Henk Van Veen na przełomie lat 70 i 80 był importerem między innymi marki Kreidler. Jednak znacznie ciekawszy jest fakt, że postanowił stworzyć swój własny motocykl i to nie byle jaki, bo napędzany silnikiem Wankla.

Od drugiej połowy lat sześćdziesiątych świat ogarnęła fascynacja silnikami Wankla. Były montowane w samochodach NSU, Mazdy a eksperymentowały z nimi także takie marki jak Citroen, Łada. Wśród motocykli najbardziej znane konstrukcje wykorzystujące silnik z tłokiem rotacyjnym to Norton Commander i Suzuki RE5. Swoje prototypy przedstawił także Iż. Jednak w moim odczuciu najciekawszą konstrukcją był jednoślad stworzony przez Henka Van Veena, oznaczony OCR1000.

Jego silnik powstał jako źródło napędu dla serii GS marki Citroen. Jednak ostatecznie, marka zrezygnowała z tego rozwiązania. Jednostka napędowa z tłokiem obrotowym posiadała pojemność („skokową”) 996 ccm i osiągała moc ok. 100 KM. W połączeniu z masą motocykla, 294 kg na sucho, umożliwiało to rozpędzenie pojazdu do prędkości 226 km/h. Motocykl otrzymał koła ze stopów lekkich, hamulce z tarczami przy obydwu felgach, dostarczone przez Brembo oraz skrzynię biegów z czterema przełożeniami, zaprojektowaną przez Porsche. Osiągi jak na koniec lat 70 były całkiem obiecujące, niestety, cena wynosząca ok. 15 000 USD okazała się zaporowa.

Van Veen OCR 1000

W latach 1978-1981 wyprodukowano zaledwie  38 sztuk, a z pozostałych części, w 2011 roku, dodatkowe 10 sztuk. Dzisiaj Van Veen OCR1000 to ceniony element wielu kolekcji pokazujący ślepą drogę, której poszukiwali konstruktorzy pod koniec lat 70.

Czy pojazdy napędzane Wanklem jeszcze wrócą do produkcji? Naszym zdaniem wobec elektrycznej rewolucji jest na to niewielka szansa…

Więcej w Moto-Legendy, Wyróżnione, YoungTimer
Tarnów Opolski: motocrossowiec potrącił policjanta, uciekł [video]

Motocyklista ostro przegiął.

Zamknij