Oczywiście ten nius to żart prima aprilisowy. Wiele osób się zorientowało, ale wiele uznało, że UE mogłaby wpaść na takie głupie pomysły. Byli tacy, którzy chcieli uciekać z Europy, byli również czytelnicy, którzy zaczęli pałać miłością do Rosji. Pomimo, że ten nius nie jest na serio, to wkrótce zamierzam popełnić gdybający artykuł dotyczący przyszłości transportu indywidualnego w oparciu o już istniejące lub dopiero testowane rozwiązania techniczne. Zapnijcie pasy, bo będzie jak u Orwella.

 

Już niedługo wszystkie nowe motocykle sprzedawane na terenie Unii Europejskiej będą musiały być wyposażone w system ABS. Tutaj akurat chyba nikt nie jest przeciwny, ponieważ system ten znacznie poprawia bezpieczeństwo i komfort jazdy.

Urzędnicy idą jednak dalej w swoich pomysłach i zapowiedzieli wprowadzenie limitów mocy w motocyklach oraz monitorowanie świeżo upieczonych kierowców zarówno motocykli jak i samochodów. Pomysł z ograniczeniem mocy nie jest niczym nowym, ponieważ taki limit stosuje chociażby Francja. Miał on zostać zniesiony z początkiem 2016 roku, ale teraz obejmie wszystkie kraje członkowskie.

We Francji mocniejsze motocykle są zdławione do 100 koni mechanicznych. Unia Europejska chce wprowadzić podobne zasady. Dla motocykli sportowych i sportowo turystycznych limit będzie wynosił 100 koni mechanicznych, a motocykle naked będą ograniczone do 60 koni mechanicznych. Limity będą dotyczyły nowych motocykli, więc właściciele używanych maszyn nie mają się czego obawiać. Nowe przepisy mogą wejść w życie już w połowie przyszłego roku.

Oprócz tego Unia chce kontrolować świeżo upieczonych kierowców przy pomocy systemów GPS. Na czym ma polegać owa kontrola? Kierowca mający prawo jazdy krócej niż dwa lata będzie musiał zamontować w pojeździe i zarejestrować specjalny nadajnik GPS, który będzie wysyłał między innymi dane dotyczące prędkości, z jaką porusza się pojazd. Jeżeli taki kierowca trzy razy przekroczy prędkość o 10 do 20 km/h, to zostanie skierowany na dodatkowe szkolenie. W przypadku przekroczenia powyżej 20 km/h zostaną mu odebrane uprawnienia i będzie musiał ponownie zdać egzamin, a także przejść dodatkowy kurs doszkalający.

Pomimo, że urzędnicy i policjanci upierają się, że to prędkość jest najczęstszą przyczyną wypadków, to oczywistym jest, że w wielu przypadkach wypadki są powodowane przez zły stan dróg. Łatwiej jednak jest nakładać ograniczenia na kierowców niż budować nowe, lepsze drogi.

Autor: Wojciech Grzesiak