Na potrzeby programu powstała specjalna aplikacja, którą testowało 15 urzędników. Wirtualne prawo jazdy oprócz podstawowych danych zawiera również obrotowe zdjęcie głowy kierującego.

Jak to ma wyglądać w praktyce? Kiedy policjant rozpocznie procedurę zatrzymania, jeszcze przed wyjściem z radiowozu może sprawdzić dane kierującego – wystarczy, że urządzenie zamontowane w policyjnym samochodzie połączy się ze smartfonem. Wtedy zatrzymany kierowca otrzymuje monit z prośbą o udostępnienie danych. Zanim funkcjonariusz podejdzie, wie już z kim ma do czynienia. Po wysłuchaniu listy wykroczeń zostaje ona przesłana do aplikacji i można od razu zapłacić mandat.

Aplikacja jest obecnie testowana tylko w systemie iOS, ponieważ telefony iPhone 5S, 6 i 6S posiadają czytniki linii papilarnych, a te są używane jako dodatkowe narzędzie weryfikacji. Wygląda więc na to, że rozwiązanie nie upowszechni się, dopóki wszyscy producenci smartfonów nie będą oferowali takiego rozwiązania w swoich urządzeniach.

Wśród plusów jest wymieniana oszczędność czasu oraz to, że wiele spraw będzie można załatwić przy pomocy jednej aplikacji. Dodatkowo stan zaoszczędzi na kosztach produkcji papierowych dokumentów. Minusy? Jak zawsze groźby ze strony hakerów oraz problem z korzystaniem z aplikacji w miejscach, w których jest kiepski zasięg sieci komórkowej. Przesyłając dane na przykład przy pomocy technologii EDGE policjantowi mogłoby nie starczyć pączków i kawy w oczekiwaniu na informacje.

Tak czy inaczej jest to ciekawy krok na przód. Jeżeli mielibyśmy gdybać i coś sugerować, to można dodać również rubrykę dotyczącą przebytych chorób, grupy krwi i tym podobnych. Wtedy w razie wypadku służby medyczne mogłyby ściągnąć ze smartfona poszkodowanego informacje przydatne do ratowania jego zdrowia lub życia.

 

Oczywiście wirtualne prawo jazdy może mieć również swoje mroczne strony i nie chodzi tu tylko o kradzież danych. Telefony obecnie można namierzyć z bardzo dużą dokładnością, dzięki czemu możemy korzystać między innymi z nawigacji. Wyobraźcie sobie, że mapy Google, które są obecnie najpopularniejsze, zaczną rozpoznawać również znaki drogowe, a my nie zatrzymamy się przed znakiem STOP (niech pierwszy rzuci kamień, kto zatrzymuje się przed każdym). Wtedy automatycznie będziemy mogli dostać mandat. Podobnie sprawa może wyglądać w przypadku przekroczeń prędkości, zakazów zawracania i tym podobnych. Póki co wirtualne prawo jazdy wydaje się jednak być dość odległą przyszłością.

Autor: Wojciech Grzesiak