Stolica Irytacji. 
Problem dotyka przede wszystkim mieszkańców dużych miast. Od lat w statystykach króluje Warszawa – jest to oficjalnie najbardziej zakorkowane miasto w Polsce. Fakt ten jest nożem w plecach każdej osoby pracującej w stolicy. Cierpią na tym również pracownicy naszej redakcji, dlatego najłatwiej będzie nam zobrazować dramaturgię sytuacji na przykładzie miasta metrem płynącym.


Przyjmijmy, że nasz dom od pracy dzieli odległość 10 kilometrów. Nie daj Stwórco, że kierunkiem jest centrum. Droga, którą normalnie pokonalibyśmy w 15 -20 minut potrafi wydłużyć się o 30 -45 minut. Optymistycznym, więc wynikiem jest równa godzina stracona na postój w korku podczas dojazdu do i z miejsca pracy. Po tygodniu roboczym tracimy 5 godzin, po 4 tygodniach w miesiącu już 20 godzin, a po roku… 240 godzin! Całe 10 dni wyrwane z życiorysu! Na świadome wyłączenie życia na taki czas nikt by się raczej nie zdecydował. Zwróćcie uwagę, że  mówimy tylko o dojazdach do pracy. Do wyniku należałoby doliczyć jeszcze czas tracony na poszukiwaniu miejsca parkingowego, dojazdu na zakupy i tym podobne codzienne czynności. Jeśli utrata czasu Was nie boli, może na wyobraźnię zadziała bodziec finansowy. Statystycznie rzecz ujmując każdy mieszkaniec-kierowca, który czas spędzony w aucie zamieniłby na pracę wzbogaciłby swój budżet o prawie 3000zł rocznie. Starczyłoby na trochę więcej niż cukierki… Uśredniony wyniki w wielu przypadkach mógłby być zdecydowanie wyższy. Dorzućmy do tego koszty paliwa i mamy najbardziej dramatyczną opowieść od czasów „Księgi Apokalipsy”. Pomocną dłoń wyciągają do nas zarówno producenci aut jak i motocykli. Postanowiliśmy sprawdzić jak w praktyce sprawdzą się pojazdy dedykowane miastu.
 

Smart ForTwo

Reprezentantem czterokołowego arsenału do walki z miejską przepychanką został Smart ForTwo Cabrio. Pomyślicie pewnie,  że auto ma rozmiar europalety ale mimo to ciągle jest stosunkowo szerokie i nie będzie w stanie przebić się pomiędzy stojącymi w miejscu autami. Nie mylicie się. Swoją wyższość nad pozostałymi „puszkami” udowodni w momencie kiedy za kierownicą usiądzie przeciętnie kreatywna osoba, która w korku lęku nie ma. Patrząc na styl jazdy kierowców w stolicy wierzymy, że kompilacja ich umiejętności i smart’owej zwinności będzie równie efektywna jak zestaw Pudzian -siekiera.  Warszawski labirynt objazdów i remontów powoduje, że samochody skaczą po pasach jak linia EKG przy arytmii serca. Fakt, że mini Benz’em wstrzelimy się w każdą lukę jest zapowiedzią jego możliwości. Mistrzostwo dwuosobowego pojazdu ujawnia się w momencie, kiedy stoimy przed misją zaparkowania w centrum lub „biurowcowych” rewirach miasta. Smart zmieści się w każdą lukę. Ba! On się zmieści nawet w przestrzeń, która na nazwanie luką nie zasługuje… Zwinność niemieckiego auta jest niewyobrażalna. Jego możliwości odkryjemy dopiero wtedy, gdy spędzimy z nim dzień w zatłoczonym mieście. Oprócz tego Smart wykazuje się standardowymi cechami kojarzonymi z autami. Posiada dach i drzwi, więc nie wieje. Działa w nim klimatyzacja, więc samochód robi zimno w lecie i ciepło w zimie. Do tego jeśli uśmiechnie się do nas Pan zwany Losem nie będziemy mieli problemu, żeby zabrać na przejażdżkę zupełnie przypadkowo poznaną niewiastę. Szybkim ruchem ściągamy dach, włączamy muzykę i liczymy na to, że nastrój Losu będzie dalej wyśmienity. Przestrzeń bagażowa umożliwi  przewiezienie zakupów lub średniej wielkości psa. Jakby nie patrzeć  zawsze będzie to więcej miejsca niż w motocyklu (Honda Goldwing i BMW GTL się nie liczą). Smart bez wątpienia jest w stanie zaoszczędzić sporo naszego czasu podczas codziennego użytkowania. Małym rozczarowaniem jest aspekt ekonomii praktycznej. Chodzi o spalanie, którego małym nazwać nie można. Winę za to ponosi bogata wersja Smarta, który trafił w nasze ręce. Żwawy, turbodoładowany silnik o mocy 84KM budował uśmiech na twarzy podczas jazdy, jednak zmazywał radość podczas obserwacji galopujących cyferek przy dystrybutorze paliwowym. Wynik w mieście oscylujący wokół 7 litrów benzyny na 100 kilometrów jest przyzwoity dopóki poruszamy się pełnowymiarowym autem, a nie mydelniczką. Na szczęście w salonie sprzedaży bez problemu znajdziemy Smarta wyposażonego w silnik wysokoprężny, który zadowala się połową wyżej wymienionej wartości. Prawdziwym królem oszczędności jest za to nasz drugi obiekt zainteresowania.

