Nie chciałbym zagłębiać się zbyt mocno w historię motocykli zwanych Supermoto, ale gdzieś i kiedyś te wdzięczne pojazdy wyewoluowały w coś, co dziś najlepiej określić mianem Funbike. Zjawiska takie mają miejsce od czasu do czasu, kiedy któryś z producentów wypuści na rynek pojazd stylistyką nawiązujący do SM, ale parametrami nieprzystający do tych niepokornych maszyn. Wtedy szumnie określa się go mianem Funbike; że niby ma dawać radość z jazdy i nie zna ograniczeń, a przy tym jest przyjazny dla wszystkich i sprawa załatwiona.

 

Duke 690R. Przez KTM określony jako naked bike. Ja wolę myśleć o nim: Funbike. Takiej dawki czystej radochy z jazdy dawno nie miałem. A wystarczy niewiele: chromowo-molibdenowa rama kratownicowa, mocny singiel, świetne zawieszenia, dobre heble, „obuwie” i… jazda! A wszystko ubrane w karoserię, będącą mieszaniną plastików od enduro, nietypową przednią lampę i dziwny zadupek, stanowiący połączenie stylów off-road i naked.

Bombs, bullets, babes, damn, I love this job!

148 kg suchej masy, 70 KM i 70 Nm wyciśnięte ze zmodyfikowanego LC4 to naprawdę niezły wynik. Zawieszenia WP, przód z goleniami o średnicy 48 mm, tył oparty na pojedynczym elemencie, wszystko z pełną regulacją. Zestaw hamulcowy od Brembo – z przodu odnajdujemy tarczę pływającą o średnicy 320 mm i czterotłoczkowy promieniowy zacisk, z tyłu zaś siedzi jednotłoczkowy zacisk i tarcza 240 mm, które lubią blokować koło i puszczać sprzęt w radosnym slidzie. Bardzo modnie i zgodnie z przyjętą strategią, cały wydech został upakowany pod wysoko zawieszonym silnikiem z ujściem spalin tuż przed tylnym kołem. Łączenie kolektora wydechowego z tłumikiem osłonięto zgrabną owiewką. Za zasilanie jednostki napędowej w mieszankę powietrza i paliwa dba elektronika Keihin; z odpalaniem i wkręcaniem się na obroty nie ma najmniejszego problemu. To nie te czasy, kiedy użytkownik musiał użerać się z kapryśnym gaźnikiem. Zwieńczeniem tego wszystkiego i niejako swoistą wisienką na torcie są lekkie, kute koła Marchesini, utrzymane w głębokiej czerni, z pomarańczowymi paskami na rantach. Wszystko to brzmi pięknie, świetnie wygląda, ale jak działa? Nawet zestaw złożony z wielu markowych i wysokiej klasy elementów nie zawsze będzie najlepszy. Cóż, tu widać, że inżynierowie z KTM wszystko dokładnie przemyśleli, kiedy składali do kupy klocki. W sumie odnajdziemy zapewne wiele cech wspólnych z fabrycznym Supermoto homologowanym na ulicę, modelem SMC, jednak opakowanie i kilka elementów wyposażenia różni te dwa sprzęty. Przede wszystkim Duke jest potężniejszy z wyglądu, bardziej „napakowany”; to jakby porównać bulteriera z pitbullterierem. Jest też mocniejszy o jakieś 10 KM, co przy wspomnianej masie jest istotnym szczegółem. Widać jednak, że Pomarańczowi, projektując 690-tkę, skorzystali ze swojej wiedzy i doświadczenia przy budowie SM. I bardzo dobrze!…takiej dawki czystej radochy z jazdy dawno nie miałem…

What are you waiting for? Christmas?

Nie ma na co czekać. Duke zaskakuje po dwóch obrotach rozrusznikiem i zaczyna żyć swoim życiem. Jeśli ktoś przyzwyczajony jest do gładkiej pracy rzędowych czterocylindrówek, tu będzie musiał się przyzwyczajać do specyfiki singla. Chodzi mi głównie o odgłosy pracy. Przez chwilę miałem wrażenie, że w silniku po skrzyni korbowej wędrują jakieś drobne, metalowe elementy. Cóż, to już taki urok. Serducho Duke szybko łapie temperaturę i chętnie wkręca się na obroty. Ja wówczas miałem chwilę, aby wspiąć się na siodło i spróbować dopasować się do motocykla. Pozycja przypominała tę, którą przyjmuje się na cross/enduro – siedzi się bardzo blisko zbiornika paliwa, chociaż kanapa daje wiele możliwości usadowienia czterech liter kierowcy. Pasażer na 100% nie będzie miał kolorowo, ale w sumie to wielki błąd zabierać „plecak” na wypady, mimo że zastosowano uchwyty, za które pasażer może się wygodnie złapać. To już nie byłoby to samo!

