Na wstępie mam złe wieści dla wielbicieli mieszania oleju z paliwem – KTM zrezygnował z produkcji dwusuwa. Nowy FR dostępny jest tylko jako ćwiartka w czteropaku (dostępna jest także wersja elektryczna). Poprzedni FR w 4t miał pojemność 350ccm i był ociężały. Inżynierowie z Mattighofen postanowili przeprowadzić kurację odchudzającą i zmniejszyć pojemność do bardziej klasycznej: 250ccm. Zmiana była strzałem w dziesiątkę i dzięki niej motocykl stał się zwinniejszy i bardziej kompaktowy. W nowym silniku mamy do dyspozycji 20 koni mechanicznych, nie jest to dużo, ale motocykl sprawia wrażenie bardzo dynamicznego. Odczucia względem starego modelu są jak najbardziej na plus.

 

 

Tożsamość

W założeniu miało to być skrzyżowanie endurówki z trialem, w rzeczywistości wyszedł z tego motocykl idealnie trafiający do dwóch grup docelowych. Pierwsza z nich to ludzie, którzy chcieliby zacząć swoją przygodę z jazdą po “krzakach”, ale o offroadzie wiedzą tylko tyle, że motocykle terenowe mają wysokie błotniki i kostkowe opony. Drugą grupą są osoby posiadające już motocykl eduro lub crossowy, które chciałyby mieć uniwersalny sprzęt do weekendowego relaksu.

 

Freeride w nowym wcieleniu stał się motocyklem enduro bardziej na poważnie, mimo to nie wciąż nie można go traktować jako sprzęt wyczynowy. Uważam, że KTM Power Parts powinien rozważyć wprowadzenie do swojej oferty koszyczka na grzyby lub uchwytu na wędki dedykowane do FR’a.  No dobra – żartuję, ale właśnie tak postrzegam ten model. Jest to sprzęt do zabawy na świeżym powietrzu i nie można go traktować całkiem serio.

Czym się żywi?

Teoria mówi, że jego silnik żywi się benzyną bezołowiową; w praktyce, zacząłem się zastanawiać czy aby przypadkiem nie karmi się energią z kosmosu. Zalany do pełna, 5,5 litrowy bak wystarczył na niczym nieskrępowane 5-godzinne upalanie w terenie. Jest to znakomity wynik, biorąc pod uwagę fakt, że maleństwo KTM’a  było wkręcane pod wysokie “c” (jak zwykł mawiać Łukasz Kurowski). Jest to duży plus, bo można śmiało wypuszczać się na dalsze wycieczki, nie zaprzątając sobie głowy międzytankowaniem.

 

 

 

Jak działa Zawieszenie?

Zawieszenie otrzymało oddzielny akapit, ponieważ Austriacy zrobili krok milowy względem poprzedniego Freeride. W modelu 2018 dostajemy prawdziwe zawieszenie z enduro, a nie jak wcześniej z motocykla klasy “85”.

 

Przedni widelec X-plore o średnicy lagi 43mm działa wyśmienicie i pozwala na szybką jazdę. Regulacja odbicia i dobicia  umieszczona na górze amortyzatora jest bardzo wygodna i płynna. Standardowe ustawienia są w stylu triallowym, wiec praca amortyzatora jest bardzo szybka. Jeśli chcemy bezpiecznie i sprawnie jeździć bardziej enduro/mx wystarczy utwardzić i spowolnić widelec do jakiś 7-8 klików (15 to klików standard zarówno dla reb, jak i comp).

 

Tylny amortyzator działa w systemie PDS (brak “kiwaczki”), posiada pełną regulację hydrauliczną oraz umożliwia ustawienie SAG’u (napięcia wstępnego sprężyny). Regulacja odbicia jest bardzo łatwo dostępna i sprawia rażenie płynnej. Sprawa wygląda gorzej w przypadku regulacji kompresji – aby dokonać ustawień, musimy z chirurgiczną precyzją wsunąć śrubokręt z tyłu bocznej osłony. Jest to niewygodne rozwiązanie, a ustawienie hi-comp wydaje mi się niemożliwe bez demontażu boku.

 

trakcja/opony?

Jest to chyba najsłabszy punkt małego KTM’a. Specjalne opony do FR’a zaprojektował Maxxis; niestety coś poszło źle. Bieżnik przypomina kształtem opony trialowe i zupełnie nie radzi sobie w piasku, błocie czy twardych leśnych ścieżkach.

 

Maxxisy, to zdaniem Kamila najsłabszy punkt motocykla…

 

Podczas jazdy na asfalcie lub kostce brukowej tylne koło bardzo szybko wpada w poślizg. W tego typu sprzęcie spodziewałem się bardziej uniwersalnych gum, które będą pewnie łapały trakcję w zmiennych warunkach. Jeśli zatem nie mieszkacie pod kamienistym podjazdem, sugerowałbym od razu po nabyciu Freerida kupno opon w stylu enduro.

 

Ile kosztuje?

Katalogową cenę ustalono na 33400zł, jednak na jednym z popularnych portali aukcyjnych nowego FR możemy kupić nawet o 3 tyś taniej. Moim zdaniem nie jest to mała kwota, jednak wysoka jakość i dobre wyposażenie zrekompensuję stosunkowo duży wydatek.

 

Czy mając luźne 30 tyś. zł. kupiłbym FR’a?

Długo się zastanawiałem; po dogłębnej analizie wszystkich “za” i “przeciw” odpowiedz brzmi: “tak”.

 

Pomimo kilku wad, jest to maszyna dająca wiele radości, pozwalająca patrzeć na świat z przymrużeniem oka. Nie ma potrzeby napinania się na wynik, pozwala bawić się i czerpać radość z pokonywania offroadowych przeszkód. Dzięki homologacji drogowej możemy nim wyskoczyć po bułki do osiedlowego sklepu…albo specjalnie, na przełaj pojechać do sklepu na drugim końcu miasta. Nawet gdy po wszystkich przygodach i nowo odkrytych trasach  znudzi ci się zabawa z FR i będziesz chciał wrócić do dużego motocykla, zawsze można postawić go na środku salonu jako ozdobę, bo jego nowy wygląd jest po prostu kapitalny!

 

 

Plusy

Minusy

-daje dużo frajdy z jazdy

-nowoczesny design

-mały, zwinny kompaktowy

-przedni widelec x-plore

-uniwersalny

-homologacja drogowa

-przednia lampa z EXC

-niskie spalanie

-rozrusznik

 

-brak dwusuwa (jak ja lubię o poranku zapach mieszanki)

-niewielka moc

-opony

-bardzo niewygodna regulacja kompresji tylego amortyzatora

-mały filtr powietrza

-dźwięk wydobywający się z tłumika (na szczęście dostępny jest akcesoryjny Akrap)

-wysoka cena :33.400zł

 

Więcej w Testy Moto
Ducati Scrambler Desert Sled – definicja swobody

Niektóre motocykle powodują stres: osiągi czy pozycja dobre na torze w codziennym użytkowaniu zmniejszają komfort jazdy. Inne są zbyt obszerne...

Zamknij