Straż miejska, po odebraniu jej praw do fotoradarów, musi radzić sobie z zarabianiem pieniędzy w inny sposób. Mandaty za nieprawidłowe parkowanie są dobrym źródłem przychodu, zatem strażnicy walczyli o możliwość jeszcze skuteczniejszego jego generowania. Udało się – od połowy listopada  straż miejska może ukarać kierowcę na podstawie anonimowego zdjęcia nadesłanego przez kogokolwiek, komu nie spodoba się jak zaparkowałeś swój jednoślad.

 

Dawniej strażnik musiał osobiście pofatygować się na miejsce, by sprawdzić czy zgłoszenie faktycznie jest zasadne. Owszem – zdarzały się przypadki zastawienia wyjazdu, czy parkowania na pasach, ale gros takich zgłoszeń to zwykłe pieniactwo. Motocykl stojący na chodniku, na obszarze wyłączonym z ruchu czy w innym miejscu, w którym nie zagraża bezpieczeństwu i nie powoduje uciążliwości, może stać się teraz celem społecznego szeryfa, który natychmiast wyśle zdjęcie do straży miejskiej, by ta mogła ukarać zbrodniarza mandatem.

 

Rozumiemy intencje ustawodawcy, ale taka promocja donosicielstwa jako żywo przypomina nam orwellowski model społeczeństwa i słusznie minione czasy komunizmu.