 

Honda NC700X

Motocykl, czysto teoretycznie jak każdy inny, jednakże praktycznie przełomowy. Szukając najbardziej praktycznego pojazdu miejskiego poruszającego się jednym śladem nasz mózg wygeneruje obraz skutera. Niewielkie silniki zadowalające się naparstkiem paliwa, schowki pod siedzeniem i bezstopniowe przekładnie napędowe tworzą ze skuterów prawie idealne miejskie toczydła. Do perfekcji brakuje doznania, które sprawia, że zwykli śmiertelnicy przepoczwarzają się w motocyklistów- przyjemności z jazdy. Małe koła i przeciętne zawieszenia o niewielkim skoku sprawiają, że skutery podczas jazdy po nierównościach telepią się jak ramiona otyłej aktorki porno podczas sceny końcowej. Dodatkowo z racji „bezpiecznych” osiągów przejażdżka poza miasto będzie doświadczeniem równie przyjemnym co spotkanie z komornikiem. Świat motocykli i skuterów łączy Honda, którą obserwujecie na zdjęciach. Silnik o niemałej pojemności 700ccm zadowala się niecałymi 4 litrami benzyny na 100 kilometrów! Podany wynik jest wartością uśrednioną. Z doświadczenia wiemy, że podczas spokojnej jazdy „w trasie” NC’ek potrafi zejść do wyniku ledwo przekraczającego 3 litry! Traktując go brutalnie w mieście maksymalnie wchłoną 4,5 l/100 km. Dzieje się tak, gdyż silnik kręci się „jedynie” do 6500 obr./min, generując maksymalnie 52KM. Czynnikiem skutecznie napędzającym nas w gęstym ruchu jest wysoka wartość momentu obrotowego. Dynamika, którą uzyskujemy na terenie zabudowanym jest porównywalna do o wiele mocniejszych maszyn. Oprócz tego w odróżnieniu od skutera Honda nie będzie miała nic przeciwko weekendowej przejażdżce poza aglomerację. Dla osób wygodnych NC700X przewiduje opcjonalną dwusprzęgłową  automatyczną skrzynię biegów DCT, której działania nie da się  określić innym słowem niż rewelacja. Kolejną cechą decydującą o fenomenie nowości z Japonii jest dziura… Dziura przed kierowcą na miejscu której zazwyczaj spotykamy zbiornik paliwa. Bak po wędrówce pod siedzenie ustąpił miejsca schowkowi, który ma na celu zmieszczenie kasku każdego typu. Dzięki temu pozostawiając gdziekolwiek motocykl nie musimy targać ze sobą swojego „orzecha”. Poza tym z powodzeniem zmieścimy tam siatkę ziemniaków, kalafior, dużą butelkę napoju i inne drobne zakupy, pod warunkiem, że inteligencją przewyższamy szympansa i nie kupimy francuskiej bagietki… „Korkowa” sprawność motocykla chyba nie musi być opisywana. Osoby niewtajemniczone powinny wiedzieć, że polskie prawo nie zabrania omijania pojazdów, które stoją w zatorze drogowy. Oznacza to, że tak długo jak jedziemy bezpiecznie możemy przeciskać się w korku do woli. Skrócenie czasu dojazdu do pracy o połowę nie będzie więc specjalnym wyczynem. Honda NC700X jako motocykl posiada niestety pewne minusy. Próbując szczęścia w centrum Warszawy wznieśliśmy się na wyżyny śmiałości i zaoferowaliśmy przejażdżkę spotkanym niewiastom. Umówmy się pojazdy są aseksualne, a i my niespecjalnie urodziwi, jednak litość wzięła górę i dziewczyny dały się namówić na „rundkę”. W tym momencie motocyklista zderzył się z rzeczywistością. Może i zaliczyłby happy end, gdyby miał ze sobą dodatkowy kask. Tymczasem musiał się obejść smakiem i nawet numeru telefonu nie dostał… Wynik prosty: auto-motocykl 1:0. Poza tym przeszkodą dla potencjalnych motocyklistów jest fakt, że jednośladem trzeba umieć jeździć. O ile z tym poradzi sobie każda przeciętnie skalibrowana ruchowo osoba, to odstraszać może nasza polska aura. Wystawieni na pogodowe kaprysy każdego rodzaju, mamy do dyspozycji sezon z ograniczoną liczbą miesięcy. Na szczęście rynek jest nasycony odzieżą, która skutecznie potrafi wydłużyć okres użytkowania jednośladów nie dopuszczając do tego, aby nasze ciało doświadczyło chłodu lub wilgoci. Nie są to tanie, ani specjalnie wygodne rzeczy, jednak konieczność stosowania ubioru motocyklowego wydaje się być akceptowalna, biorąc po uwagę fakt, że do zyskania jest wiele dni życia.

