Ku przestrodze mlodym kierowcom - Motogen.pl
TO JEST NASZE ARCHIWUM KATEGORII 'Forum'
2010-09-08 10:18:00.655985
viggen
napisał(a):
Wiele razy pisali do mnie nastolatkowie ktorzy wlasnie odebrali prawo jazdy lub byli jeszcze w trakcie kursu (czasem nawet o zgrozo za mlodzi by moc isc na kurs prawa jazdy) bym sprowadzil im sporta lub supersporta. Niestety w polsce kazdy musi zgrywac "twardziela". Nie kupia na pierwsze moto 125 czy 250. Z 500 kumple tez sie beda smiali. 600 conajmniej. I to nie bandit czy ER6 bo nie ma 100 koni!!! Odsylam takich napalencow ze moge im sprzedac max 500cc a za rok jak przezyja moge im sciagnac cos mocniejszego. Owocuje to urazona duma i szukaniem dalej. W UK jest inaczej. Ludzie nie maja takich kompleksow. Moga jezdzic hayabusa zredukowana do 33km. Jezdza 500 przez wiele sezonow bo sa trwale i ekonomiczne. Niektorzy jezdza 125cc bo nie chce im sie uczyc testow i zdawac na prawko. Moja dziewczyna kupila sobie YZF-R125 bo idealnie pasuje do jej gustu. Zaskoczylo mnie jak ten motocykl staje na kolo. Wiekszosc 600 moze sie od tego malucha uczyc wywazenia i dostosowania przelozen do mocy i wagi motocykla. A to 15km ktore uczy pokory mlodego kierowce. W anglii nie ma kultu mocy. Nikt sie nie smieje z innych dlatego ze ma inny gust czy ze nie schodzi do kolana na zakretach. Nie myslcie ze tu nie ma "mlodych gniewnych". Sa tak samo tutaj jak wszedzie. Szaleja na rozwierocych stunigowanych 125 gnajac grubo ponad 100km/h przez miasto, nie zwarzajac na swiatla i innych uczestnikow ruchu. Lecz tutaj kultura jest inna. Ludzie kupuja moto terenowe ktorymi nigdy na droge nie wyjada. ZAczynaja od 125 a po zdaniu prawa jazdy moga jezdzic czym chca lecz przez pierwsze dwa lata ze zredukowana moca do 33km. Co tydzien niedaleko mnie zbiera sie ekipa milosnikow VESPY. Nazywam ich "wladcy lusterek" gdyz "miszczowie" potrafia zamontowac nawet do 50 lusterk na skuterze. "Wladcy" zbieraja sie w grupe 20-40 skuterow i jada na wspolne wyprawy. Przekroj wiekowy od wnuczka do dziadka. Dlaczego w polsce nadal trwa ten kult mocy? Dzieciaki wzrastaja w poczuciu ze pojazd "musi miec duzo na liczniku" i czy "da sie jezdzic na jednym kole". Pozniej majac lat nascie i przechodzac przez okres buntu musi sie pokazac. Wielu niestety nie doczeka pelnoletnosci. Znalazlem dzis cos takiego na scigaczu. Historia jakich wiele. Kolejny "mlokos" chcial sie pokazac. Kolejny raz zabraklo szczescia gdy moc motocykla przerosla umiejetnosci. To mogl byc twoj brat, kuzyn, syn. http://www.scigacz.pl/R6,na,pierwsze,moto,13618.html Szkoda go jak i wielu innych. Ja tez bylem taki sam jak oni. Moze zyje dlatego ze gdy przechodzilem przez ten okres nie bylo mnie stac na super sprzeta. Zamilowanie do adrenaliny nadal zostalo ale doswiadczenie nabyte z przebytymi kilometrami pomoglo nie raz ocalic skore. Zacznijmy cos zmieniac by bylo nas wiecej niz mniej. Zacznijmy od pokory do mocy...
