W długi weekend miałem przyjemność spędzić czas razem z pewną grupą motocyklową na Mazurach. Jak się okazało, przyjemność była mocno wątpliwa. Ale po kolei…

Na długi weekend wyjechałem z rodziną w miejsce, gdzie często spędzamy urlop. Ośrodek nad jeziorem, domki, cisza, spokój, jezioro. Na spontanie spakowałem ich w samochód i w czwartek nad ranem wyruszyliśmy w trasę. Kiedy zacząłem się rozpakowywać, w domkach zaczęło przybywać motocykli. Głównie cruisery po agro, znaczy po chromo-tuningu. A więc obwieszone ćwiekami, skórzanymi i chromowymi dodatkami. Kolesie średnio w wieku 40-50 lat i ich nieźle zakonserwowane, wiecznie młode damy.

Dziwny spot…

Pierwsze co mnie zastanowiło to fakt, że wszyscy zaparkowali motocykle na środku ośrodka i obserwowali czy reszta gości na nich patrzy przechadzając się pomiędzy sprzętami i przybijając sobie piątki. Może dawno się nie widzieli, zresztą nic mi do tego. Kiedy zaczęły się przegazówki i porównywanie dźwięku wydechów – także to zrozumiałem, w przeciwieństwie do innych gości. Zaczęło się ściemniać.

Niestety wraz z tym zwiększała się także ilość spożytych trunków. Sukcesywnie wzrastała donośność głosu i potrzeba komunikacji krzykiem. Muzycznie na początku było w porządku. Biesiada pod Deep Purple, Dire Straits i Dżem była ok. Ale z czasem pojawiło się “Jesteś szalona” i “Majteczki w kropeczki”. O drugiej w nocy założyłem słuchawki i odpaliłem sobie coś usypiającego.

Taka sytuacja utrzymywała się przez cztery dni. Najgorsze, że owa grupa chopperowców zamiast podziwiać okolicę, trzeźwiała do późnego popołudnia, rozpalała grilla i zaczynała kolędę mając w okolicy świetne drogi, widoki i piękno przyrody. Na dobrą sprawę równie dobrze mogli zamówić autokar, a zaoszczędzoną kasę wydać na kolejne alko…

W końcu żona mnie spytała, czy jak wyjeżdżam na moto na weekend, jestem takim samym tłukiem, jak wspomniane typy.

Jednak zasadniczo chciałem nie o tym. Patrząc z perspektywy szarego “Kowalskiego”, spot wspomnianej grupy był mocno uciążliwy. Postanowiłem posłuchać komentarzy innych gości ośrodka. “Nigdy więcej nie puszczę motocyklisty w korku, zawsze zjeżdżam, ale nie da się z nimi współżyć”, wspominał rozgoryczony, podstarzały taksówkarz. “To po prostu chamstwo, a zawsze ich lubiłam” wspominała gospodyni domowa. Podobnych reakcji było sporo. Oczywiście nie można wrzucać wszystkich motocyklistów do jednego worka.

Ale prawdę mówiąc jako osoba od wielu lat jeżdżąca motocyklem, mam podobne zdanie – ciężko pozytywnie odbierać społeczność motocyklową, a Kowalski właśnie wyrobił sobie zdanie na podstawie kilku odpustowych renegatów. Zresztą nasza kultura świadczy o nas. Dlatego, jeśli wymagacie szacunku, szanujcie innych.

Klasa, poziom

Chcecie być dobrze postrzegani, zachowajcie poziom. A jeśli macie potrzebę ostrej kolędy – skorzystajcie z miejsc odosobnionych – co ciekawe w owym ośrodku nad wodą było miejsce na ognisku, poniżej skarpy, w miejscu, gdzie dźwięk się nie niesie. I nie piszcie o wielkiej rodzinie. Jeśli ktoś jest prymitywem, to nawet jeśli ma podobną zajawkę do mnie, kolegami nie zostaniemy… Z drugiej, osoby z klasą, pewnym poziomem i zasadami mogą być najlepszymi kompanami, nawet jeśli nadają na całkowicie innych falach.

Więcej w Po godzinach, Śmieszne, felietony
Ukraina, Zakarpacie – wyprawa enduro…

Wyprawa motocyklami enduro przez dzikie pasma Karpat to doskonały pomysł na przygodę. W sieci znaleźliśmy film z zapisu takiej przygody,...

Zamknij