Metro oferuje dwa kombinezony skórzane. Klasyczny, który już przetestowaliśmy, oraz sportowy – Metro Racing. Pierwszy rzut oka na wielki garb, zajmujący połowę pleców, nie pozostawia złudzeń, że to właśnie posiadacze przecinaków są grupą docelową. Cena niewygórowana – ok. 1300 zł.

Cena ta pozwala sądzić, że mamy do czynienia z dość niskim segmentem rynku. Za taką kwotę raczej kombinezonów z prawdziwego zdarzenia się nie sprzedaje, ale kilka firm ma w swojej ofercie kombiki w tej cenie (Tschul, Retbike, mTTr, Probiker itp.). Od np. Alpinestarsa czy innego Spyke’a dzieli je przepaść, co już kilkakrotnie wyszło podczas naszych testów. Jednak na pierwszy rzut oka wcale nie odbiegają od nich tak bardzo, a cena jest kusząca. Ceny sportowych kombinezonów z prawdziwego zdarzenia zaczynają się dopiero powyżej 2000 zł (i to zazwyczaj grubo powyżej), trudno więc nie zastanawiać się nad tańszą alternatywą.


Kombinezon Metro Classic pozostawił po sobie dobre wrażenie – stosunek jakości do ceny był bardzo dobry. Z góry założyłem, że Metro Racing to tylko minimalnie przeprojektowany wcześniejszy kombinezon, tak żeby nadać mu bardziej sportowy wygląd. Jednak od sportowego kombika oczekiwałem znacznie więcej, np. lepszej ochrony piszczeli i protektorów zabezpieczających rękę od łokcia po mankiet rękawicy. W lepszych kombinezonach to standard, natomiast w tych tańszych pod tym względem sytuacja nie wygląda zbyt różowo.


Gdy paczka z Metro Racing dotarła do mnie, stało się jasne, że na drobnych zmianach nie poprzestano. Metro nie poszło na łatwiznę – krój znacząco się różni. Jak to w sportowych kombikach bywa, streczu użyto na rękawach, łydkach oraz w kroku. Dzięki temu kombinezon lepiej dopasowuje się do jeźdźca i jest bardziej przewiewny. Standardowo to zaleta, ale w chłodne dni już niekoniecznie. Garb na plecach rzuca się w oczy swoim rozmiarem. Jest duży; zazwyczaj spotyka się mniejsze (chociaż i większe też się zdarzają). Wypełniony został piankowym wkładem, który można wyjąć np. w celu wysuszenia go po ulewie. Oczywiście, kombik ten przemaka, w końcu to skóra. Można się wspomóc środkami do impregnacji, ale i tak zawsze najpierw strecz przepuszcza wodę.

 

Na barkach znajdują się przyszyte na stałe do kurtki plastiki. Natomiast protektory zarówno te na barkach, jak i chroniące łokcie oraz plecy można demontować. Nie licząc pleców, są to popularne żółto-czarne, półtwarde ochraniacze CE (EN 1621-1), pakowane do niemal wszystkich tańszych ciuchów motocyklowych. Pomiędzy protektorami a skórą znajduje się jeszcze nieco miękkiej gąbki. Inaczej sprawa wygląda z protektorami w spodniach. Na biodrach i kolanach są te same protektory, co w kurtce, jednak kolana posiadają dodatkowy ochraniacz, który spełnia te same normy, lecz jest inaczej skonstruowany. Takie samo rozwiązanie zastosowano w kombinezonie Spyke Dragon, który został przez nas przetestowany w ubiegłym sezonie. Metro chciało podpatrzeć, niestety, wyszło znacznie gorzej niż w Spyke. Poza tym protektor powoduje pewne problemy. Skóra kombinezonu przeciera się na kolanach, ponieważ ochraniacz posiada z zewnętrznej strony odstające krawędzie. Jeśli ktoś ma nawyk sprawdzania poziomu oleju przed każdą jazdą, to dość szybko na kolanach pojawią się obtarte linie (widać to na naszych zdjęciach). Poza tym protektory nie chronią piszczeli aż po ochraniacze z butów. Niestety, w tej półce cenowej to norma, która, mam nadzieję, w końcu ulegnie zmianie.


Spodnie, podobnie jak kurtka, posiadają elementy ze streczu. Standardowo są to łydki i krok. Strecz ten nie został jednak poprowadzony zbyt pomysłowo, przez co nie wpływa znacznie na lepsze dopasowanie się kombinezonu do ciała. Krój kombinezonu raczej nie sprzyja szczupłym osobom (przypomina Spyke), natomiast od np. Alpinestars, 4SR, Berika czy Arlen Nessa jest zauważalnie szerszy.


Jak się w tym jeździ?
Jak to się mówi, “szału nie ma”, ale źle też nie jest. Po ubraniu kombinezonu pierwsze, co się rzuca w oczy, to… brak miejsca na dokumenty! Nie ma tam ŻADNEJ kieszeni. Gdyby to był kombinezon torowy, to OK, zrozumiałbym. Ale w tym przypadku?! Za to duży minus. Neoprenowych wykończeń tutaj nie uświadczymy (zdziwiłbym się, gdyby przy takiej cenie było inaczej), ale kołnierz z tyłu został wykonany z materiału. Teoretycznie powinno być wygodniej, w praktyce materiału jest za mało i skóra może obcierać niezasłoniętą kominiarką szyję (tak było w moim przypadku). Poza tym było raczej OK. Atrakcji w stylu samoodpinającego się suwaka, prujących się szwów itp. w testowanym egzemplarzu nie uświadczyłem. Komfort w Metro był najwyżej średni, ale za taką cenę nie uważam, żeby było źle.


Podsumowanie
Metro Racing jest daleki od doskonałości – wycierająca się na kolanach skóra, protektory niezabezpieczające tak, jak w rasowych kombinezonach, nie do końca spełniający swoje zadanie strecz – to tylko część wad. Trzeba jednak pamiętać o jego cenie i o tym, że za taką kwotę, niestety, ciężko będzie znaleźć coś lepszego.


Minusy:
– przecierająca się na kolanach skóra,
– kiepsko poprowadzony strecz,
– brak jakichkolwiek kieszeni,
– nieosłonięta piszczel.
 

Więcej w Testy Moto
Yamaha MT-03 – miejski fun bike

Yamaha MT-03 dostępna jest na rynku już od dłuższego czasu jednak model ten nie zyskał wśród naszych motocyklistów popularności. Niestety...

Zamknij