2010-09-08 10:56:58.357914
moto-akcesoria
napisał(a):
Niestety, ale masz rację. Do tego Ci młodzi gniewni jeżdżą w krótkich spodenkach i starym kasku co w żadnym stopniu nie chroni ich w razie nawet najmniejszego szlifa, a przecież kosztem kilku imprez można się całkiem przyzwoicie ubrać... Pozdrawiam
2010-09-08 12:08:46.607835
viggen
napisał(a):
Jeszcze jeden mocny tekst. Dal mi kiedys do myslenia teraz moze da komus innemu: Tekst: Grzesiek (Dioblik) Nowak Jadę ulicą Zebrzydowicką w kierunku Raciborza, jest jesienny wieczór, robi sie chłodno . Droga jest prosta, z prawej strony ciągnący się las, z lewej zabudowania i dyskoteka, przed dyskoteka jest usytuowany przystanek autobusowy. Przejeżdżając koło przystanku spojrzałem na zegar było 60 km/h i pomyślałem: 60 km/h to prawie żadna prędkość, zdaje się że możesz zsiąść z motocykla i biec szybciej obok. Moje ciało przeszył dreszcz, "dreszcz zaskoczenia" który pomógł mi uświadomić sobie ze tak naprawdę to bardzo wielka prędkość w bezpośredniej konfrontacji z jakąś nie przewidziana sytuacją... Nie przewidziana sytuacja Intuicja matki nie zawiodła jej i tym razem, gdy szukała swojego syna, który nie wrócił na noc ( a zdarzało mu sie nie wracać bez wcześniejszego uprzedzenia). Zadzwoniła na policje... nic , zadzwoniła do szpitala -Stałem przy niej gdy trzymała słuchawkę w ręku, wiedziałem że motocykla nie było w garażu . - Marcin Nowak... -Tak jest taki pacjent, przywieziono go wczoraj. -Wczoraj ? Jak to ? Dlaczego nikt mnie nie powiadomił ? W jakim jest stanie? W tym samym czasie ubierałem już buty, kiwnąłem tyko do mamy i powiedziałem że zadzwonię zaraz jak sie czegoś dowiem. Tata był chyba jeszcze w pracy... Parę minut później jechałem już szpitalną windą i pomyślałem jak beztrosko ogląda się kiczowate seriale o szpitalach, życiowych tragediach, czasem zajadając w tym samym czasie kanapkę a kiedy się znudzi to po prostu wychodzisz... Winda stanęła, otwierają się drzwi a wraz z nimi "pryskają" złudzenia - to nie jest film, biorę chyba najgłębszy wdech mojego życia. Mój brat leży na małej sali, jest tam sam, łóżko na którym leży jest od polowy wzniesione o 45 stopni w górę. Widzę zagipsowaną rękę, głowę tak mocno spuchniętą w okolicy gardła, oraz ślad na szyi od paska trzymającego kask. Dotykam go w ramię, budzi się, ale jest tak naszprycowany, że przewracając się z boku na bok traci świadomość. Szok jakiego doznał nie pozwalał mu zjednać sie z "naszą" rzeczywistością, zobaczyłem go, jest-żyje!!!! 60 letni lekarz oznajmił treść: stłuczony mózg, złamana ręka, złamana szczęka no i obrażenia urologiczne w postaci zmiażdżonych jąder...a potem dodał takim tonem bez najmniejszej emocji "i tak miał szczęście". Zadzwoniłem do mamy, ale ona wraz z tatą była juz w drodze... Jakaś pielęgniarka powiedziała nam ze trzeba odebrać jego rzeczy. Rzeczy znajdowały sie w takim worku w jakim zwykle wyrzuca sie śmieci, ale to nie były śmieci ... Kto z "nich" zna to uczucie - ciężar worka? Niosłem go, idąc w milczeniu między rodzicami do samochodu na szpitalnym parkingu. Worek zawierał kask złamany i zakrwawiony w części przedniej, buty typu glany porozrywane w okolicach łydek, spodnie dżinsowe