Touratech Aventuro Traveller Carbon kosztuje 3075 złotych. Jest kaskiem z otwieraną szczęką, z blendą, z daszkiem, ze skorupą z włókna węglowego. Należy go zaliczyć do produktów premium. Oceniamy kask Touratech po intensywnym sezonie jazdy!

zdjęcia: Tomasz Parzychowski (IG: tomazi.pl)

W kasku Touratech Aventuro Traveller Carbon przejeździłem cały sezon 2021, a teraz postaram się opowiedzieć o nim coś więcej… Uwaga, zdradzam zakończenie: Aventuro Traveller Carbon ma kilka (mniej lub bardziej subiektywnych) wad, ale zdecydowanie się z nim polubiłem. I to bardzo.

Co to za marka, co to za kask?

Touratech specjalizuje się w odzieży, akcesoriach i kaskach przeznaczonych do turystyki, szczególnie turystyki offroadowej. Ta niemiecka marka ma potężne doświadczenie (także praktyczne) i dostarcza produkty raczej dopracowane, o wysokiej jakości i zazwyczaj o wysokiej cenie (i podobnie jest z tym kaskiem).

Aventuro Traveller Carbon to nowość na sezon 2021. Należy do grupy kasków z otwieraną szczęką. Ze względu na obecność daszka, będzie to turystyka przygodowa, zabarwiona offroadem. Posiada opuszczaną blendę przeciwsłoneczną. Ma łączyć bezpieczeństwo kasku integralnego, z praktycznymi zaletami szczękowca. Chwali się wyjątkowo wydajną wentylacją.

Stylistycznie będzie idealnie pasował do motocykli adventure, jak Harley Pan America czy Africa Twin. Jeżeli chcesz się wyróżnić z tłumu, to kask ten będzie charakternie wyglądał na turystykach szosowych jak Ducati Multistrada czy BMW XR. Zdecydowanie dobrze wyglądał na szalonej (nie tylko stylistycznie) Yamasze Niken, którą jeździłem w ramach testu długoterminowego.

Aventuro Traveller Carbon wyprodukowany został przez wysokiej jakości, portugalskiego producenta kasków Nexx. Na potrzeby marki Touratech wprowadzono kilka modyfikacji i zmian.

Wersja Carbon

Mój kask to Aventuro Traveller Carbon, czyli wersja ze skorupą z włókna węglowego. Jest trochę lżejsza (minus 75 gramów) i zauważalnie droższa (plus 475 złotych) od wersji multifiber z włókien syntetycznych. Ale za to wyeksponowane sploty karbonowe wyglądają fenomenalnie!

Styl, design, wygląd

Na zdjęciach, szczególnie tych studyjnych od producenta, Aventuro Traveller Carbon wygląda dobrze, ale nie tak zachwycająco jak na żywo. Przyznaję, że jestem fanem ostrych linii kasków Touratech, połączonych z prostymi i świetnie dopasowanymi grafikami podkreślającymi zastosowanie karbonu. Kask wygląda dynamicznie nawet jak stoi na półce. Ażurowy daszek dodaje mu agresji. No mi się bardzo podoba, a Wam?

Po co daszek w kasku motocyklowym?

Ja osobiście całkiem lubię stylistykę kasku z daszkiem. Za “wielką wodą” istnieje moda jeżdżenia z daszkami na motocyklach sportowych – to już w mojej opinii przesada. Poza niepasującą stylistyką, sportowa pozycja z pochyloną głową sprawia, że spod daszka niewiele widać, a do tego jego aerodynamika przestaje działać… Ale na turystykach, a także na nakedach z wyprostowaną pozycją, Aventuro Traveller Carbon wygląda świetnie.

Daszek przede wszystkim przydaje się w ciężkim offroadzie i motocrossie, gdzie pełni funkcję osłony przed kamieniami nadlatującymi spod kół innych zawodników lub kolegów. Na co dzień ma też kolejną funkcję – jak przystało na daszek, świetnie zasłania oczy przed oślepiającymi promieniami słońca.

W zestawie Touratech dodaje także przedłużenie daszka, montowane na dwie śrubki. Ja go nie potrzebowałem i nie użyłem. Być może przydałoby się, gdybym częściej jeździł w offroadzie.

