Na zlotowisko, mieszczące się na terenie kazimierskiego Zajazdu Piastowskiego, zjechało ponad 300 maszyn, z których znakomita większość miała na bakach dwa loga – Harley Davidson oraz Indian. Nie zabrakło też maszyn zaprzyjaźnionych marek, których jeźdźcy czują ten sam klimat, co właściciele „amerykańców”, czyli np. Hond Goldwing i Valkirie oraz kilku innych, jednostkowych sprzętów.

 

 

Prawdą jest, że nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek był na tak dobrze zorganizowanym zlocie, na którym byłoby wszystko oprócz… nudy. Na teren zabawy dojechaliśmy w piątek wieczorem, kiedy impreza, odbywająca się w wielkim namiocie, położonym na szczycie wzgórza, trwała już w najlepsze. Pyszne żarcie, polskie piwo, amerykańska whisky oraz kapela na żywo grająca znane, rockowe przeboje, a także własne, nieznane nikomu kompozycje, wpadające jednak w ucho każdemu.

 

 

Integracja przebiegała wzorowo. Motocykliści, niektórzy już mocno podchmieleni – jak przystało na bawiących się fest, odzianych w skóry „harlejowców” – dawali mocno czadu. Śpiewy, tańce, rozmowy przy drinkach, a wszystko to w megaprzyjacielskiej atmosferze, którą jeszcze bardziej podgrzał występ artystyczny skąpo odzianej dziewoi, triumfalnie wwiezionej do imprezowego namiotu na tylnym siedzeniu „harasa”…

 

 

Impreza skończyła się baaaardzo późno i rano było widać po twarzach zlotowiczów, kto bawił się do końca, a kto po angielsku wyszedł jeszcze w jej trakcie. Wszyscy jednak mogli kontynuować zabawę i to poza zlotowiskiem, gdyż zorganizowano dwie wycieczki. Pierwsza to zdobycie nieodległych Puław autokarem (opcja dla wczorajszych imprezowiczów), a druga to motocyklowa runda po okolicy – przepłynięcie promem Wisły, wizyta w zamku w Janowcu oraz odwiedzenie kazimierskiego rynku.

 

 

Zlotowisko opustoszało, ale niektórzy specjalnie zostali, aby wziąć udział w jazdach testowych zorganizowanych przez przedstawicieli dealera Indian Warszawa, obecnych na zlocie. Dużym zainteresowaniem cieszył się Roadmaster (którym z moją żoną przyjechaliśmy na zlot), a który spośród wszystkich maszyn testowych cieszył się największym wzięciem. W końcu to topowy, flagowy model turystyczny najstarszego, amerykańskiego producenta motocykli.

 

 

Po powrocie wszystkich uczestników z wycieczek, rozpoczęła się po raz drugi megazabawa. Zintegrowane dnia wczorajszego międzynarodowe towarzystwo (oprócz Polaków byli też Szwedzi, Białorusini i Ukraińcy), bawiło się jeszcze lepiej niż dnia poprzedniego. A jak to dokładnie wyglądało, możecie się tylko domyślać…

 

W niedzielę od rana następowały wylewne pożegnania poprzedzające powroty zlotowiczów, niektórych wybierających się w 500-kilometrową podróż…

 

Jednym słowem, Zlot Moto Wisła to jedna z tych imprez, na których musisz być, oczywiście, jeżeli czujesz się dobrze pośród brodatego, odzianego w skóry towarzystwa, pośród ludzi, dla których nie ma barier, którzy często mimo mocno średniego wieku potrafią bawić się lepiej, kulturalniej i z większym rozmachem niż młodsi adepci sztuki motocyklowej.

 

Jeździsz ciężkim, amerykańskim motocyklem? Chopperem, cruiserem? Klasykiem? Zabytkiem? Lubisz imprezować, nie lubisz nudy i chcesz poznać takich samych jak ty fascynatów? Nie możesz nie przyjechać na przyszłoroczną, piętnastą już edycję niesamowitego Zlotu Moto Wisła 2020!

 

Więcej w Relacje
Time Attack i Junak RSX125 – pierwsze wrażenia

Dzisiaj odwiedziliśmy Time Attack na torze w Słomczynie. Świetna track-dayowa inicjatywa. Pojechaliśmy tam Junakiem RSX125. Co o nim sądzimy? Zobaczcie...

Zamknij