Ponad cztery dekady osiągi Suzuki GS 1000 musiały robić piorunujące wrażenie, a na rodzimym polskim rynku same wieści o takich wartościach zakrawały wręcz na niewyobrażalne fantasmagorie.

Sytuacja na świecie nie tylko dzisiaj jest napięta i zmienia się dynamicznie. Takie wydarzenia często są powodowane przez zakradające się kryzysy polityczne i ekonomiczne, które powodują przyśpieszone działania w wielu aspektach rzeczywistości. Rywalizacja ta dotyczy nie tylko spraw ekonomicznych, ale i technologicznych, bowiem firmy prezentując swoje nowinki na rynku pragną jak najszybciej odwrócić koniunkturę i rozpocząć zdobywanie kolejnych klientów zapewniając sobie sukces finansowy. W kryzysie nie ma miejsca na sentymenty, ich miejsce zajmuje bezwzględne skupienie się na celu, niejednokrotnie przy zastosowaniu niekonwencjonalnej drogi „na skróty”. Taka sytuacja choć dla wielu jest bardzo ciężka. często powoduje ogromny rozwój w krótkim czasie.

Nie inaczej było pod koniec lat 70-ych XX wieku, kiedy to przez konflikty na bliskim wschodzie doszło na świecie do poważnego kryzysu paliwowego. Opinia publiczna wskazywała na konieczność konstrukcji ekonomicznych o małych silnikach, które miały zdobywać rynki i jednocześnie wróżyła koniec dużym paliwożernym pojazdom nastawionym przede wszystkim na lans i osiągi. Stało się jednak inaczej. Firmy motocyklowe widząc szansę na nowej niszy rynkowej, zaczęły się prześcigać w konstruowaniu dużych motocykli, produkując maszyny, o silnikach z mocą niespotykaną do tej pory w jednośladach. Maszyny te miały przy tym być dostępne na tyle, aby ich produkcja nie była liczona w sztukach, a tysiącach sztuk. W takich warunkach narodził się również litrowy motocykl Suzuki.

Firma z Hamamatsu była ostatnią z wielkiej japońskiej czwórki, która nie posiadała w ofercie motocykla o litrowej pojemności. Kierownictwo firmy zrozumiało, że należy ten stan rzeczy czym prędzej zmienić i tak w 1977 roku światło dzienne ujrzał model GS 1000, a jego pierwsze egzemplarze trafiły do sprzedaży w lutym 1978 roku. 

Trzeba przyznać, ze był to udany debiut. Motocykl z pierwszej serii to typowy duży golas, o nietuzinkowych jak na tamte czasy osiągach. Czterocylindrowy, czterosuwowy silnik był chłodzony powietrzem, przez co ozdobiony był bogatym użebrowaniem. W głowicy pracowały dwa wałki rozrządu, które obsługiwały osiem zaworów. Stopień sprężania wynosił 9,2:1. Zasilanie stanowiły cztery gaźniki Mikuni VM 28 SS, a zapłon sterowany był elektronicznie. Taka konstrukcja pozwalała z pojemności 997 cm3 uzyskać moc 90 KM przy 8000 obr/min oraz maksymalny moment obrotowy w granicach 80 Nm. Przy relatywnie niskiej jak na „big bike” z lat 70ych masie wynoszącej 232 kg w stanie suchym, motocykl dysponował bardzo dobrymi osiągami. Prędkość maksymalna wynosiła 221 km/h, a pokonanie ¼ mili zajmowało 11,8 sekundy. Takie rezultaty w standardowym motocyklu bez jakichkolwiek owiewek budziły szacunek zarówno u klientów jak i konkurencji. Również średnie spalanie na poziomie 7,4l/100km było w tej klasie dobrym wynikiem, tym bardziej, że zbiornik mieścił 20 litrów paliwa. Napęd na tylne koło przekazywany był poprzez pięciobiegową skrzynię biegów i w wersji podstawowej łańcuch rolkowy. Oferowane były również wersje w których napęd przekazywany był na tylne koło wałem kardana.