Gogle zamiast szyby?

Skoro już mówimy o offroadzie, to powstaje pytanie – czy w tym kasku da się jeździć w goglach?

Producent twierdzi, że tak. Ja twierdzę, że nie. Wizjer rzeczywiście zapewnia ogromne pole widzenia, ale nie zmieści się tam każdy model gogli. Jest jeszcze jeden problem – okropnie wredny system montażu wizjera i daszka…

System montażu wizjera i daszka w Aventuro Traveller Carbon

Daszek i wizjer zamontowane są w tym samym punkcie, śrubą: jedna na lewym i jedna na prawym zawiasie. Zdecydowanie nie jest to system przygotowany do szybkiej wymiany. Montaż i demontaż jest upierdliwy i wymaga narzędzi – zdecydowanie nie jest to czynność, którą ktokolwiek chciałby wykonywać na porządku dziennym.

Ponadto nie da się zamocować daszka bez wizjera i odwrotnie. W razie potrzeby Touratech przewidział (za 236 zł) zestaw do konwersji, aby system dało się zamontować bez daszka.

Na szczęście jest blenda, a więc nie ma potrzeby codziennej wymiany szyby z przyciemnianej na bezbarwną i odwrotnie. W praktyce ja rozkręciłem system tylko raz przez cały rok – na początku, przy montażu pinlocka.

W moim (być może odosobnionym) przypadku, system montażu wizjera wykazał jeszcze jedną wadę. Śruba mocująca daszek i szybę potrafi się odkręcić. Za pierwszym razem sądziłem, że to ja nawaliłem i za słabo skręciłem po montażu pinlocka. Ale za drugim razem to już nie powinno się wydarzyć – byłem zmuszony do dokręcania śruby monetą, gdzieś w trasie. Przy następnej okazji pomyślę o jakimś patencie… Może klej do gwintów, albo podkładka kontrująca?

Blenda przeciwsłoneczna

Aventuro Traveller Carbon posiada opuszczaną blendę przyciemnianą. Nie zauważyłem żadnych problemów z nią związanych. Obsługuje się intuicyjnie, nie zniekształca obrazu, nie rysuje się, nie wpada w nos lub oczy.

W razie potrzeby szybkę blendy da się łatwo zdemontować w celu czyszczenia lub wymiany.

Pinlock i parowanie wizjera – kask Touratech Aventuro Traveller Carbon

W zestawie z kaskiem otrzymujemy pinlock do samodzielnego montażu. Jest to wkładka umieszczana po wewnętrznej stronie wizjera. Jego zadaniem jest zapobieganie parowaniu dzięki utworzeniu cieniutkiej komory powietrznej pomiędzy wizjerem i pinlockiem.

Jeżdżę z pinlockiem od pierwszego dnia, w dzień i w nocy. Dokładnie tak jak w przypadku blendy, nie zauważyłem żadnych problemów z jego funkcjonowaniem. Skutecznie zapobiega parowaniu, nie zniekształca obrazu.

Aerodynamika i tylko pozornie problematyczny daszek

Touratech dopracował swój kask także pod względem aerodynamiki. Ażurowy daszek powstał z myślą o odpowiednim kierunku przepływu powietrza. Producent podkreśla, że konstrukcja daszka nazywa się “no-grab” i nie łapie niepożądanych podmuchów wiatru. Sam kask posiada przetłoczenia i coś na kształt spojlerów na skorupie oraz na tylnej dolnej krawędzi.

Jeździłem w tym kasku na wielu motocyklach o różnych kształtach owiewek przednich i nie mogę wyjść z podziwu, jak stabilny i “grzeczny” pod względem aerodynamiki jest Touratech Aventuro Traveller Carbon.

Spodziewałem się, że wzorem innych kasków z pełnymi daszkami, wystarczy jeden fałszywy ruch przy większej prędkości, a daszek jak żagiel będzie chciał urwać głowę. Tutaj tego nie ma – pewnie za sprawą “dziurawej” budowy. Generalnie aerodynamika Aventuro Traveller Carbon jest w zupełności zadowalająca. Pomimo, że jest to kask “z bajerami”, to nawet przy zbyt dużych prędkościach nie występuje nadmierne unoszenie kasku, czy innego rodzaju zawirowania.

