Zwłaszcza, że były dwa sporty do przetestowania. Nie wchodząc w szczegóły znalazłem dobrą wymówkę od wieczornego oglądania komedii romantycznych i wystartowałem Gladiusem w stronę Poznania.

Autostrada

Jadąc jednym z ważniejszych korytarzy transportowych EU łatwo sprawdzić, jak testowany motocykl radzi sobie przy szybkich, autostradowych przelotach. Mimo zamontowania mini owiewki od 160km/h napór powietrza zaczyna być nieznośny. Oczywiście Gladius nie jest Hayabusą więc łatwo mu wybaczyć brak osłony. Jak zwykle, tankowanie wprowadza nas w euforię: 6.5l/100km to świetny wynik jak na golasa, który walczył z czasem. Nawiązując do dyskusji o prędkości maksymalnej – więcej, niż licznikowe 209km/h nie udało mi się osiągnąć. Podejrzewam, że częściową winę ponoszą za to łopoczące motocyklowe dżinsy, w których jechałem, które, wraz z plecakiem działały jak spadochron. Niestety kilkaset kilometrów na A2 (w obie strony) szybko wybiły mi z głowy turystykę uprawianą za pomocą testowanego motocykla; siedzenie jest za twarde, a mięśnie karku dawno nie dostały takiego wycisku. Zaletą jest zbiornik paliwa, pozwalający na przebiegi pomiędzy tankowaniami znacznie przekraczające 200km.

Tor

Po kilku okrążeniach wspomnianymi wcześniej, testowanymi sportami w GSX-R 750 skończyło się sprzęgło (pozdrawiamy poprzednią ekipę testującą ten motocykl…). Nie chcieliśmy zmarnować możliwości pojeżdżenia na torze, zatem podjęliśmy decyzję – wjeżdżamy Gladiusem. Pierwsza sesja treningowa przypomniała nam, że Gladius nie jest supersportem. Punkty hamowania trzeba było przesunąć co najmniej o kilkadziesiąt metrów wcześniej, w pełnym złożeniu podnóżki szybko tarły o ziemię, a stabilność motocykla przypominała amerykańskiego krążownika, albo łódkę wrzuconą na rozszalałe morze. Pozytywem jest fakt, że mimo wszystko nie rozbiliśmy Suzuki a wyprzedzający nas motocykliści na sportach nie wrzucali kija w przednie koło, celem wyeliminowania zawalidrogi. Po zjeździe do depot zwiększyliśmy napięcie wstępne sprężyn, wykręciliśmy ograniczniki z podnóżków i….wyjechaliśmy na kolejną sesję. Było lepiej, stopki już nie tarły, a stabilność uległa poprawie. Mało tego, SFV połknął na winklach kilka, wydawać by się mogło lepiej przystosowanych do jazdy sportowej motocykli. W Gladiusie nie ma możliwości regulacji sił tłumienia zawiasu (można co najwyżej wlać bardziej gęsty olej w amory) zatem zawieszeniowo wciąż szału nie było. Pamiętajmy jednak, że jest to jeden z tańszych nakedów, a wykorzystana przez nas Yamaha XJ6 w teście porównawczym nie miała nawet regulacji napięcia wstępnego. W kwestii hamulców – nasze zdziwienie wzbudził fakt, że zastosowanie gumowych przewodów hamulcowych nie przełożyło się na drastyczny spadek siły hamowania, nawet po kilku okrążeniach. Najprawdopodobniej heble nie były w stanie wygenerować takich sił, które zagotowałyby płyn i spowodowały spuchnięcie przewodów. Miłym zaskoczeniem, po raz kolejny, okazało się zużycie paliwa – na torze, bezlitośnie traktowane Suzuki wciągnęło niecałe 7l/100km!

 

Powrót do Warszawy i autostradowa kontemplacja nakręconych 800 km w ciągu jednego dnia, uświadomiło mi jak świetnie się bawiłem. Środowiskiem Gladiusa nie będą ani autostrady, ani turystyka czy wyścigi. Jako motocykl uniwersalny pozwala natomiast wyruszyć na tor, odbyć niezobowiązujące treningi, a potem dotrzeć do domu nie nadwyrężając budżetu kosztami paliwa. Stan licznika przekroczył 4800 km, a nasze Suzuki wraca do rzeczywistości; codziennego przeciskania się w korkach…oby do weekendu!

 

 

Więcej w Testy Moto
Yamaha V-Max – bulgot zła

V-Max wpada w oczy. To stalowa rzeźba; jej autorom przyświecał jeden cel: wzbudzać fascynację. Sprawdziliśmy ile ducha niepokornego poprzednika znajdziemy...

Zamknij