Na początek przedstawiono trochę historii. Pierwszy wyścig motocyklowy na Pikes Peak odbył się w 1916 roku i był on jedynym przed długą przerwą. W 1954 roku Pikes Peak International Hill Climb dla motocykli powrócił na dwa lata i zniknął aż na szesnaście. Pierwszą ofiarą śmiertelną był Bill Gross Jr. w 1982 roku. Motocykle z kierownicami clip-on zostały dopuszczone do startu w 2013 roku wraz z nowym regulaminem wyścigu. Po dwóch wypadkach śmiertelnych, które miały miejsce w latach 2014 i 2015 zdecydowano się na zrezygnowanie z motocykli sportowych. W przeciwnym razie ubezpieczyciel wycofałby się z umowy z organizatorami wyścigu i motocykle zniknęłyby z trasy PPIHC na kolejne lata.

Organizatorzy wyścigu muszą teraz zminimalizować ryzyko, ale zapewniają, że wcale nie oznacza to, że wyścig zwolni. W 2016 roku zwiększono maksymalną dopuszczalną pojemność silnika z 1205 cm3 do 1305 cm3. O co więc chodzi? Trasa wyścigu liczy sobie 19,99 km i ma 156 zakrętów. Zawodnicy zaczynają na wysokości 2862 metrów nad poziomem morza i kończą na wysokości 4300 metrów nad poziomem morza. Organizatorzy nie są w stanie w stu procentach odgrodzić trasy, ponieważ jest to również droga publiczna. W związku z tym pojawiają się na niej chociażby dzikie zwierzęta, które mogą powodować niebezpieczeństwo. Motocykle z prostymi kierownicami wymuszają na zawodniku bardziej wyprostowaną pozycję. Dzięki temu może on lepiej obserwować trasę i szybciej zareagować na niebezpieczeństwo.

Przy okazji poinformowano, że nie będzie to jedyna zmiana w regulaminie wyścigu, ponieważ całkowita liczba startujących została ograniczona do 100. W tym będzie 67 samochodów i 33 motocykle. Oprócz tego zgodnie z życzeniami zawodników trasa będzie nieco krótsza. Ma to pozwolić na łatwiejsze zapoznanie się z nią podczas treningów.

Kolejny Pikes Peak International Hill Climb odbędzie się 26 czerwca.

Autor: Wojciech Grzesiak