Głośność kasku Touratech Aventuro Traveller Carbon

O ile aero-stabilność udało się uzyskać, to w zakresie aero-głośności nie było szans na oszukanie fizyki… Nawet pomimo zastosowania podwójnych uszczelek.

Touratech zaznacza, że Aventuro Traveller Carbon ma być cichy. Może i rzeczywiście nie jest najgłośniejszy wśród szczękowców, ale przejażdżka autostradowa dłuższa niż 2 godziny zamienia się w tortury. Ale tego się spodziewałem, w dalszych trasach korzystam z zatyczek do uszu, zawiedziony nie jestem.

Komfort i dopasowanie

Mówi się, że każdy ma głowę o innym kształcie, a więc każdemu może pasować inna marka kasku. Na moją głowę do tej pory pasowała zdecydowana większość kasków… Ale nie Touratech! Już tłumaczę.

Pierwsze przymiarki i pierwsze jazdy zwiastowały, że Aventuro Traveller Carbon będzie idealnie komfortowy. Jednak dopiero kilkugodzinna trasa ujawniła, że kask nadmiernie ściskał mnie w żuchwę, tuż pod zawiasami. Na szczęście problem udało się rozwiązać w łatwy sposób, za pomocą łyżki stołowej. Wystarczyło w odpowiednim miejscu ugnieść piankę EPS i komfort wrócił do idealnego poziomu.

Wszystkie wewnętrzne poduszki są łatwo wypinane, aby je móc wyprać. Są wygodne, komfortowe, nie uwierają. Uszyte są w technologii Coolmax, co ma poprawiać odprowadzanie wilgoci. Efekt jest taki, że w kasku czuję się wręcz luksusowo!

Wentylacja kasku Toruatech Aventuro Traveller Carbon

Aventuro Traveller Carbon na papierze nie powala liczbą wlotów, wylotów i regulacji. Ale nie musi, bo wentylacja jest wyśmienita.

Do dyspozycji mamy więc spory i zamykany wlot na szczęce; ogromny i zamykany wlot na czole; dwa niezamykane wyloty z tyłu. Konstrukcja daszka wspomaga wentylację, kierując jeszcze więcej powietrza na górnego wlotu.

Przepływ powietrza w kasku jest zupełnie wystarczający nawet w czasie upałów. Jednocześnie nie czułem niepożądanie intensywnego nadmuchu w jedno miejsce czaszki. Kanaliki skutecznie rozpraszają powietrze po całym kasku. Obsługa wlotów jest wygodna także w rękawiczkach.

Jest jednak coś, co doceni każdy zimowy motocyklista, czyli “winter membrane”. Jest to zwyczajna, niewielka zakładka materiałowa, umieszona pod wyściółką, nad czołem. Odwrócenie zakładki powoduje zamknięcie głównych kanalików powietrznych, dzięki czemu powietrze mniej intensywnie wpada do kasku, wciąż skutecznie się rozpraszając.

Akcesoria, deflektory, podstawki…

Touratech postarał się zadbać o to, na czym motocyklistom może zależeć w praktyce. Mamy więc kilka akcesoriów i dodatków poprawiających jakość życia…

O przedłużeniu daszka już wspomniałem. W zestawie otrzymujemy także pinlock oraz wygodny i gruby worek na kask. W pudełku znalazły się też dodatkowe odblaski na skorupę oraz dokładane gąbki do dopasowania kasku.

Jest też ciekawy przyczłap, którym zastępuje się plastikowy element na szczycie skorupy. Przyczłap posiada płaską podstawkę przeznaczoną do przyklejenia uchwytu na kamerkę.

Do użycia wedle potrzeb jest też deflektor pod brodę. Ja zamontowałem go dopiero jesienią, dzięki czemu od dołu do kasku nie wpada zimne powietrze.

Dopasowanie do interkomu i okularów – Traveller Aventuro Carbon

Producent pomyślał o motocyklistach z wadą wzorku i poduszki wewnętrzne skonstruowane są tak, aby w wygodny sposób jeździć w okularach korekcyjnych.

