Pamiętacie historie podchodzących sąsiadów mówiących, że w latach 60 jeździli Junakiem, ale teraz żona nie pozwala? Albo kolegów z osiedla zazdrośnie kręcących manetką Waszego jednośladu,  mówiących, że kiedyś sobie kupią?

Przypomniałem sobie historię – miałem kumpla, który pojawiał się na parkingu szybko po tym, jak przyjeżdżałem motocyklem. Często zbombardowany kilkoma browarami jarał się którymś z moich motocykli, mówiąc, że kiedyś „kupi sobie Vulcana”.

Lata mijały, zaczął pracować, założył rodzinę, kupił niezłe auto, czasami wyjeżdża na urlop, ale marzenia nie zrealizował. Kiedy ostatnio go o to spytałem, powiedział, że to jeszcze nie ten moment. Zacząłem się zastanawiać kiedy jest dobry moment? Albo ma się zajawkę i realizuje marzenia, odkłada, działa w tym kierunku, albo po prostu jest się wiecznym marzycielem.

Wypity alkohol szumiał w głowie

Nie wiem, czy procenty uwalniały w nim wizję jego, jako motocyklisty czy naprawdę chciałby motocykl. Osobiście uważam, że nie ma w tym nic, co wymaga dłuższych przemyśleń. Jeśli chcę spróbować, odkładam kasę, biorę motocykl, klimat mi się nie podoba, sprzedaję, zamykam temat. Podobnie jest z pozostałymi zajawkami. Natomiast nie chciałbym całe życie szukać wymówki do odkładania zakupu. Bo żona, bo dzieci…w końcu szczęśliwy ojciec, mąż to i szczęśliwsza rodzina.

Motyw

Wyobrażacie sobie, żeby pozbyć się motocykla, bo żona kazała? Rozumiem, sprzedać dwa z trzech, bo dziecko w drodze, zmienić szlifierkę na enduro czy choppa, streeta na turystyka. Człowiek dojrzewa, ewoluuje, ale to musi być moja decyzja a nie poddanie  się cudzym oczekiwaniom. Jeśli to Wasza bajka, wszystko jest ok. Nie musicie jeździć, znudziło się, super, próbujcie innych rzeczy. Ale nie róbcie tego dla świętego spokoju, dlatego, że ktoś każe czy wymusza, grożąc odejściem. To unieszczęśliwi Was a w perspektywie Wasze otoczenie.

Na drugim biegunie są osoby z kalectwem – brakiem kończyn, delikatnym upośledzenie fizycznym, które nie poddają się i są zdeterminowane do jazdy na moto. To ich terapia, walki z sytuacją – i takie jednostki wzbudzają mój dużo większy szacunek siłą charakteru. Nie chodzi mi nawet o motocykl, tylko o postawę życiową. Walka zamiast białej flagi. Bo bycie motocyklistą to walka z ograniczeniami, to próba siły charakteru, to wyrzeczenia za które…dostajemy mnóstwo przyjemności.

Korzystając z okazji, życzę wam udanego sezonu 2021!


Więcej w Po godzinach, Śmieszne, felietony
Motocyklista miał (zabawny?) wypadek 8 stycznia w Krakowie – szuka świadków [opis zdarzenia]

W historii tego zdarzenia jest sporo pecha, trochę szczęścia i trochę śmiechu. Ale nagranie z wypadku i tak by się...

Zamknij