tematy: mechaniczne zawieszenie, bez elektronicznej regulacji i osiągi silnika. O ile zawieszenie można wybronić kosztami serwisu i zastosowania, o tyle z mocą jest ciężej. Oczywiście czysto teoretycznie. Wypłaszczenie krzywych przebiegu mocy i momentu może spowodować, że odczucia będą znacznie lepsze, niż w drugiej generacji, ale mówimy o wartościach teoretycznych. Realne, odczuwalne poznamy wraz z pierwszymi testami. Osobiście jestem pewien, że będzie dobrze, natomiast pozostaje czysty marketing. Tylko czy klienci docelowi będą siedzieć i chwalić się innym posiadaczom, że mają 187 zamiast 200 czy 240 koni mechanicznych? Jakie to ma znaczenie wobec i tak świetnych osiągów?

Łamacz barier?

Pod jednym względem Hayabusa poniosła pewną porażkę. Pierwsza generacja łamała bariery, była czymś kosmicznym wśród seryjnych motocykli. Druga, wywindowała moc i przyspieszenia a trzecia? Może gdyby było turbo, sześć cylindrów, a tak, jest po prostu świetnym motocyklem na miarę początku trzeciego dziesięciolecia XXI wieku, ale jest taka jakby…zwyczajna.

Bolesne dojrzewanie

I tutaj dochodzę do sedna. Hayabusa dojrzewa. Dojrzewa razem ze swoimi użytkownikami. Z racji kosztu, nie jest to pojazd dla małolata, ale rozsądnego, dynamicznego czterdziesto, pięćdziesięciolatka, który w wieku 30-40 lat kupił pierwszą generację. Dzisiaj, po przejechaniu kilkuset tysięcy kilometrów poprzednimi generacjami, zależy mu na bardziej liniowym przebiegu mocy i momentu, lepszym oświetleniu, hamulcach i elektronice, która wspomoże w kryzysowych sytuacjach.

Ta grupa szuka bardziej wyrafinowanego pojazdu niż tylko generatora osiągów. Przyznam, że zanim zaprezentowano III generację, stawiałem, że musi mieć wygląd kojarzący się z Hayą, elektronikę i świetne hamulce. Może nie ma mocy, jakiej się spodziewałem, ale dopóki się nią nie przejadę, nie będę wydawał wyroku. Mi koncepcyjnie przypadła do gustu i zapewne jest adekwatna do potrzeb rynku.

 A więc dojrzała, taka, jaką najprawdopodobniej chcą ją przyszli nabywcy. Czy cała reszta motocyklistów może być rozczarowana? Może, tyle że to nie oni są grupą docelową. Wewnętrznie jednak czuję, że po pierwszych testach będę miał turbo-banana na twarzy opisując Wam, że papierowa moc nie ma najmniejszego znaczenia, a III generacja Hayki, jest pełnoprawną Hayabusą!


Więcej w Po godzinach, Śmieszne, felietony
Dlaczego nie mam motocykla, kiedy zakup, siła woli?

Pamiętacie historie podchodzących sąsiadów mówiących, że w latach 60 jeździli Junakiem, ale teraz żona nie pozwala? Albo kolegów z osiedla...

Zamknij