 

Podnóżki, żywcem wyjęte z offroadowych braci Duke, mocowane są bezpośrednio do ramy. Zapewniają solidne podparcie, a ich ząbkowania zapobiegają ślizganiu się buta. Na co jeszcze zwrócić tu uwagę? Hm… No tak! Przednia lampa. Jeśli mówimy Duke, można wyobrazić sobie dziób, w którym umieszczono oświetlenie drogi i będący jednocześnie obudową zegarów. Za światła mijania odpowiada soczewka, natomiast snop „długich” produkowany jest przez klasyczny odbłyśnik. Zadziwić może pojemność zbiornika paliwa – 13,5 l (z czego 2,5 l to rezerwa) pozwala na niezbyt częste odwiedzanie dystrybutorów z benzyną, najlepiej tą wysokooktanową. Patrząc na bryłę motocykla, nie mogłem się nadziwić, gdzie Austriacy zdołali upchnąć taki zbiornik!

I’m going to rip off your head and shit down your neck

Jeśli szukasz motocykla uniwersalnego, to Duke obchodź z daleka. Tak samo jeżeli marzy Ci się czysto sportowy sprzęt. Celujesz w Nakeda? No to życzę szczęścia. 690R to pojazd dla maniaków rozrabiania w mieście, szybkiego pokonywania zakrętów z wystawioną do przodu nogą, wprowadzania tylnego koła w poślizg i efektownych stoppie. Jeśli jesteś grzeczny, poukładany i wypady do knajp ograniczają się do rozmów o podróżach i wycieczkach, daj spokój. Ale jeżeli z radością chcesz huczeć pod klubem i popisywać się efektownym z wyglądu szpejem, a czasami wyskoczyć sobie na kręty tor, to jesteś, Drogi Czytelniku, na właściwej drodze.

 

Operowanie Duke w mieście nie nastręcza najmniejszych problemów. Sprzęt posłusznie składa się w każdy zakręt, katapultuje się z winkli wprowadzając tylne koło w poślizg lub tracąc przyczepność przedniej opony z podłożem. Ogólnie rzecz biorąc, duży singiel z wielką łatwością radzi sobie z masą motocykla i kierowcy, zapewniając bardzo liniowe oddawanie mocy i momentu obrotowego, czasami zaskakując jednak nerwowością, która w tym wypadku traktowana może być jako zaleta i podkreślenie charakteru chuligana. Duże skoki zawieszeń WP pozwalają na bezproblemowe pokonywanie krawężników, wysepek przy przejściach dla pieszych i niwelują większość nierówności na naszych drogach. Pamiętać należy, że przy naprawdę wysokich prędkościach motocykl lubi „płynąć” i lekko może wężykować, co jednak nie stanowi większego problemu; podejrzewam, że drobna korekta w ustawieniach zawieszeń znacznie zredukowałaby ten efekt. Kiedy zabrałem KTM-a na testową przejażdżkę na krętą, ale szybką drogę, wiodącą przez las i okazyjnie przez pola, jedynym zmartwieniem była myśl o jakimś nieodpowiedzialnym kierowcy samochodu, mogącym wyciąć mi głupi numer. Trakcja na wysokim poziomie; łatwość zmiany kierunku jazdy jest taka, że kierowcy wydaje się, iż motocykl jedzie sam, wyczuwając myśli kierowcy. Hamulce pozwalają na idealne wręcz dozowanie siły, z którą klocki wgryzają się w tarcze i potrafią osadzić Duke w miejscu. Ta mieszanina daje radość z jazdy, o której pisałem na wstępie. 690 R jest iście bombowym sprzętem, który może nie będzie jednym z popularnych modeli, spotykanych na każdym rogu, ale właścicielowi da poczucie lekkiej ekstrawagancji i niepowtarzalności. KTM 690R to pojazd dla maniaków rozrabiania w mieście…

My gun’s bigger than yours

Nie można nie wspomnieć o pokaźnym katalogu Powerparts, gdzie znajdziemy mnóstwo akcesoriów dla maniaków. Poczynając od drobiazgów i smaczków typu naklejki poprzez karbonowe części karoseryjne, brandowane manetki, zestawy napędowe z zębatkami ze stali, aluminium, nawet anodowanymi na pomarańczowo, wyposażenie „warsztatowe” (zestawy narzędzi, podstawki pod motocykl, adaptery do stojaków, nalewaki do paliwa i oleju, itd.), a kończąc na prawdziwych tuningowych „tailach”, gdzie znajdziemy tradycyjne dla SM, szprychowane koła, coś z elektroniki, wysokoprzepustowe filtry powietrza i wreszcie tytanowy układ wydechowy Akrapovic. Mnie zdziwiła tylko obecność takich elementów, jak zestaw do mocowania kufra, torby na zbiornik i inne akcesoria związane z turystyką. Ale cóż, dla każdego coś dobrego!

See you in hell!

Duke 690R jest jedyny w swoim rodzaju i tak niepowtarzalny, jak bohater jednego z moich ukochanych shooterow FPP, Duke Nukem; słodko obcesowy, nieokrzesany, prący bez zastanowienia do przodu. Nie wszystkim przypadnie do gustu, ale w końcu o to chodzi!

Więcej w Testy Moto
Triumph Sprint GT

Triumphowi mimo posiadania w ofercie Tigera i Sprinta ST, ciągle brakowało dużego i ciężkiego, autostradowego krążownika do długodystansowej turystyki. Anglicy...

Zamknij