Kraków nie zostaje w tyle! MotoMikołaje w grodzie Kraka to już wieloletnia tradycja sprawiania mieszkańcom miasta i turystom radochy. Liczba uczestników tegorocznej edycji imprezy była rekordowa. Pogoda również dopisała – około 10°C i brak większych opadów to idealne warunki na motocyklowe mikołajki. Niedziela 4 grudnia była zacnym dniem.

Jak co roku, miejscem zbiórki Mikołajów i ich reniferów, śnieżynek, aniołków czy diabełków był plac przed Zespołem Szkół Mechanicznych nr 3 w słynnej dzielnicy miasta – Nowej Hucie. Na miejscu zbiórki uczestnicy zostali poinformowani o pewnej znaczącej zmianie planów…

Okazało się, że w skutek małego nieporozumienia pomiędzy organizatorami MMK, władzami miasta i firmą organizującą część imprezy w miejscu docelowym – na Rynku Głównym w Krakowie – MotoMikołaje nie mogą wjechać na Rynek (w Krakowie jest on strefą objętą zakazem poruszania się pojazdów). Dodatkowo policja oraz Straż Miejska nie zamierzały pomóc tym razem w przeprowadzeniu parady przez miasto. Czy coś takiego mogło zatrzymać Mikołajów przed dostarczeniem słodyczy i prezentów dla zgromadzonych na Rynku dzieciaków? Oczywiście, że nie! Parada pojechała, tyle że gdzieniegdzie przystanęła na czerwonym czy ustąpiła pierwszeństwa przejazdu. W naturalny sposób parada rozciągnęła się i paradoksalnie efekt był równie imponujący jak przejazd zorganizowany przez policję. W efekcie jechaliśmy dłużej, byliśmy dłużej widoczni, dłużej obecni na ulicach miasta, a większa liczba mieszkańców mogła nas zobaczyć. O to przecież chodzi!

Czy cel parady został osiągnięty? Tak. Na sam Rynek dostaliśmy się także, zgodnie z przepisami. Nie zapominajmy przecież, że motocyklista prowadzący swój zgaszony motocykl jest w świetle przepisów pieszym. Tym samym były to jedyne motocyklowe Mikołaje w Polsce połączone z dużą dawką ćwiczeń fizycznych ;). Wykorzystując znajomość przepisów, możemy śmiało napisać, że nie ma na nas sposobu i nie damy się zniechęcić! Widok wpychanych kilkuset maszyn – bezcenny! Wzdłuż ul. Grodzkiej, którędy Mikołaje wprowadzali swoje maszyny, ustawiły się setki gapiów robiących zdjęcia i nagrywających filmy. Kto nie dawał rady pchać swojego stalowego kolosa, temu pomagali koledzy i koleżanki, a nawet osoby postronne.

Dalej wszystko przebiegało zgodnie z planem. Byliśmy bez wątpienia największą atrakcją w centrum miasta. Setki dzieciaków, babć, dziadków, mieszkańców miasta oraz turystów z uśmiechem na twarzy zajadało się słodyczami z MotoMikołajowych kasków. Padł rekord – około 420 motocykli i pewnie drugie tyle uczestników (niektórzy, mimo że motocykle na zimę dawno zakonserwowane, nie odpuścili i przybyli na Rynek Główny pieszo). Wynika z tego, że pod względem liczby uczestników pobiliśmy Warszawę, co pokazuje, że Kraków jest jednym z ważniejszych punktów na mapie motocyklowych imprez. Nie ukrywamy, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i w przyszłym roku zobaczymy jeszcze więcej „czerwonych grubasków” na dwóch kółkach.  

 

Po południu motocyklowi Mikołaje odwiedzili Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących przy ul. Tynieckiej  w Krakowie, przywożąc dla podopiecznych prezenty. Warunki atmosferyczne pozwoliły na organizację wożenia dzieciaków po terenie ośrodka, co było dla nich ogromnie pozytywnym doświadczeniem. Każdy uśmiech był bezcenny, a było ich naprawdę bardzo wiele! Motocykliści od dawna współpracują z ośrodkiem, zapraszając jego podopiecznych na największe imprezy motocyklowe w Krakowie.

Także dom dziecka z ul. Naczelnej jest pod stałą opieką motonitów. Dzieciaki z Naczelnej odwiedziliśmy dopiero w środę, 7 grudnia, ponieważ w MotoMikołajową niedzielę były poza placówką. Jak zawsze zostaliśmy ciepło przyjęci i nie było łatwo ocenić kto komu daje większy prezent; jak bowiem porównać radość dzieci z naszej obecności i paczek, które z nami przyjechały, a poczuciem czynienia dobra i wzruszenia, których tam doświadczyliśmy?
    
Za tegoroczne MotoMikołaje wielkie podziękowania należą się wszystkim motocyklistkom i motocyklistom uczestniczącym w akcji. Warto również podkreślić, że wydarzenie to organizowane jest od lat przez całe motocyklowe środowisko, nie przez konkretną grupę, klub czy zrzeszenie, a każdy, kto jest chętny, może pomagać przy organizacji imprezy. Wielkie słowa uznania dla Ani Jędrzejewskiej, która każdego roku ogarnia organizację tej imprezy.

Za rok spotykamy się ponownie. Już teraz zapraszamy do udziału wszystkich miłośników motocykli w przyszłorocznej edycji imprezy. Miejmy nadzieję, że tym razem władze miasta włączą się w organizację tak znakomitego wydarzenia i oszczędzą nam konieczności (poniekąd przyjemnych) ćwiczeń fizycznych przy pchaniu motocykli. W końcu ktoś włożył do tych maszyn silnik i raczej nie po to, by był on ładnie wyglądającym balastem… 😉

 

Więcej informacji na MotoMikołajowym facebooku.