przecięte na pół, oraz kurtka skórzana po świętej pamięci Andrzeju Bieleckim również przecięta w połowie. Pomyślałem sobie, ze tak właśnie działają ekipy ratunkowe, widok tej kurtki przyprawił mnie o dreszcze. Owy worek był bardzo ciężki... ... tak ciężki jak upalna noc spędzona w garażu przy naprawie tego motocykla. Noc w którą razem z bratem pochylałem sie nad silnikiem Hondy, starając sie wyłowić za pomocą kawałka drutu oring z pompy oleju, który wpadł do środka. Było tak ciepło ze pracowaliśmy bez koszulek, paliliśmy papierosy, piliśmy piwo, z magnetofonu leniwie sączyła się muzyka Dżemu a Bartek uwieczniał te chwile za pomocą aparatu robiąc nam zdjęcia przez "oczko" klucza. ... tak ciężki jak wyjazd na zlot do Szklarskiej Poręby, który zakończył sie awarią hondy na autostradzie, pamiętam jak to sie stało. Jechaliśmy autostradą w kierunku Wrocławia, Marcin jechał z Karoliną a ja wiozłem nasze wspólne rzeczy. Jechaliśmy jakieś 180 na godzinę przez parę minut i nagle vf zaczęła słabnąć, zjechaliśmy na pobocze w tym samym momencie zaczął padać deszcz. Szczęśliwe schroniliśmy się pod wiaduktem w okolicy 206 słupka. Próbowaliśmy "odpalić" Marcinowy motor, odpalił, ale generował takie dźwięki ze dobrze wiedziałem ze to "kaplica". W czasie deszczu pod mostem szukał schronienia jakiś Niemiec na ducati, któremu pomogliśmy wymienić żarówkę. Marcin miał wtedy łzy w oczach, było mi go bardzo żal, ale wszystko co mogłem wtedy zrobić to powiedzieć mu ze teraz jest smutno, pada deszcz , jesteśmy na autostradzie, nie mamy telefonu i ileś tam kilometrów do domu po czym klepnąłem go w ramie i powiedziałem ze kiedyś będziemy sie z tego śmiać. Za parę godzin wróciłem z transportem po niesprawny motor. Załadowaliśmy motor na samochód, Marcin z Karoliną weszli do środka, odetchnąłem z ulgą. O czwartej rano byliśmy w domu, przejechałem wtedy 400 niepotrzebnych kilometrów. Nazajutrz opowiadaliśmy Bartkowi całą historię ze szczegółami, śmialiśmy sie -byliśmy cali i zdrowi. ...tak ciężki jak jazda w grupie, ze świadomością że tam z tyłu jedzie mój brat, czy da radę? czy zdąży? Czy będzie rozsądny? Worek był ciężki, ale cały czas był lżejszy o 21 gram... "Dreszcz zaskoczenia" który pomógł mi uświadomić sobie, że tak naprawdę to bardzo wielka prędkość w bezpośredniej konfrontacji z jakąś nie przewidzianą sytuacją... Jechałem dalej przejeżdżając obok dyskoteki Medium zwolniłem jeszcze bardziej, upewniwszy sie, że żaden pijany małolat nie wyskoczy na drogę. Wróciłem do garażu, wrak VF dalej tam straszył ... Składasz się w kolejny zakręt, dobrze znasz tą drogę jeździsz tędy trzy razy w tygodniu, pochylasz motocykl do granicy zerwania przyczepności opon, kolejny zakręt, wyprzedzasz samochody na zakręcie. Wskazówka obrotomierza znowu dosięga czerwonego pola więc wbijasz kolejny bieg i jedziesz jeszcze szybciej. Zapala sie lampka w twojej głowie, zamknij gaz ! Zwolnij! Ale ty masz w sobie tyle adrenaliny... Kierowca jadącego samochodu z naprzeciwka mruga Ci długimi światłami, hamujesz tylne koło się blokuje, wpadasz w poślizg podświadomie kontrolujesz ten poślizg ale nie ma miejsca ... Jakoś się udało. Powinieneś wiedzieć, że Twój limit szczęścia został