Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony Infrastruktura drogowa przyjazna dla wszystkich? Niekoniecznie… Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

Infrastruktura drogowa przyjazna dla wszystkich? Niekoniecznie…

Infrastruktura miejska niby tworzona jest tak, by być jak najbardziej przyjazną dla mieszkańców aglomeracji. Buduje się coraz więcej obwodnic dla ruchu tranzytowego, coraz więcej dróg dla rowerów, aby bezpiecznie odseparować ich użytkowników od pojazdów spalinowych. Świetnie, ale działania, które mogłyby ułatwić życie mieszkańcom, poprawić jego komfort i obniżyć poziom codziennej irytacji często nie są w ogóle brane pod uwagę.

Najprościej postawić znak

Polska to kraj, w którym wybiera się najprostsze i najtańsze rozwiązania. Jeżeli mamy dziurawą drogę najłatwiej jest postawić znak ostrzegawczy A11, informujący o nierównościach na jezdni i „sypnąć” dodatkowo ograniczenie prędkości do 60 km/h. Koszt dwóch znaków znikomy, a jak się do nich zastosujesz, to przecież będzie bezpiecznie. Sprawa załatwiona.

 

 

 

 

Szybki remont do powtórki

Oczywiście nie można narzekać, że wszędzie, że zawsze, bo remonty jak najbardziej są czynione. Naprawiane są drogi, kładziony nowy asfalt, który równy jest przez… kilka lat, a potem znów się dziurawi, fałduje, pęka. Dlaczego? Bo od zawsze w przetargach rządowych i zamówieniach publicznych brana pod uwagę jest najtańsza oferta, która wcale nie jest najlepsza. Po prostu za pewną sumę pieniędzy wykonawca nie będzie w stanie zbudować drogi, która w naszym klimacie wytrzyma 20 czy więcej lat. Ale super – fuszerka się przecież wszystkim opłaca. Włodarze miasta mają sukces, bo za ich kadencji szybko i tanio naprawiono drogę. Firma, która wygrała przetarg robi tanio i szybko (wtedy niejako z automatu nie może robić dobrze), zarabia pieniądz i jest szczęśliwa. Droga psuje się za kilka lat i… włodarze miasta mogą mieć kolejny sukces na swoim koncie (często z partii opozycyjnej) a kolejna, lub ta sama, firma znów zarabia pieniądze naprawiając tę samą drogę drugi raz w ciągu 10 lat. I tak to się wszystko kręci.

Progi zwalniające szkodzą

Rozwiązaniem problemu pojazdów jeżdżących za szybko w strefie zabudowanej od dawna są leżący policjanci, czyli progi zwalniające. Często mieszkańcy sami proszą o zbudowanie takiego stróża, który często i tak nierówną już drogę zmienia w jeszcze bardziej nieprzejezdną. Co zyskują mieszkańcy? Złudne poczucie bezpieczeństwa w zamian za wzmożony hałas, dodatkową emisję gazów wylotowych oraz pył z hamulcowych klocków. Ulica taka staje się często areną sprintów między progami zwalniającymi – gaz w opór, hamulec przed progiem, łup, łup kołami i znowu gaz do oporu. Co zyskują mieszkańcy? Hałas, smród i zanieczyszczenie powietrza. Ale przecież nikt nie zrobi na bocznych, mało uczęszczanych ulicach np. odcinkowego pomiaru prędkości, bo… koszt budowy nigdy by się zapewne nie zwrócił.

Mało inteligentne światła

Kolejna sprawa to „inteligentne” światła, wyposażone w czujniki rozpoznające, czy pod sygnalizacją oczekuje jakiś samochód na czerwonym, czy też nie… Samochód, bo pętla indukcyjna zatopiona w asfalcie nie rozpoznaje motocykla i biedny użytkownik jednośladu musi stać albo dopóty, dopóki mu się nie skończy cierpliwość, albo… do pierwszego auta, które stanie za nim i da się zauważyć przez „inteligentne” czujniki. Rozwiązanie miało być nowoczesne, a stało się mocno irytujące przynajmniej dla motocyklistów…

(Nie) działające algorytmy

W ogóle sygnalizacja świetlna w dużych miastach to jest dobry temat. Niby jest sterowana elektronicznie, wprowadzane są różne algorytmy mające zmieniać długość świateł w zależności od natężenia ruchu drogowego, ale… np. w polskiej stolicy to często zupełnie nie działa. Są miejsca, w których jedna sygnalizacja świetlna tworzy korki na 20 min stania, blokując ruch samochodowy - permanentnie, od zawsze – i nikt z tym nic nie robi. Dodatkowo na czas remontów dróg często sygnalizacje świetlne działają normalnie, mimo że z podporządkowanej jezdni nic nie wyjedzie – bo ta jest remontowana, ewentualnie pojazd budowy, ale to już przecież inna historia. A wystarczyłoby je przeprogramować…

Sieczkarki zyskują na popularności

Kolejna rzecz to tanie barierki, które teraz nagminnie stawiane są wzdłuż tras szybkiego ruchu, zastępując stare, solidne metalowe konstrukcje energochłonne. Taniość barierek polega na zastosowaniu stalowych lin, które po uderzeniu w nie zatrzymają samochód, a motocykliście… motocykliście przy większej prędkości na pewno coś odetną… Zwalniacie widząc takie bariery? Ja zawsze. Efekt psychologiczny, ale działa. Zauważono, że po postawieniu „sieczkarek”, jak potocznie je przyjęto nazywać wśród motocyklowej braci, liczba wypadków z udziałem motocyklistów spadła… Może czas zacząć owijać ekrany dźwiękoszczelne drutem kolczastym.

 

Widzicie więcej drogowych absurdów? Podzielcie się nimi w komentarzach.

 

 

 

 

 

 

 

oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści