Pewien zupełnie niezwiązany ze środowiskiem motocyklistów bloger, PigOut, właśnie po raz pierwszy obejrzał Synów Anarchii. Sprawdźcie jego recenzję. Jest ciekawie!

Wiecie, że od premiery Sons of Anarchy minęło już 12 lat?! Pomimo tego, to wciąż jeden z najlepszych seriali w dziejach, zdobył też miano “kultowego”. Synowie Anarchii to także zdecydowanie tytuł obowiązkowy do obejrzenia dla motocyklistów. Jeżeli wciąż tego nie zrobiliście, to ostrzegamy – za chwilę sięgnięcie po pilota. (Także aby obejrzeć SoA po raz kolejny).

Znacie PigOut na Facebooku? Prowadzi go autor książek i bloger, nazywa się Pig, a w zasadzie Piotr. Pisze o sobie, że jest: “głodny, zły i brzydki. Miłośnik trzypiętrowych burgerów, fan popkultury, entuzjasta podróży i kontestator rzeczywistości. Hejter, ale z klasą.” Lubimy go czytać ze względu ciekawe i zabawne, a czasem błyskotliwe spojrzenie na wydarzenia bieżące. Ostatnio na swoim fanpage’u opublikował krótką recenzję Sons of Anarchy.

Jako że Pig nie jest aktywnym motocyklistą, jego recenzja motocyklowego serialu jest tym bardziej interesująca. Gdy zapytaliśmy, czy możemy jego tekst opublikować na Motogen.pl, odpisał “Z serialu wiem jedno, z motocyklistami lepiej trzymać sztamę”.

Recenzja Sons of Anarchy według PigOut:

Agnieszka Chylińska ma taki kawałek, w którym śpiewa “Kocham Cię, ale Cię nie lubię!”. I powiem wam, że ten tekst nieprzerwanie brzmi mi w głowie… odkąd zacząłem nadrabiać na Netflixie serial “Synowie Anarchii”. Z jednej strony jestem od niego ciężko uzależniony i od środy [5 dni] przerobiłem mniej więcej 50 odcinków (aktualnie jestem na 6. sezonie). Jeb***utki trzyma mnie w klinczu i nie pozwala zabrać za żadną robotę, ani na niczym się skupić, dopóki nie dokończę. Poza tym każdy epizodzik kończy się niczym “Na Wspólnej”, czyli motywem pt. “umrę, jeśli nie dowiem się, co dalej”.

Z drugiej strony jest to najbardziej popierniczony fabularnie serial ever i oficjalnie strącił z tronu “Ojca Mateusza”. Dziżas, co tam się wyprawia, to się nawet fizjologom nie śniło. Powiedzmy, że pierwsze trzy sezony jeszcze jako tako trzymały fason. Ot mamy średniej wielkości klubik motocyklowy, który handluje bronią, ściera się z konkurencyjnymi klubami i zmaga z mniejszymi lub większymi inbami w swoich szeregach. No dobra nie do końca, bo była taka akcja, że gościowi porwali dziecko i jak pojechał go szukać, to porwali mu jeszcze żonę, zgwałcili matkę i ukradli ciężarówkę karabinów, ale w sumie to nadal było wiarygodne XD. Za to sezon nr 4 już totalnie nie bierze jeńców i stawia nas w sytuacji, kiedy “Synowie” równocześnie walczą z IRA (z tą irlandzką, a nie że Arturem Gadowskim), trzema konkurencyjnymi klubami, naziolami, lokalnym szeryfem, typem z branży porno i dwoma meksykańskimi kartelami, z czego jeden …<gruby spoiler>. I to wszystko na przestrzeni jednego odcinka. A to i tak pikuś przy tym, co się odjaniepawla obecnie.

Zabawne jest też to, że “Synowie” mają zasady typu: 1. Nie gadamy z psami 2. Nie mordujemy członków własnego klubu 3. Nie chędożymy żon kolegów 4. Nie wolno mieć czarnoskórego ojca, etc…. i w każdym odcinku te zasady łamią przynajmniej pięć razy.

Kolejną fajną rzeczą jest ich podejście do kobiet. Jak małżonki przyłapują ich na zdradzie, to jeszcze lepę zgarniają za to, że się za bardzo interesują. I jak taka babeczka co dostała lepę idzie się poskarżyć innej babeczce, że hurr durr #zdrada i #lepa, to dostaje kolejną lepę od tej drugiej babeczki -> “Głupia, nie interesuj się sprawami klubu” XD

I na koniec Peggy Bundy, która gra tu matkę i żonę dwóch kluczowych postaci. OMG ile ta kobieta naplącze, naspiskuje i ile zamachów stanu przeprowadzi, to nawet Carsei byłaby w szoku.

Ten serial to patologia w najczystszej postaci. Czy polecam? Barrrdzo. Ostatnio taki poziom serialowego guilty pleasure odczuwałem na etapie “Banshee” i muszę przyznać, że tęskniłem. Kto jeszcze nie widział, a nic z nowości mu nie siada, namawiam. Zwłaszcza, że mam dużą potrzebę obgadać spoilerowo najgłupsze akcje (oesu, jest z czego wybierać).

W komentarzach pod swoją recenzją, Pig dodał ciekawostkę:

Charlie Hunnam, który gra Jaxa był pierwszym wyborem do roli Greya (tak, tego Greya). I myk jest taki, że ja Charliego już od dawna szanuję z jego innych ról, ale w SoA ma taką charyzmę i jest taki cool, że moje fanostwo wskoczyło na kolejny level. Obawiam się, że gdyby jednak został w roli Greya, to dziś byłbym wielkim fanem tego filmu. Ufff jak dobrze się stało. Wiele niewygodnych i niewytłumaczalnych rzeczy mi odpadło XD

Zgadzacie się z PigOutem? Zanim Wasze łącza zapłoną od transferu kolejnych odcinków SoA, wpadajcie śledzić PigOut na Facebooku i oglądać na Instagramie oraz czytać na blogu.

Więcej w Blogerzy, Ludzie, Wyróżnione
Origine Primo – stylowy kask jet [test, opinia, wady, zalety, zdjęcia]

Przed zakupem kasku warto poczytać opinie o nim. My dostaliśmy w ręce kask otwarty typu jet: Origine Primo. Teraz opisujemy,...

Zamknij