już wyczerpany, ale Ty czujesz się szczęściarzem. Jedziesz się jeszcze przejechać w stronę miasta, jakbyś chciał pokazać wszystkim" hej ludzie jestem szczęściarzem". Mijasz real z prawej strony, przejeżdżasz rondo prosto, zaraz za rondem odkręcasz manetkę do końca tak jak to zwykł robić twój brat kiedy podwoził Cie na miasto. Znowu ta sama sytuacja, wskazówka obrotomierza na czerwonym polu, zapinasz następny bieg, silnik twojej vf dzielnie reaguje na dodanie gazu. Jedziesz juz bardzo szybko, widzisz autobus który próbuje włączyć się do ruchu wyjeżdżając z zatoczki przystankowej. Lampka instynktu samozachowawczego dawno zaczęła sie palić światłem ciągłym, wyprzedzasz autobus środkiem jezdni. Z podporządkowanej ulicy wyjeżdża młoda kobieta passatem kombi, pewnie była gdzieś na zakupach w realu, patrzy w lewo, w prawo. Prawa wolna, po lewej autobus, ale wyjeżdża zdąży przed autobusem... kiedy passat osiąga środek jezdni, czas dla Ciebie się zatrzymuje. Dzieli Cie jakieś 50 m od uderzenia, pewnie sobie nie uświadamiasz że w twojej sytuacji 1 sekunda to 30 metrów, ale reagujesz, naciskasz hamulec i zostawiasz 18 metrów śladu na asfalcie a pół roku później i tak sie dowiadujesz od biegłego specjalisty ze uderzyłeś z prędkością 90 na godzinę. Twoja pamięć wyłączyła się wcześniej, masz szczęście, nie będziesz miał koszmarów. Uderzasz w okolice tylnych drzwi, przestrzeń się załamuje . Przednie kolo twojej maszyny wbija sie do "środka" motocykla a cały motocykl "wkleja" sie w ten samochód, siła uderzenia jest tak duża ze tył motocykla podnosi sie wyrzucając cię tym samym w górę. Powoli opuszczasz "pokład" miażdżąc bak swoimi "klejnotami" po chwili jesteś już w powietrzu, przelatujesz nad tym autem, passat obraca się o 180 stopni wpadając tym samym na ogrodzenie pokonawszy wcześniej chodnik! Lecisz bezwładnie, machasz w powietrzu kończynami jak manekin w "crash teście". W końcu po 25 metrach spadasz przed nadjeżdżający samochód. Wstajesz szybko, rozglądasz się dookoła, nie ma cię w środku, Twoje oczy zachodzą mgłą, gdybyś był przytomny jeszcze przez chwilę to zacząłbyś krztusić się swoją krwią...upadasz. Świadkiem tego wypadku jest Pablo, którego twój brat poznaje miesiąc później na imprezie andrzejkowej. Budzisz sie w szpitalu nie wiesz gdzie jesteś, boli Cie wszystko i nic zarazem, jeszcze Cię nie ma w środku, więc gdzie jesteś? W pewnym momencie wyrywasz kroplówkę i wstajesz, nie wiesz dlaczego sikasz do umywalki, wyzywasz wszystkie pielęgniarki, nie masz kontroli nad ciałem, które jest jak po zderzeniu z pociągiem. Dają Ci silne środki uspokajające, jesteś omamiony, leżysz tak kołysząc sie z boku na bok, męczą cie majaki. Otwierasz oczy, widzisz Grzegorza trzyma rękę na twoim ramieniu, nic z tego nie rozumiejąc robisz" wielkie oczy". dowiadujesz sie ze miałeś wypadek, dziwisz sie jeszcze bardziej, ale twój anioł stróż każe Ci odpoczywać wyłącza twoją świadomość zapadasz w sen, przewracając się z boku na bok znikają resztki wspomnień, nie pamiętasz juz nawet że jechałeś tamtą drogą. Nie będzie koszmarów...Jesteś szczęściarzem... http://images28.fotosik.pl/248/a8d6abbb9f27042c.jpg http://images26.fotosik.pl/248/e7331566a9ed795a.jpg