Na czasie
    Musisz zainstalować Jetpack plugin i włączyć "Statystyki".

Ludzie, których przypomina mi testowany pojazd, najczęściej są wieloletnimi, seryjnymi mordercami. Na codzień spokojne głowy rodziny, wieczorami wychodzą na łowy, mordując niewinnych przychchodniów, mających nieszczęście zapuścić się w złe miejsce, w złym czasie.

Z Harleyem jest podobnie. Ale zacznijmy od wyglądu.

 

Dynamiczna sylwetka draga jest dyskretna…

 

Na pierwszy rzut oka Fat Bob to fabryczny drag pomalowany na czarno, z wzbudzającym kontrowersje reflektorem wykorzystującym technologię LED. Zbyt radykalnie na Harleya? Owalne reflektory w Triumphie Speed Triple z 2011 też wzbudzały kontrowersje i co z tego, skoro po kilku latach duża część ortodoksów w ogóle nie zwraca na to uwagi. Mamy XXI w i trzeba wreszcie odejść od nudnego, okrągłego reflektora. Tym bardziej, że zastosowany świetnie pasuje do reszty.

 

Przedmiot kontrowersji: skuteczny reflektor w technologii LED…

 

Grubej, masywnej, ciężkiej. Im dłużej przyglądałem się reflektorowi tym bardziej dochodziłem do wniosku, że w tym modelu dokładnie taki powinien być. Kolejne detale, które nadają Fat Bobowi charakteru to masywny widelec upside-down, dwie duże tarcze hamulcowe z solidnymi zaciskami, czarne wykończenie większości elementów oraz wielki, mocniejszy silnik (w modelu można zamówić jednostkę napędową o pojemności 107 i 114 cali) oraz wielki, sportowy filtr powietrza, wgryzający się w opływające powietrze.

Jednym słowem, pojazd wzbudza szacunek nawet stojąc. Reszta sprawia klasyczne, kojące wrażenie – tylny, chopperowy błotnik czy kroplowy zbiornik paliwa.

 

Szparunki w słońcu są prawie niewidoczne. Lubimy dyskrecję…

 

Harleya wykonano solidnie, precyzyjnie i nie znalazłem żadnych plastikowych elementów karoseryjnych (nawet obudowę reflektora zrobiono z blachy). Mamy zatem kawał solidnego żelastwa, ciekawego w formie i z mega charakterem. A co ciekawe, w kolorze czarnym jest bardzo dyskretny. Ciemno szare szparunki z napisami HD są prawie niewidoczne co zapewnia swojego rodzaju dyskrecję, którą osobiście w przypadku motocykli z potencjałem uwielbiam.

Jazda

Odpalamy sprzęt. Pozycja raczej niska (chociaż nie ekstremalnie), z umiarkowanie uniesionymi rękami. Podnóżki delikatnie przesunięte do przodu, ale nie na tyle, żeby wyglądać groteskowo. Silnik generuje wibracje, ale są one wręcz przyjemne. Jednostka napędowa pracuje z efektownym “bulgotem” podkreślonym przez tłumiki. Ruszamy. Klamki sprzęgła i hamulca wymagają użycia pewnej siły, ale w końcu to motocykl dla faceta a nie metroseksualnego młodzieńca w rurkach.

 

Jak na draga – Fat Bob ma spory potencjał do szybkiej jazdy po winklach…

 

Klamki mają kształt typowo amerykański podobnie wyglądają zastosowane w konkurencyjnej marce z jej rdzennymi mieszkańcami w tle. Ergonomia (pamiętajmy że to drag) motocykla nie pozostawia nic do życzenia. Siodło jest wygodne a fabryczne nastawy zawieszenia raczej twarde, stanowiące o stabilności motocykla (napęcie wstępne tyłu zmienimy łatwo dostępnym pokrętłem).

 

 

 

 

Skrzynia o sześciu biegach pracuje raczej twardo i wymaga siły, ale nie jest siermiężna. Zapięte przełożnie jest wskazywane na konsoli zegarów, a właściwie zegara, bo Fat Boba wyposażono w analogowy obrotomierz i cyfrowy prędkościomierz z konsolą, na której znajdziemy zasięg, przebieg, prędkość i temperaturę.

 

Silnik Fat Boba dysponuje siłą umożliwiającą wyciągnięcie tankowca na brzeg, o ile tylko, przekroczymy 1500 obr./min. Jednostka napędowa o pojemności 1868 jest w stanie wygenerować całkiem wypasione 93 KM (w wolnoobrotowym V2 ta wartość jest wtórna) oraz maksymalny moment obrotowy na poziomie 155 Nm przy 3500 obr./min. (czerwone pole zaczyna się przy 5500 obr). A więc każdy porządniejszy strzał ze sprzęgła skutkuje pozostawieniem długiej, czarnej krechy.  Ten motocykl kocha takie traktowanie. Ale kocha także, co zaskakujące, dynamiczną jazdę. Gwałtowne zmiany kierunku, szybkie winkle (podnóżki ani tłumiki w warunkach ulicznych mają małą szansę na przytarcie) są wręcz żywiołem tego charyzmatycznego pojazdu.

