Iota Curves to integral seryjnie wyposażony w deflektor nosa i podbródka oraz w pełni wypinane wnętrze. Kask posiada także blednę przeciwsłoneczną. Jest to z pewnością duża zaleta – nie musisz zabierać ze sobą drugiego wizjera na całodniowe wyprawy.

 

Nie ma też problemu, jak w przypadku przyciemnianej szyby, przy wjeździe do tunelu lub podczas kontroli policyjnej z funkcjonariuszem koniecznie chcącym się wykazać. Wizjer nie ma żadnego antifoga, ale posiada możliwość założenia pinlocka.

 

Szybka kasku to niezbyt odporna na zarysowania plexi. Do jej wymiany nie potrzeba narzędzi. Za pierwszym razem demontaż sprawił mi trochę problemów (daleko mu do intuicyjności Nolana czy HJC), ale później było już znacznie łatwiej. Otwieranie szyby następuje skokowo, ze zdecydowanie najmocniejszym skokiem towarzyszącym maksymalnemu podniesieniu wizjera. Na początku trochę irytujące, ale można się przyzwyczaić.

 

Zapięcie, którego użyto, to standardowy zatrzask. Jest on trochę problematyczny; jeśli oba końce zapięcia są ustawione pod pewnym kątem względem siebie, to kask się nie rozepnie. Identycznie było w testowanej przeze mnie w zeszłym sezonie Naxie F8. Nie jest to jednak cecha wszystkich zapięć tego typu – we wszystkich pozostałych kaskach, które do mnie trafiały, problem ten nie występował.

 

Curves
Kiedy trafił do mnie ten kask, kompletnie nie wiedziałem co to za model. Nazwa Iota nic mi nie mówiła, nie miałem wcześniej okazji jeździć w żadnym produkcie tej firmy. Nie sprawdziłem nawet czy to kask z najniższej półki cenowej, czy konkurencja dla topowych kasków typu Schuberth, Shoei czy Arai. Po prostu wsiadłem na motocykl i ruszyłem przed siebie. Najpierw droga szutrowa przejechana prędkościami osiągalnymi nawet na skuterkach. Już wtedy wiedziałem jedno – tak ciężkiego kasku, a raczej tak źle wyważonego, jeszcze na sobie nie miałem (a jeśli zerkniecie sobie do naszego laboratorium, to zobaczycie, że jeździłem już w naprawdę pokaźnej liczbie modeli przeróżnych firm). Wjechałem na drogę asfaltową, więc taką, na jaką owy kask jest przeznaczony, i… było coraz gorzej. Motocykl, którym jechałem, do szybkich z pewnością nie należał, mimo to w kasku zdążyła rozbrzmieć cała symfonia najróżniejszych dźwięków – od świstów przez gwizdy, na szumach kończąc. Jedynie tonacja się nieco zmieniała w zależności od pozycji za kierownicą (wyprostowana/pochylona) i tego, czy blenda była opuszczona, czy schowana. Aerodynamika kasku również nie pozostawiła po sobie zbyt dobrych wspomnień. Dodajmy do tego wizjer parujący podczas postojów, nawet latem w słoneczną pogodę, i mamy komplet powodów, dla których ten kask to prawdziwa porażka. Ta ostatnia sprawa jest jednak najmniejszym problemem, ponieważ można dokupić pinlock lub nieparującą wkładkę typu FogCity.

 

Na szczęście poza wadami są też zalety. Wspomniane na początku, w pełni wypinane wnętrze jest w tej chwili właściwie już standardem, ale niektóre modele wciąż mają wyściółkę zamontowaną na stałe. Drugą zaletą jest wspomniana na początku blenda przeciwsłoneczna. Dźwignia do jej obsługi znajduje się z boku skorupy i jest całkiem wygodna w użyciu. Mechanizm działa sprawnie i z pewnością jest to najbardziej udany element tego kasku.

 

Pozostała jeszcze kwestia wentylacji. Nawiew na twarz jest trochę przypadkowy – wieje jak mu się podoba, również w okolice oczu, ale nie na tyle, żeby było to bardzo uciążliwe. Zamykanie i otwieranie wlotów powietrza niewiele zmienia. Można ustawić wloty powietrza w dowolnej pozycji i zapomnieć o ich istnieniu. Nawiew na górze skorupy faktycznie czuć, co jest rzadkością. Zazwyczaj górna wentylacja po prostu spełnia swoje zadanie, odprowadzając nadmiar ciepła, tutaj natomiast wiatr jest odczuwalny. Niestety, jak już wspomniałem, zamknięcie wlotów nie zmienia sytuacji, więc kiedy robi się chłodno, to nawiewy zbyt przyjemne nie są.

 

Podsumowanie
Iota Curves byłaby znośną skorupą dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z motocyklami i nie mają jeszcze określonych wymagań co do kasku. Niestety, cena jak na taki kask jest wzięta z kosmosu. Ten model nadaje się do porównań z konstrukcjami, które można kupić za ok. 300 zł, ale nie 650 zł. Już za ok 400 zł można kupić HJC R1, który co prawda blendy nie ma, ale testowana Iota to przy nim produkt najwyżej kaskopodobny. Mogłoby się zatem wydawać, że skoro cena jest tak zawyżona, to pewnie skorupa została wykonana z kompozytów. Niestety, nic z tego – kask jest zrobiony z termoplastu, więc kompletnie nic poza ogromną marżą nie tłumaczy jego ceny.

 

Ioty Curves nie polecam nikomu, chyba że nie wymagacie od kasku kompletnie nic, a macie okazję kupić nowy za 200–300 zł. Bliźniaczy kask sprzedaje także firma Aston (wersja z szybą bez dziur na pinlocka), niestety, w podobnej cenie co Iota. Bardzo możliwe, że jest dostępny jeszcze pod kilkoma innymi nazwami.

 

Plusy:

  • w całości wyjmowane wnętrze,
  • blenda przeciwsłoneczna.

 

Minusy:

  • ciężki,
  • parujący wizjer (można dokupić antifog),
  • głośny,
  • bardzo słaby stosunek jakości do ceny.
Więcej w Testy Moto
Suzuki Gladius we dwoje

Dotychczas niewiele wspominaliśmy o jeździe Gladiusem w dwie osoby. Montaż uchwytu na bak podziałał jak katalizator i wzbudził euforię w...

Zamknij