Solidna stalowa rama zapewniała dobrą sztywność, jednak dość miękkie zawieszenie nie pozwalało w pełni wykorzystywać potencjału motocykla. Było one zupełnie klasyczne, z przodu widelec teleskopowy, z tyłu wahacz wleczony i dwa elementy amortyzujące. Tylne amortyzatory posiadały również elementy pneumatyczne. W większości wersji zawieszenie nastawione było na komfort podróżowania i w tym zadaniu sprawdzało się znakomicie. Hamulce to dwie tarcze z przodu i jedna z tyłu, wszystkie o średnicy 295mm, trzeba przyznać, że przyzwoicie dawały sobie radę z wytracaniem prędkości. Suzuki chciało do maksimum wykorzystać potencjał motocykla i na jego bazie konstruowała różne wersje, z soft chopperem włącznie. Jedna z modyfikacji szczególnie im się udała.

Suzuki GS 1000 L “Soft Chopper”

Pod koniec lat 70ych zespół Yohimura zdecydował się użyć w wyścigach motocykla Suzuki GS 1000. Motocykl został zmodyfikowany, z poważniejszych zmian utwardzono zawieszenie całkowicie rezygnując z pneumatyki, zmieniono układ dolotowy i zainstalowano niewielką owiewkę. Okazało się, że motocykl ten stał się w rywalizacji maszyną wiodącą. W kilku popularnych wówczas wyścigach GS 1000 zbierało laury zwycięstwa. Dwukrotnie triumfowało w wyścigach AMA Superbike Championships, jak i odniosło sukces w morderczym Suzuka 8 Hours International Endurance Race. Motocykla w trakcie zwycięskich wyścigów dosiadał znany kierowca Wes Cooley. Wygrane zachęciły firmę Suzuki do wypuszczenia na rynek repliki maszyny Cooleya, a model produkcyjny nazwano GS 1000 S. W motocyklu dopuszczonym do sprzedaży również poprawiono zawieszenie, dodano owiewkę, oraz o 2mm zwiększono średnicę gardzieli w gaźnikach. Na niektóre rynki, wprowadzono również zmianę średnicy tylnego koła z 17 na 18 cali. Poza owiewką najbardziej charakterystycznym elementem stało się popularne do dziś biało niebieskie malowanie Suzuki na wzór maszyny Cooleya.

Suzuki GS 1000 G

Wersja „S” stała się niezwykle pożądana i w tamtych czasach cieszyła się opinią motocykla o nieprzeciętnych osiągach, która nie wybacza błędów młodym i niedoświadczonym kierowcom. Było w tym sporo prawdy bowiem motocykl naprawdę potrafił pokazać pazur, a sprawnemu właścicielowi dawać niesamowitą radość z jazdy. Faktycznie ponad cztery dekady temu takie wyniki musiały robić piorunujące wrażenie, a na rodzimym polskim rynku same wieści o takich osiągach zakrawały wręcz na niewyobrażalne fantasmagorie.

Replika Wes Cooley

Po dziś dzień replika motocykla Wesa Cooleya jest niezwykle poszukiwaną maszyną, a egzemplarze w ładnym stanie kosztują nawet kilkanaście tysięcy dolarów. W sumie nic dziwnego, w końcu to model, który wprowadził firmę Suzuki w świat jednośladów o litrowych silnikach. Przy czym zrobił to z wielkim hukiem i dał początek kolejnym dużym i niezwykle udanym motocyklom Suzuki, ale to już zupełnie inna historia…

Więcej w Moto-Legendy, Motocykle, Wyróżnione
Sezon 2021 – czego możemy się spodziewać w branży motocyklowej?

Niesławny rok 2020 odszedł w niepamięć. Pandemia Covid-19 odcisnęła się na codziennym życiu; okazuje się, że możemy pracować zdalnie, targi...

Zamknij