Po opuszczeniu Queensland motocykliści Orlen Australia Tour rozpoczęli kolejny etap podróży z przygodami do Melbourne.

 

Po przejechaniu przeszło 3000 km, stanowiących połowę zaplanowanej trasy, Przemek Saleta, Adam Badziak i Jarek Stec opuścili Queensland i przez Nową Południową Walię dotarli do Południowego Stanu Australii.

 

Wraz z kolejnymi kilometrami nawiniętymi na koła motocykli Yamaha zmieniał się otaczający ich krajobraz. Zostawili za sobą tropikalną północ, deszczowe lasy i piękne plaże, pokonali puszcze, bezludzia i szutrowe trasy. Gdy w Adelajdzie otoczyły ich ciągnące się po horyzont zielone łąki, przyjaciele poczuli się jak w domu. „Skończyły się piaszczyste bezdroża. Wreszcie wróciliśmy do cywilizacji” – wyjaśnił Adam, a Przemek dodał: „Krajobraz przypomina Polskę, chociaż jest tu zdecydowanie cieplej!”.

 

Weekend nie był jednak sielankowy, bowiem opuszczając Queensland, w ciągu zaledwie dwóch dni motocykliści przejechali grubo ponad 1000 km po pustynnych bezdrożach i wąskich, bocznych, asfaltowych szlakach. „Dokładnie tego spodziewałem się po tej wyprawie” – podkreślił Badziak, który na jednym postoju niemal potknął się o gigantycznego pytona. – „Dziesięć godzin w siodle i nic poza szumem w kasku i zmieniającym się krajobrazem. Musieliśmy jednak bardzo uważać, bo wbrew pozorom nie były to łatwe odcinki”.

 

Na trasie motocykliści na swoich Super Tenere musieli się zmagać nie tylko ze zdradliwym popowodziowym terenem, ale też z wszędobylskimi kangurami, strusiami i owadami. Tych ostatnich jednego dnia było tak dużo, że przyjaciele na postojach ani na chwilę nie ściągnęli kasków.

 

„Mieszkańcy byli zszokowali, że zapuściliśmy się na takie odludzia, bo nigdy nie widzieli tutaj turystów” – dodali podróżnicy. Oczywiście, w tak trudnych warunkach nie obyło się bez drobnych przygód. Jarek Stec jednego dnia przewrócił się aż dwa razy i choć nieco poobijał swoją Yamahę Super Tenere, jemu samemu nic się nie stało i mógł bez problemu kontynuować podróż. Wyjątkowo zadowolony z motocykla był natomiast Saleta, który podczas Orlen Australia Tour zrobił duże postępy w jeździe w terenie. „Kilka razy myślałem, że jestem w sytuacji bez wyjścia, ale Yamaha za każdym razem wychodziła z nich obronną ręką, wyjeżdżając z głębokich kolein czy grząskiego błota. Świetnie się przy tym bawiłem” – skomentował.

 

Podróżnicy spędzili także interesujący wieczór w towarzystwie najprawdziwszych, australijskich kowbojów, którzy nie mogli uwierzyć, z jak daleka przybyli motocykliści i ile osób mieszka w malutkiej według nich Polsce. „Pochodzimy z zupełnie innych światów, ale spędziliśmy wspólnie świetny wieczór” – podsumował spotkanie Jarek.

 

Po dotarciu do Adelajdy Przemek, Adam i Jarek postanowili zrobić dzień przerwy na zregenerowanie sił przed liczącą przeszło 1200 km trasą do Melbourne. Na miejsce muszą dotrzeć jeszcze w czwartek, bo od piątku czeka ich moc wrażeń na rundzie motocyklowych mistrzostw świata MotoGP na torze Phillip Island.

 

Więcej informacji o wyprawie pod adresem www.orlenaustraliatour.pl.

Więcej o motocyklach Yamaha