Pomyślano też o interkomie. Touratech nie sprzedaje ani nie rekomenduje żadnego konkretnego systemu komunikacji, ale kask jest gotowy do montażu. Konstrukcyjnie przewidziane zostały miejsca do zamontowania głośniczków i poprowadzenia przewodów, a w uszczelce na krawędzi skorupy znalazło się dedykowane wycięcie na uchwyt centralki interkomu.

System szczękowy i jazda otwartym kaskiem?

System szczękowy jest łatwy i prosty w obsłudze, także jedną ręką. Gdy kask miałem na głowie, nie zdarzyło mi się, aby blokada źle wskoczyła po zamknięciu. Nie zdarzyło się też, aby szczęka opadła sama w niespodziewanym momencie.

Nigdzie w materiałach producenta nie znalazłem stosownej wzmianki, a więc przyjmuję, że Aventuro Traveller nie posiada podwójnej homologacji P/J. Oznacza to, że pełne bezpieczeństwo oferuje dopiero po zamknięciu kasku i nie powinno się nim jeździć z otwartą szczęką.

Bezpieczeństwo

Touratech Aventuro Traveller Carbon jest zgodny z europejską normą ECE 22.05 oraz amerykańskim DOT. Na szczęście nie miałem okazji i wcale nie planuję własnych testów zderzeniowych.

Zamknięcie na pasku podbródkowym to zatrzaskowa, kilkustopniowa klamra quick-ratchet ze stali nierdzewnej. Pracuje solidnie, obsługuje się ją łatwo, także w rękawicach.

Waga kasku Touratech Aventuro Traveller Carbon

Większość kasków z bajerami (takimi, jak otwierana szczęka, blenda, czy daszek) nie jest lekka… Trzeba jednak przyznać, że w swojej kategorii szczękowców, Touratech Aventuro Traveller Carbon nie jest też ciężki. Jego zaletą jest też dobry rozkład masy oraz przemyślana aerodynamika. W efekcie ciężar kasku nie jest problemem i nawet długie podróże nie nadwyrężają mięśni karku.

W rozmiarze M (obwód głowy 57/58 centymetrów) producent deklaruje wagę 1700 gramów.

Dla porównania do wersji nie-karbonowej należy dodać ok. 75 gramów. Kask dostępny jest w siedmiu rozmiarach: od XS (53/54 cm) do XXXL (65/66 cm).

Opinia, podsumowanie, czy warto? Touratech Aventuro Traveller Carbon

Touratech Aventuro Traveller Carbon to bez wątpienia kask z wysokiej półki cenowej – wersja Carbon, z kolorową grafiką, kosztuje 3075 złotych. To spora suma, ale w parze z nią idzie także wysoka jakość. Już od pierwszego użycia czuć, że mamy do czynienia z produktem wręcz luksusowym. Po pełnym i intensywnym sezonie użytkowania nie tylko podtrzymuję uczucie obcowania z produktem kategorii premium, ale dodatkowo zauważam brak niepożądanego skrzypienia lub nadmiernego zużycia jakichkolwiek elementów.

Kask od Touratecha ma sporo zalet (komfort, wentylacja, styl, aerodynamika, waga, praktyczne dodatki), ale posiada też kilka wad – głównie zależnych od osobistych preferencji, jak możliwość jazdy w goglach, czy odpowiednie dopasowanie do kształtu głowy.

Ja osobiście uwielbiam jeździć w tym kasku i w podsumowaniu mam jeden, główny, najważniejszy wniosek: jeżeli poszukujesz kasku przygodowego z otwieraną szczęką i praktycznymi atrybutami; jeżeli jesteś świadom cech kasku o takiej konstrukcji; jeżeli szukasz czegoś o wysokiej jakości i nie szczędzisz grosza; to Touratech Aventuro Traveller Carbon bez najmniejszej wątpliwości powinien znaleźć się w ścisłej czołówce Twojego zainteresowania.

Kask Touratech Aventuro Traveller Carbon kupisz online na polskiej stronie shop.touratech.pl.


Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany

Więcej w Akcesoria, Testy, Wyróżnione
Suzuki SV1000 S i N z lat 2003-2007, motocykl używany. Jakie ma wady/zalety, opinię i historię?

Suzuki SV1000 S i N z lat 2003-2007 jako motocykl używany. Poznaj jego historię, sprawdź, jakie ma wady i zalety...

Zamknij