Po raz pierwszy w tym sezonie odebrałem kluczyki od motocykla testowego – tegorocznej  nowości BMW F900R. Pojechałem po niego 37-letnim Kawasaki KZ750L, który lata świetności ma dawno za sobą. Obydwa nakedy, obydwa na pograniczu średniej i wyższej kategorii pojemnościowej – cóż zatem się zmieniło w trakcie blisko czterdziestu lat rozwoju?

Szczegóły techniczne BMW F900R wkrótce opublikujemy w teście. Tymczasem skoncentrujmy się na różnicach i „progresie rozwoju” obydwu modeli.

Kawasaki zadebiutowało w drugiej połowie lat 70, w międzyczasie przeszło poważny lifting. W rodzinie KZ750 był zarówno soft-chopper, sport jak i turystyk. Model, który posiadam to coś wersja oferowana w Kanadzie i USA. Był bardzo spokrewniony z pierwszym wypustem GPz750R, ale pozbawiony owiewki. BMW F900R to tegoroczna nowość. Pozycjonowany jako motocykl na pograniczu miejskiego i streetfightera.

Wizualnie

Przy bezpośrednim porównaniu KZ wydaje się niższą, rozciągniętą, długą kluchą. Dużo większa średnica kół, niżej umieszczony i dłuższy bak, większe zegary, lampa i znacznie dłuższy fotel. Tam, gdzie BMW dawno się skończyło, znajdziemy zadupek. Więcej klasycznych elementów z metalu nadają mu pewnej klimatyczności. BMW wygląda agresywnie, jest zwarty, gotowy do zadania ciosu.

To tak jakby nabity bokser czekał w ringu z chudym, wysokim szachistą nieogarniającym swojego położenia. BMW wygląda na dużo mniejsze, dużo bardziej dynamiczne i znacznie lżejsze. Masa jest skoncentrowana w jednym punkcie.

Rozkład mas/zawieszenia/hamulce

BMW ma idealnie rozłożone masy, ze środkiem ciężkości nieznacznie przesuniętym do przodu. Dzięki temu nie musimy dociążać przedniej opony podczas szybkiej jazdy w winklach. Jest stabilny, precyzyjny jak skalpel i zwarty. Kawasaki to tapczan. W zakrętach pływa, kołysze się, w prowadzeniu przypomina żaglówkę. Jego zawieszenie jest jednak bardziej komfortowe, ma też mniejszy promień zawracania.

Hamulce…w zasadzie ciężko porównywać. Mam wrażenie, że tylny hamulec BMW jest skuteczniejszy niż wszystkie trzy tarcze w Kawie. O dozowalności nie będę wspominał.

Komfort

Zdecydowanie wygodniejszy fotel znajdziemy w Kawie. Zwłaszcza dla pasażera. Pozycję kierowcy na BMW można zmodyfikować za sprawą zmiennej wysokości siedzenia, a w przypadku szczególnym da się zamówić wyższe lub niższe siodło. BMW za sprawą deflektora i nieznacznie pochylonej pozycji znacznie lepiej chroni przed wiatrem. Daleką trasę pokonamy jednak w podobnym czasie: Kawasaki będzie wolniejsze, ale mniej czasu poświęcimy na odpoczynek.

Silnik, osiągi, skrzynia

Kawasaki ma sporo mocy z dołu, jest też elastyczne. Niestety, BMW „leje” go pod każdym względem – przebiegu mocy, momentu, dynamiki jej oddawania – nie ma co porównywać. Skrzynia biegów z fabrycznym quick- i downshifterem działa perfekcyjnie.

Bezpieczeństwo i elektronika, konsumpcja

Trzy tryby pracy silnika, kontrola trakcji, ABS, telemetria wskazująca kąt złożenia, zasięg, komputer pokładowy, lap-timer, wskaźnik opóźnień – to wszystko świadczy o bezpieczeństwie, nowoczesności i dbałości o użytkownika. Do tego wskazania zasięgu, dwa tryby wyświetlania liczników, światła do jazdy dziennej, jest o czym pisać. W Kawasaki, poza wskaźnikiem paliwa i biegu jałowego, nie znajdziemy podobnych rozwiązań.

Przy spokojnej jeździe, adekwatnej do osiągów, Kawasaki zużywa 7,5 litra na 100 km. BMW nie dochodzi do tego poziomu nawet przy ostrej jeździe. Ma jednak mniejszy zasięg na pełnym zbiorniku paliwa.

Rozkminy

I teraz dochodzę do swoich przemyśleń. Ale ta technika poszła do przodu! Kiedy zaczynałem interesować się motocyklami, KZ był kilkuletnim, wciąż nowoczesnym modelem. Dzisiaj to archaiczny, generujący trujące spaliny, stary grzmot, który przy nowych konstrukcjach jest niebezpieczny, zacofany, nieekonomiczny, nieprowadzący się, bez hamulców, bez osiągów. Poza względnie ciekawą linią, wygodną podróżą oraz mniejszą ilością elementów plastikowych, nie ma użytkownikowi zupełnie nic do zaoferowania. Tylko czy przy obecnym stopniu skomplikowania BMW wytrzyma 40 lat? W Kawasaki większość napraw zrobi średnio zdolny mechanik, a kupno drugiego silnika lub motocykla-dawcy to koszt kompletu opon do auta. W BMW porządny serwis może kosztować wartość Kawasaki.

Od strony racjonalnej, zakup BMW jest niepodważalny. Jednak mnóstwo osób lubi klasyki, aby przenieść się w czas swojej młodości, a KZ będzie do tego doskonały. Klasyczny, nieudający klasyki, tylko nią będący. Taki pojazd na niedzielną wycieczkę. Na co dzień, BMW będzie poza zasięgiem. A swoją drogą, to szybka jazda jest dzisiaj fenomenalnie prosta i bezpieczna. Na pewno bardziej, niż 40 lat temu. Zresztą ostatnio pisaliśmy o ilości i jakości elektronicznych asystentów. Ciekawe, co nas “motocyklowo” czeka za kolejne 37 lat…

Więcej w Po godzinach, Śmieszne, felietony
1988: gdy Kevin Schwantz zdominował GP Makau i zrobił z tego festiwal wheelie [video]

W swoim debiutanckim okrążeniu od razu uciął 7 sekund z rekordu toru. Po wyścigu dostał ksywkę "Wheelie King". Żywa legenda!

Zamknij