 

Zawias i hamulce. Genialne, jak na masę i segment motocykla…

 

Zawieszenie oferuje dużą stabilność, eliminuje nurkowanie przy ostrych hamowaniach a niewielkie nierówności nie są w stanie wybić motocykla z toru jazdy lub wprowadzić jakiejkolwiek nerwowości.

 

Całość działa tak, jak powinna. Osobnym tematem jest układ hamulcowy. Dwie solidne tarcze z przodu, duże tłoczki i spora tarcza z tyłu powodują, że motocykl wytraca prędkość w epicki sposób i to mimo masy przekraczającej 300 kg. Długotrwałe próby hamowania nie obnażają słabości zastosowanych komponentów. Co ważne, za sprawą rozkładu mas tylna tarcza efektywnie bierze układ w procesie hamowania.

ABS względem modeli sprzed kilku lat zestrojono dużo lepiej. Później wkracza do akcji a jego częstotliwość działania jest dużo mniej wyczuwalna. Nie jest to jeszcze ideał, ale widać włożoną pracę.

 

Druga twarz

 

Ale Fat Bob ma drugą twarz. Jeśli macie ochotę na spokojną, kontemplacyjną jazdę, podziwianie widoków i spokojne nawijanie kilometrów – ten Harley będzie do tego doskonały. Do prędkości 120 km/h nie czuć naporu na klatkę piersiową a silnik nie generuje uciążliwego hałasu. Jedziecie, rozglądacie się i cały czas macie świadomość, że od prawej ręki będzie zależeć, czy zaraz skopiecie komuś tyłek na drodze, czy spokojnie nawiniecie kolejnych kilkaset kilometrów. Pasażer ma mniej wygodnie i mało stabilnie: nieco zbyt płaskie siodło i daleko wysunięte do przodu podnóżki powodują, że podczas atomowych przyspieszeń ma szanse zsunąć się do tyłu. Globalnie jednak, w tym segmencie motocykli, znam mniej przyjazne pasażerom, konstrukcje.

 

Innowacyjnie: łatwo dostępne pokrętło do zmiany napięcia wstępnego z tyłu…

 

Podczas testu Harley rozpędził się do 200 km/h (licznikowo) i średnio spalił  5,5 l/100km co przy pojemności zbiornika 13,6l zapewnia zasięg rzędu 250 km.

 

Czy to fajny model?

Fat Bob to jeden z najfajniejszych modeli HD jakimi jeździłem. Dynamiczny, dobrze prowadzący się, ze świetnymi hamulcami – urywa głowę przyspieszeniami. W razie potrzeby, a może przede wszystkim generuje całkiem sporo przyjemności podczas relaksacyjnej jazdy i super wygląda.

 

Do kogo jest zatem adresowany? Do wszystkich, którzy lubią dynamiczną jazdę, ale już znudziły im się plastikowe motocykle. Dla miłośników metalu, klasycznej stylistyki w nowej odsłonie i osób, które na motocyklu chcą odpocząć a nie tylko ścigać się z czasem. Dla miłosników cafe-racerów, którzy nie chcą być kolejnym użytkownikiem motocykla z tyłem z laminatu kupionego na targowisku i założonego do bezsensownie pociętego klasyka. Jednym słowem dla kogoś, kto ma dwie natury: spokojną i chcącą rozrabiać za kierownicą. Mi najbardziej przychodzi do głowy posiadacz street fightera, ale doceniający już motocykle pozbawione tworzyw sztucznych.

 

Testowany pojazd kosztuje od 75520 zł w przypadku wersji 107 cali do 84470 za model 114 cali. Naszym zdaniem, to fajna cena za charakterny sprzęt z logiem HD, seryjnego cafe racera zbudowanego w sposób amerykański. Zalajkowany.

 

 

 

Dane techniczne

 

 

Długość: 2340mm
Wysokość siodła: 710mm
Pojemność zbiornika paliwa: 13.6l
Masa, bez płynów: 296.0kg
Silnik: V2 kąt rozwarcia cylindrów 45 stopni, zasilany wtryskiem
Pojemność: 1868cc
Moment obrotowy: 155Nm / 3500rpm

 

Więcej w Testy Moto
Benelli Leoncino 500 – czapki z głów

Do redakcyjnego laboratorium trafił wyjątkowy pojazd - zaimponował nam prowadzeniem, rozwiązaniami, jakością a przede wszystkim ceną, w odniesieniu do oferowanych...

Zamknij