Tym motocyklem jest Cyclone Board Track, który jest obecnie niezwykle trudny do zdobycia i był jedną z najszybszych maszyn swojej epoki, a oprócz tego jednym z jego właścicieli była światowa gwiazda. Całość składa się na potencjalny sukces sprzedażowy i daje możliwość osiągnięcia zawrotnej ceny.

Motocykle Cyclone Board Track były produkowane przez trzy lata przez firmę Joerns Motor Manufacturing Company i były przeznaczone do wyścigów torowych. Maszyna wyposażona w dwucylindrowy silnik o pojemności 996ccm, w układzie V już sto lat temu osiągała prędkość 178 km/h. Zawodnicy ścigali się wtedy po owalnych torach, których nawierzchnia składała się z drewnianych desek i nierzadko ginęli, ponieważ motocykle były pozbawione hamulców.

Motocykl zadebiutował na torach wyścigowych w 1914 roku i rozpoczął swoją krótką karierę od zwycięstw. Gorzej wypadał w wyścigach długodystansowych, gdzie wychodziła jego awaryjność. Jest ona jednak częściowo usprawiedliwiona, ponieważ w swoich czasach był to najbardziej zaawansowany technicznie motocykl wyścigowy. Z prędkością 111 mil na godzinę (178 km/h) pobił on, a właściwie zrównał z ziemią rekord należący do motocykla Indian, który pojechał z prędkością maksymalną 93,48 mph (150 km/h). Amerykańska Federacja Motocyklowa nie uznała jednak tego wyniku i pozostała przy rezultacie 108 mph (173 km/h).

Po latach motocykl do dawnej świetności przywrócił Stephen Wright, który jest autorem serii książek „American Racer”. Do odbudowy Cyclone użył części pochodzących z motocykla marki Indian. W 1984 roku Cyclone Board Track został sprzedany na aukcji, a kupcem był Steve McQueen. Obecnie na świecie zostało już sześć egzemplarzy tego modelu, ale tylko w tym przypadku jednym z właścicieli była ikona amerykańskiej popkultury. To wszystko ma sprawić, że cena Cyclone Board Track przekroczy pułap miliona dolarów. Czy tak się stanie? Tego dowiemy się w weekend 20 – 21 marca.

Autor: Wojciech Grzesiak