Testowaliśmy już wiele kasków firmy HJC. Niedługo będziecie mogli zobaczyć jak wypadł model R1, ale dzisiaj pokażemy Wam, czy warto zainteresować się jednym z wyższych modeli tej firmy, czyli FS-10, o wartości ok. 1000 – 1200 zł.

HJC FS-10 to kompozytowy integral z pełnym wyposażeniem: blendą przeciwsłoneczną, osłoną podbródka, deflektorem na nos, wizjerem pokrytym warstwą antifog, pokrowcem – to wszystko dostajesz w standardzie. Biorąc pod uwagę pozostałe modele tej firmy, takie wyposażenie nie dziwi – jest to norma w kaskach HJC (jedynie blenda nie jest regułą). Skorupa waży ok. 1540 gram (kompozyty kevlaru, włókna szklanego i spektry), jednak jest bardzo dobrze wyważona, dzięki czemu nie ciąży na głowie tak jak, testowany u nas niedawno, HJC FG-15 .


FS-10 nie aspiruje do miana kasku sportowego. Skorupa nad wizjerem jest tak wyprofilowana, że po konkretnym złożeniu na baku widoczność jest mocno ograniczona. Aerodynamice daleko do tej, jaką mógł się pochwalić najwyższy model, czyli HQ-1, jednak mimo to nie ma powodów do narzekań. Do ok. 200 km/h kask jest stabilny, ale powyżej już różnie bywa; przy rozglądaniu się na boki opór powietrza gwałtownie narasta. Wentylacja w skorupie jest niewyczuwalna, natomiast twarz jest cały czas owiewana. Wlot na szczęce zupełnie nie spełnia swojej funkcji – czy zamknięty, czy otwarty wieje niemal tak samo. To, co daje naprawdę rewelacyjny efekt, to pozycja rozszczelnienia wizjera, w której szyba nie jest całkowicie domknięta. Taka pozycja jest w wielu kaskach, również we wszystkich pozostałych modelach HJC. Jednak zazwyczaj sprawdza się to jedynie przy powolnej jeździe, bo przy szybszych przelotach powietrze wieje prosto w oczy. W przypadku HJC FS-10 z niedomkniętym wizjerem można było jechać niemal przy każdej prędkości! Kiedy w innych kaskach oczy łzawiły mi już przy 80 km/h, to w FS-10 dwie paczki na liczniku nie robiły szczególnego wrażenia. W żadnym innym kasku nie zdarzyło mi się, żeby rozszczelniony wizjer sprawdzał się aż tak dobrze. Trzeba tutaj jednak zauważyć, że może to być zależne od rozmiaru kasku (ja jeździłem w XS). Odległość szczęki kasku od twarzy może być różna, w zależności od wielkości skorupy i jej wypełnienia, a, co za tym idzie, diametralnie zmieni się wtedy charakter nawiewu.

 

Zarówno sam mechanizm wizjera, jak i szyba są dokładnie takie same jak we wszystkich innych HJC. Demontaż szybki trwa tylko chwilę i jest bardzo intuicyjny. Antifog spisuje się dobrze, pod warunkiem, że temperatura na dworze nie jest niska i nie pada ulewny deszcz.

 

W całości wyjmowane wnętrze wykonano z chłonnego materiału AquaTrans . Z wypięciem nie ma żadnego problemu – całość trzyma się na plastikowych zatrzaskach i rzepach.


Blenda przeciwsłoneczna jest bardzo przydatnym gadżetem, jednak w HJC została tylko delikatnie przyciemniana. W efekcie, jadąc pod słońce, nie do końca zdaje egzamin. Producent nie pomyślał o umieszczeniu antifoga na blendzie, przez co zdarza się jej zaparować. Jeszcze jednym minusem, poza parowaniem, jest suwak, którym opuszcza się blendę. Został umieszczony na samej górze skorupy, co w połączeniu z szybką jazdą bardzo utrudnia obsługę. Tego, co się dzieje przy „lewej w górze” podczas 250 km/h, tłumaczyć chyba nie muszę… A teraz wyobraźcie sobie dźwignięcie ręki ponad kask.


Największą wadą FS-10 jest jego głośność. Jest to chyba najgłośniejszy model HJC ze wszystkich dotychczas testowanych. Ryk silnika jest słabo wytłumiony, do tego szum wiatru również daje się we znaki. Kiedy przesiadłem się z innych kasków na FS-10, to jazda bez stoperów nie wchodziła w grę. Po pewnym czasie przyzwyczaiłem się, jednak w trasie zatyczki do uszu stają się niemal koniecznością. Drugą wadą, zaraz po hałasie, jest ciągle rozregulowujące się zapięcie. Nie ważne, że dopasujesz sobie długość idealnie do swojej szyi, bo za kilka dni będziesz musiał zrobić to ponownie. Niestety, jest to wada wszystkich HJC, wyposażonych w standardowe zapinanie zatrzaskowe.


Podsumowanie
W HJC FS-10 jeździłoby się bardzo przyjemnie, gdyby nie nadmierny hałas. Poza tym ma kilka drobnych wad, które są jednak łagodzone przez liczne zalety. W ogólnym rozrachunku jest to dobry kask w sensownej cenie.

 


Plusy:
– blenda przeciwsłoneczna (chociaż niedopracowana),
– bogate wyposażenie,
– dobra wentylacja twarzy i rewelacyjnie sprawdzające się rozszczelnienie wizjera,
– w całości demontowana wyściółka,
– antifog.


Minusy:
– rozregulowujące się zapięcie pod szyją,
– szybko parująca blenda,
– bardzo głośny,
– wiejący w oczy wiatr po założeniu deflektora na nos.

 

Testowany kask dostarczył nam importer – firma Motoglobe.

Więcej w Testy Moto
Kombinezon Richa Apollo

Richa jest na polskim rynku zaledwie od kilu miesięcy, ale już w wielu sklepach można kupić produkty tej marki (głównie...

Zamknij