Miquel Silvestre porzucił lukratywną karierę prawnika, żeby spełnić swoje marzenie – życie w drodze. Po siedmiu latach i przemierzeniu około 100 krajów w Europie, Afryce, Azji i Ameryce Północnej, hiszpański globtrotter powrócił do Madrytu, gdzie jego najnowszy dokument – „Diary of Nomad” – ukazał się właśnie w publicznej telewizji. Miguel opowiedział BMW Motorrad dlaczego nie umiał się oprzeć pokusie takiej podróży, ale też czemu nie jest to pomysł dla każdego…

W czasie podróży Miguel regularnie publikował swoje opowiadania i niezwykłe fotografie w gazetach oraz ilustrowanych magazynach, a napisał jeszcze w tym czasie cztery książki o motocyklowych podróżach. Tak długa, samotna podróż dała mu mnóstwo czasu na pisanie i przemyślenia, bo dopiero na swoją ostatnią wyprawę pojechał w towarzystwie operatora kamery i kierowcy, przemierzając Amerykę Południową w 100 dni. To było pewno dziwne doświadczenie dla kogoś, kto zazwyczaj używał wyłącznie własnej kamery, a do towarzystwa miał BMW GS.

„Gdy podróżujesz samotnie – ryzyko, cierpienie i radość należą tylko do ciebie, trzyosobowa wyprawa była więc dla mnie całkowicie odmiennym doświadczeniem” – powiedział Miguel. „Niby filmowaliśmy przygody, ale własnoręczne dokumentowanie podróży filmem jest przygodą samą w sobie. Zdecydowanie wolę wyruszać samotnie – to jedynie prawdziwy, bardzo osobisty sposób podróżowania – ale teraz jestem skoncentrowany na produkcji telewizyjnego show o motocyklowych wyprawach i to zmusza mnie do pracy z zespołem. Muszę powiedzieć, że praca, droga i codzienne życie z Antonio Piris’em (operatorem kamery) i Heber’em Oroną (kierowcą) na początku sprawiało trudności, ale robiliśmy szybkie postępy i teraz jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Jestem bardzo dumny, że udało mi się zrobić pierwszy w historii telewizyjny show motocyklowy dla hiszpańskiej telewizji. Oddałem siedem lat mojego życia podróżom na motocyklu, więc to jest ukoronowanie mojej 'kariery’ zawodowego podróżnika.”

Będąc w Madrycie Miguel spędzał swój czas pisząc książki i artykuły do magazynów oraz tworząc prezentacje i edytując wideo dla telewizji. To daleko od jego 'starego’ życia jako prawnika, ale myśli o powrocie do biura przestały już budzić w nim przerażenie – głównie ze względu na to gdzie bywał, co zobaczył i co osiągnął przez te ostatnie lata.

„Nawet gdybym musiał powrócić do biura, już nigdy nie byłbym tą samą osobą co wcześniej” – powiedział. „Zjadłem swój kawałek przygodowego tortu – naprawdę duży i smakowity! Spędziłem siedem lat jeżdżąc daleko stąd, bez powrotnego biletu, i dzięki temu nauczyłem się wiele o sobie i o świecie. Jestem w pełni zadowolony z tego, co dokonałem do tej pory i być może to dobry moment, by przeżyć kolejną przygodę: może ożenić się i mieć dzieci?”

To chyba zaskakujące stwierdzenie w ustach koczownika z wyboru, ale być może atrakcyjność tego, co wielu z nas uważa za 'normalne’, wreszcie do niego dotarła. To nam mówi, że Miguel wierzy, iż większość ludzi goni za marzeniami. Różnicą jest to, że ich marzenia nie są tymi o objechaniu świata dookoła, badając odległe lądy i kultury, a zamiast tego chcą wybrać najlepszą życiową drogę, by nie mieć zmartwień i czuć się kochanym w bezpiecznym otoczeniu.

„Szczerze, nie sądzę, żeby większość ludzi marzyła o przeżyciu szalonych przygód w Afryce albo Ameryce Południowej. Ich głównym marzeniem jest dobre życie, dobra praca i założenie rodziny. Od czasu do czasu być może oglądają filmy o innym życiu, ekscytującym i pełnym przygód, ale dla wielu są to tylko wzloty wyobraźni. Jeśli naprawdę, naprawdę marzysz o pojechaniu w dzicz – zrób to.”

Miquel wie jak to jest i ma blizny, które to potwierdzają. Po wielu latach w siodle jego ciało stało się twarde od trudów podróżowania i życia pod gołym niebem. Otwarcie przyznaje, że te lata odcisnęły się na jego twarzy, jeśli nie na psychice.

„Mój paszport mówi, że mam 46 lat, ale moja twarz opowiada inną historię – wyglądam na 55” – żartuje. „Tak naprawdę moje ciało czuje się na 35, ale moja dusza na zaledwie 20. Wiatr i słońce sprawiły, że na mojej twarzy pojawiły się zmarszczki, ale jestem w wystarczająco dobrej formie, żeby biegać każdego ranka przez godzinę, a także wypić trzy kufle piwa co wieczór! Wierzę, że podróżnik powinien ćwiczyć i być w stanie podnieść swój obładowany motocykl bez niczyjej pomocy. Ale taką mam duszę, ona jest zdecydowanie najmłodszą częścią mnie.”

Po sukcesie południowoamerykańskiego etapu „Diary of a Nomad”, Miguel wybrał się do Meksyku i USA by nakręcić drugą serię podróżniczego dokumentu. W dalszej części tego roku planuje skoncentrować się na Afryce Północnej, co pokazuje wyraźnie, że jeżdżący na BMW R 1200 GS motocyklista z Madrytu nadal nie odpuszcza.

Obejrzyj klip z ostatniej serii dokumentalnej Miguela, której emisja zaczęła się 25 stycznia, na http://www.rtve.es/television/diario-de-un-nomada/

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany