Polski importer Kawasaki zaprosił naszą redakcję do udziału w testach swoich najpopularniejszych crossówek. Jak wiadomo, tego typu imprezy są w Polsce rzadkością, więc o chwili zawahania nie było mowy. Od razu wsiedliśmy w samochód i popędziliśmy do oddalonego od Łodzi o 320 km toru w Chełmie.

 

Na miejscu już czekały zatankowane i przygotowane zielone sprzęty. Pogoda jak na życzenie była wyśmienita. Konfiguracja toru nieco mnie zaskoczyła. Znalazło się na nim wiele oldschoolowych skoków na “płaskie”, jeden duży skok typu “back to back” i to, co tygryski takie jak ja lubią najbardziej, czyli skok typu “step up”. Dla niewtajemniczonych podpowiem, że “step up” to rodzaj skoku, w którym musimy przeskoczyć podebrany fragment hopki i znaleźć się na półce. Ci, którzy nie mają odwagi pokonać tej przeszkody w powietrzu, skazani są na powolne podjeżdżanie pod szczyt, jednak nie jest to najgorsze, co może spotkać zawodnika na tej przeszkodzie. Gdy niewprawiony rider nie doleci na górną półkę, tylko uderzy w przeciwstok, zazwyczaj kończy się to wysiadką z motocyklowej kanapy oraz poważnym upadkiem.

 

ZOBACZ TEŻ: HUSQVARNA 2014 CZYLI TESTUJEMY ŻÓŁTO-BIAŁO-NIEBIESKIE KTM-Y


Taka specyfikacja toru w Chełmie sprawiła, że dość solidnie mogliśmy sprawdzić co w “zielonej kawie piszczy”. Z drugiej strony czasu przeznaczonego na jazdę nie mieliśmy zbyt wiele, więc przedstawione poniżej opinie są tzw. pierwszym wrażeniem.

 

Grzegorz Antonow o testowanych motocyklach:

Kawasaki KX 250F

Zmiany, które zaszły w modelu 2015, są ewolucją, a nie rewolucją. Producent nie pokusił się o żadne większe modyfikacje. Prawdę mówiąc, czułbym się zaskoczony, gdyby Kawasaki zupełnie przebudowało swoje crossówki, bo jak wiadomo, lepsze jest wrogiem dobrego. W ostatnich latach fabryczne zespoły Kawasaki odnoszą spore sukcesy w supercrossie i motocrossie. Inżynierowie z kraju kwitnącej wiśni postanowili tylko doszlifować solidny produkt, którym bez wątpienia są modele spod znaku KX-F.

 

Największe zmiany w porównaniu do modelu z roku poprzedniego to:

– podwójny wtrysk,

– zmiany w głowicy, cylindrze i tłoku,

– jeszcze większa możliwość regulacji położenia kierownicy,

– możliwość regulacji podnóżków,

– zastosowana samokontrującą nakrętka tylnej osi,

– poprawione ustawienia tylnego amortyzatora i zmienione ustawienia przedniego.


Oczywiście nie obyło się też bez modyfikacji w silniku i skrzyni biegów. Prawda jest taka, że może Adam Cianciarulo (zawodnik fabrycznego zespołu Kawasaki w AMA Supercross) zauważyłby te niuanse, lecz dla większości zwykłych użytkowników pozostaną one tylko ciekawostką na papierze. Kawasaki KX 250F było bardzo dobrą maszyną w roku ubiegłym i taką samą pozostanie w tym. Jedynie niezrozumiałe jest dla mnie konsekwentne stosowanie sprzęgła sterowanego cięgnem. Mamy XXI wiek i myślę, że warto podpatrzeć rozwiązanie KTM’a i zastosować hydrauliczny wysprzęglik. Gdy obsługujemy klamkę jednym palcem, niewątpliwie rozboli on nas po paru okrążeniach. Szczególnie gdy przesiądziemy się z wcześniej wspomnianego KTMa, gdzie sprzęgło chodzi jak marzenie.

 

  

Podczas testów Kamil i Bartek nie oszczędzali ani siebie, ani maszyn.


Przejdźmy do konkretów, czyli do wrażeń z jazdy czterosuwową ćwiartką. Motocykl przy standardowej mapie zapłonu jest bardzo łagodny i wybacza wiele błędów. Uważam, że osoby początkujące będą mogły bezpiecznie wdrożyć się w arkana motocrossu bez obaw, że sprzęt poniesie ich tam, gdzie by sobie tego nie życzyły. Z drugiej strony zawodnik, który z niejednego pieca chleb jadł i ma za sobą wiele motogodzin treningów, poczuje się rozczarowany. Niska moc i łagodność jej oddawania sprawi, że pierwszą rzeczą, której zapragniecie po krótkiej przejażdżce, będzie zmiana mapy zapłonu na tą bardziej agresywną. Niestety, importer podczas testów zapewnił tylko program standard, więc nie mogę ocenić, jak KX 250F jeździ w swoim dzikim wcieleniu.

 

Skrzynia biegów pracuje bez zarzutu, a kolejne przełożenia wchodzą pewnie z wyraźnym “kliknięciem”.


Kawasaki zdążyło już zasłynąć ze swoich świetnych, standardowych zawieszeń, a w najnowszym modelu również się nie rozczarujecie. Showa jest producentem dostarczającym amortyzatory, co jest gwarancją jakości i niezawodności. Nawet bez modyfikacji to zawieszenie jest w stanie wiele znieść i pozwoli Wam przetrwać nie jeden przelot za strefę lądowania. U konkurencji próżno szukać tak dobrych właściwości.

 

PLUSY: MINUSY:
– Dobre standardowe zawieszenie,
– Możliwość zmieniania map zapłonu,
– System wspomagający start w śliskich warunkach,
– Stylistyka.
– Niska moc przy standardowej mapie zapłonu,
– Sprzęgło sterowane linką.

 

Cena: 29750 zł brutto

 

Kawasaki KX 450F

Podobnie jak w przypadku ćwiartki, w modelu KX 450F nie wprowadzono większych zmian, jednak jedna modyfikacja zasługuje na najwyższą uwagę. Mianowicie mowa tu o widelcu przednim w systemie PSF. Jeśli nie wiecie, co znaczy ten tajemniczy skrót, to już wyjaśniam: jest to zastąpienie klasycznej sprężyny sprężonym powietrzem. Dzięki temu innowacyjnemu rozwiązaniu została znacząco obniżona masa widelca, a regulacja tłumienia stała się jeszcze bardziej płynna
i dokładna.

 

Niewątpliwym atutem, poza nowoczesnym zawieszeniem, jest również cena KX 450F – jeszcze niższa w porównaniu z rokiem ubiegłym. W praktyce “cztery i pół” daje wiele frajdy z jazdy i muszę przyznać, że złagodniała względem lat poprzednich. Nie jest to już urywający głowę potwór, a solidny partner w potyczkach na torach motocrossowych. Nie zrozumcie mnie źle, bo “Kawa” o prawie półlitrowej pojemności ma ogromną moc i trzeba mieć się na baczności. Jednak charakterystyka mocy została złagodzona i dzięki temu zabiegowi o wiele lepiej można wykorzystać potencjał drzemiący w tej maszynie. Jak wiadomo, żaden motocykl nie jest bez wad, tak i w tym modelu znalazło się kilka rzeczy, które mi przeszkadzały. Producent wbrew panującym trendom pozostał przy klasycznym kick starterze. Wielka szkoda, że KX 450F nie otrzymał elektrycznego rozrusznika. Kolejnym nietrafionym rozwiązaniem jest sprzęgło sterowane linką, zresztą to standard w Kawasaki. Mam nadzieje, że kiedyś stosowanie hydrauliki do obsługi wysprzęglika stanie się standardem.


Niestety czas, który spędziłem na “dużym” Kawasaki, był bardzo krótki i nie pozwolił mi w pełni odkryć wszystkich jego tajemnic. Mam nadzieje, że jeszcze w najbliższym czasie uda mi się przetestować dokładniej ten sprzęt, bo jest to maszyna niebagatelna i o ogromnych możliwościach.

 

Adam Tomiczek – Mistrz Polski w motocross o testowanych motocyklach:

 

Nowe, czterosuwowe modele Kawasaki z pewnością nie wprawią w osłupienie zapaleńców motocrossu. Są one po prostu kontynuacją rozwiązań technicznych z lat ubiegłych. Nie zmienia to faktu, że są to solidne maszyny! Obniżenie cen względem poprzedniego roku sprawia, że Kawasaki ze swoim produktem ma szanse dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Ogromną zaletą jest również dostępność części zamiennych. Polski importer obiecuje, że maksymalny czas oczekiwania na części do nowego modelu to trzy dni robocze. Ilość zamawianych części również dla właścicieli zielonych crossówek nie będzie problemem, ponieważ możecie zamówić nawet jedną podkładkę, a importer ją dla Was sprowadzi, koszty transportu biorąc na siebie. Nie ukrywajmy, jest to ogromna zaleta biorąc pod uwagę realia offroadowych zabaw, gdzie nie raz zdarzy sie coś urwać i zepsuć.

 

Jeśli ujęte przeze mnie “minusy” tych motocykli Was nie zrażą na samym początku, to jestem pewien, że zielony kolor przypadnie Wam do gustu i spędzicie wiele miłych i szybkich chwil na torze MX i nie tylko. Kawasaki przestało być egzotyczną marką popularną za oceanem. Uważam, że nowe modele mogą konkurować bez kompleksów z produktami ze słynnego austriackiego miasta Mattighofen. 