Podsumowanie

Pojazdy, które możecie zobaczyć przy tym artykule nie wywołują więcej emocji niż rosół na niedzielnym kacu… Niby cieszą ale na wybuchy entuzjazmu chęci nie ma. Dzieje się tak, gdyż nasza polska mentalność ciągle karmi się pozornym po-komunistycznym dobrobytem. Samochód musi być. Najlepiej duży, szybki i świecący, nowy już niekoniecznie. Jak motocykl to obowiązkowo sportowy, ścigacz tak zwany. Paliwożerny, absurdalnie szybki i im mniej wygodny tym lepiej. „Wyścigowy” można kolegom powiedzieć, a dziewczynie, że „Trzysta pojedzie”. Niepodważalne jest stwierdzenie, że wszystko jest dla ludzi, dlatego w czasie wolnym od pracy niech każdy jeździ czym chce i jak chce, ale na co dzień? Wystarczy spojrzeć na dowolną dużą aglomerację na zachód od naszej granicy. W miejscach, gdzie przeciętnego obywatela stać na o wiele więcej nie doświadczymy w ciągu dnia szałowych aut i szybkich motocykli. Najważniejszy jest fakt sprawnego dotarcia do celu, a gdy dodatkowo kosztuje to mniej niż więcej to chwała Najwyższemu. Na szczęście Polacy głowami ruszać zaczynają- trend ekonomicznej i sprawnej komunikacji miejskiej wkracza do dużych miast. Wy też możecie do niego dołączyć. Ciężko uwierzyć, że jakakolwiek czytająca ten tekst osoba nie wolałaby zamienić czasu traconego w korkach na jakiekolwiek konstruktywne lub relaksacyjne zajęcie. Nie porównujemy tutaj Smarta i Hondy NC700X. Każdy z tych pojazdów posiada oczywiste wady i zalety. Najważniejsze, że cel tych konstrukcji jest szczytny. Swoją miejską praktycznością i ekonomiczną oszczędnością skutecznie walczą o życie swoich użytkowników -niczym  mechaniczny Robin Hood obdarowują nas, biednych w czas i dodatkowe złotówki w portfelu. Reasumując -kierowco pomyśl! Szkoda życia!

Więcej w Testy Moto
BMW K1300S – T.N.T.

Nie wiem czy kojarzycie BMW K1200S? Świetny sprzęt, choć – nie wiedzieć czemu – przez producenta umieszczony w gamie wyścigówek,...

Zamknij