 

PLUSY: MINUSY:
– Elastyczny i mocny silnik,
– Przedni widelec w systemie PSF,
–  Możliwość zmieniania map zapłonu,
– System wspomagający start w śliskich warunkach,
– Stylistyka.
– Sprzęgło sterowane linką,
– Brak elektrycznego rozrusznika.

 

Cena: 31750 zł brutto

 

Testy akcesoriów offroadowych:

Kask Rocc 729 Rękawice O’Neal Butch Carbon

 

Gogle Blur B2
 

Podsumowanie

Nowe, czterosuwowe modele Kawasaki z pewnością nie wprawią w osłupienie zapaleńców motocrossu. Są one po prostu kontynuacją rozwiązań technicznych z lat ubiegłych. Nie zmienia to faktu, że są to solidne maszyny! Obniżenie cen względem poprzedniego roku sprawia, że Kawasaki ze swoim produktem ma szanse dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Ogromną zaletą jest również dostępność części zamiennych. Polski importer obiecuje, że maksymalny czas oczekiwania na części do nowego modelu to trzy dni robocze. Ilość zamawianych części również dla właścicieli zielonych crossówek nie będzie problemem, ponieważ możecie zamówić nawet jedną podkładkę, a importer ją dla Was sprowadzi, koszty transportu biorąc na siebie. Nie ukrywajmy, jest to ogromna zaleta biorąc pod uwagę realia offroadowych zabaw, gdzie nie raz zdarzy sie coś urwać i zepsuć.

Jeśli ujęte przeze mnie “minusy” tych motocykli Was nie zrażą na samym początku, to jestem pewien, że zielony kolor przypadnie Wam do gustu i spędzicie wiele miłych i szybkich chwil na torze MX i nie tylko. Kawasaki przestało być egzotyczną marką popularną za oceanem. Uważam, że nowe modele mogą konkurować bez kompleksów z produktami ze słynnego austriackiego miasta Mattighofen. 

Druga opinia 

Bartosz Pielużek: Będę z Wami szczery – nie jestem wybitnym zawodnikiem MX , mimo to pojechałem na testy KX250F i KX450F aby zaspokoić swoją ciekawość i sumienie, które nie dałoby mi spać, gdybym taką imprezę przegapił.

 

Okoliczne dukty leśne i szutry dzielnie przemierzam Yamahą WR 250F i uważałem się do tej pory za doskonałego jeźdźca, bo w zawodach ”na trzy-czteeee-ryyy” zawsze wygrywałem z kumplami zasiadającymi 450ccm. Każdy następny taki „wyścig” przybliżał mnie do wizji startu w kolejnej edycji RedBull Megawatt i nawiązania poważnej walki z Błażusiakiem, i wiecie co? Ćwiartka Kawy przesunęła mnie o kolejny krok w tym celu.

 

Testy odbywały się na torze w Chełmie. Obiekt bardzo dobrze przygotowany i przemyślany – a przynajmniej tak mi się wydaje, bo na tego typu obiektach jako kierowca nie bywam często. Po kilku okrążeniach miałem banana na twarzy od ucha do ucha i chyba do dziś mam od tego zmarszczki. Oba motocykle mają mnóstwo mocy i wyrywają ręce z obręczy barkowej, ale jako miłośnik klasy 250, to właśnie na niej się skupiłem. W porównaniu do endurówki, KX’em nie da się dobić zawieszenia. Do tej pory, moje loty na WR to było raczej „rozprężenie zawieszenia”, a i tak co drugie lądowanie to próba przebicia się wewnętrznej lagi górnym korkiem. Tępy dźwięk i ból w nadgarstkach za każdym razem. KX natomiast, nadrabiał mój brak doświadczenia w lotach świetnie pracującym zawieszeniem, i zamiast wspomnianego bólu, miałem świetną kontrolę i linie do pokonania kolejnego zakrętu. W obu modelach kierownica wymusza odpowiednią do jazdy pozycje – łokcie w górę Panowie, a mocno nachodzące na bak siedzisko daje możliwość lepszego panowania nad motocyklem i dociążenie przedniego koła w zakręcie. Lunch Control System rewelacyjnie się spisywał, mimo że nawierzchnia cechowała się niezłą przyczepnością, to system zmiany mapy podczas startu pozwalał skupić się na trzymaniu linii, a nie na kontroli uślizgu tylnego koła.

 

Podsumowując, Kawasaki nowymi modelami potwierdza mocną pozycje na rynku motocykli off-road i przy wyborze nowej crossówki warto rozważyć opcje nabycia nowego KX’a.

Więcej w Testy Moto
Suzuki Van Van 125 vs Rieju Marathon 125 – „ dobry i zły glina” [PODSUMOWANIE]

Przetestowaliśmy dwa motocykle, którymi mogą jeździć posiadacze prawa jazdy kat. B. Oba mają pojemność silnika 125 ccm, bo takie właśnie...

Zamknij