Po I rundzie WMMP, która odbyła się na Torze Poznań, szybko należało spakować się ponownie i wyruszyć do Czech. Treningi wolne rwały już od środy, jednak tego dnia niewiele osób gościło na torze; zawodnicy stanowili raczej wyjątki od reguły.

 

Ogólnie Czesi pod względem obsługi nieustępliwie starali się utrzymać niemiecki rygor, nie wpuszczając nikogo na paddock główny. Niestety, dało się zauważyć tendencję zniżkową zawodów w Brnie. Nie chodzi tu o formę zawodników, ale o same zawody. Jako że światem rządzi pieniądz, a tego gdzieś brakło, najbardziej w oczy rzucały się wypięknione ciężarówki zespołów z World Supersport. Kilka z nich potraktowało sobie zawody cyklu Alpe Adria jako swoisty poligon doświadczalny, więc na torze obserwować można było Gino Rea, Imre Totha i Ondreja Jeżka, który jako jedyny pilnie trenował, testował nową elektronikę (coś nam się udało podejrzeć i zasięgnąć języka u zaprzyjaźnionych czeskich mechaników) i brał udział w sesjach kwalifikacyjnych.

 

Mimo że miejsca zostało sporo, na torze w kolejne dni pojawiało się tyle motocykli, że ciężko było wykupić treningi, więc nie dziwiły nikogo 600-tki „latające” wspólnie z „litrami”, szczególnie jeśli były to naprawdę szybkie Supersporty. Pogoda dopisywała przez wszystkie dni. Powodów do narzekań nie mieli uczestnicy wyścigów w klasach pucharowych, którzy swoje starcia odbyli już w piątek, co oznaczało, że liczba osób w parku maszyn znacznie zmaleje. I tak też się stało – wielu startujących w klasach Open 600 i 1000 zebrało się do domów tuż po wyścigach, chociaż nie brakowało też takich, którzy zostali, aby kibicować kolegom w klasach mistrzowskich. …wielu startujących w klasach Open 600 i 1000 zebrało się do domów tuż po wyścigach, chociaż nie brakowało też takich, którzy zostali, aby kibicować kolegom w klasach mistrzowskich…

 

Organizacyjnie – bardzo poprawnie, jak to w Czechach. Szybka rejestracja, ewentualne wyjaśnianie zmiany numerów, która miała miejsce w przypadku kilku zawodników z WMMP, których numery dublowały się z zawodnikami startującymi w pełnym cyklu AAC, i można było udać się na odbiór techniczny. Komisarze techniczni, jeśli witani byli uśmiechem, nie sprawiali najmniejszych problemów, pozwalając na korektę pewnych uchybień regulaminowych w motocyklach już po przyozdobieniu sprzętu w naklejki dopuszczające do zawodów. Z reguły chodziło o uzupełnienie plastikowych końcówek kierownic czy podnóżków i dźwigni. Naprawdę słuchając uważnie sugestii i poleceń członków komisji, wszyscy powinni być bardzo zadowoleni z procedury odbioru. Jak zdołaliśmy zauważyć, pracy sędziów przyglądali się delegaci z AW, wśród których znalazł się Jacek Molik pełniący podczas naszych zawodów funkcję dyrektora. Jacek zapewne wyciągnął odpowiednie wnioski ze swoich obserwacji i poinstruuje podległych mu ludzi, jak postępować z zawodnikami w trakcie zawodów na Torze Poznań. Zwłaszcza że przed nami, już po rundach na Słowacji i w czeskim Moście, prawdziwe międzynarodowe ściganie w ramach Alpe Adria.

 

Przez weekend minimalne temperatury oscylowały wokół 24°C, a asfalt rozgrzany był nawet powyżej 50°Ci. W piątkowy wieczór w oddali widać było błyskawice i przewijały się odgłosy grzmotów, a sobotni poranek był trochę chłodniejszy niż poprzednie. Deszcz zawitał, psując szyki klasom Superstock 600 i 1000, chociaż „litrówki” jechały po prawie suchym torze. Tym, którzy w 600-tkach chcieli poprawić czas na drugiej kwalifikacji, plan spalił na panewce. Deszcz okazał się na tyle rzęsisty, że tylko kilku odważnych dla czystego treningu na oponach typu rain wyjechało na tor.

 

Wielkimi nieobecnymi tej rundy, jeśli chodzi o Mistrzostwa Polski, byli Gwen Giabbani oraz Greg Junod, którego w składzie teamu GRANDys Duo skutecznie zastąpił niezmordowany Andy Meklau. Obaj zawodnicy startują w pełnym cyklu Mistrzostw Świata Endurance i priorytetem dla nich był udział w zawodach w Hiszpanii, gdzie odbywał się wyścig Albacete 8 Hour. W zespole Auto Fus BMW pozostał więc samotny Hubert „Rzeźnik” Tomaszewski, broniący barw zespołu w klasie Superbike. Wiadomo, że Gwen stracił punkty i będzie musiał się mocno starać, aby wyrównać stratę do Andy’ego w Superstock 1000 i móc walczyć o tytuł Mistrza Polski.

 

Ciekawostką była obecność Pawła Szkopka, który testował motocykle dla zespołu Bogdanka Junior Team Recykl (w jego barwach jeździ brat Pawła, Marek). Paweł był obecny na torze do sobotniego popołudnia wraz z menadżerem Bogdanka Racing, Igorem Piaseckim. Obaj uważnie przyglądali się treningom zawodników Team Recykl i uważnie śledzili czasy ścigantów z World Supersport, wśród których prym wiódł Gino Rea. Widać jednak było, że Brytyjczyk nie miał w planach udziału w wyścigu, a jego zespół w mgnieniu oka spakował swoją ciężarówkę i opuścił boks tuż po pierwszych kwalifikacjach. Na polu walki pozostali Imre Toth i Ondrej Jeżek. Obaj też wystartowali w wyścigu, jednak Węgier, po przejechaniu dosłownie jednego okrążenia, zjechał w pośpiechu do boksu, odstawił motocykl i już po chwili paradował po pit lane w „cywilnych” ciuchach, podczas gdy jego mechanicy pakowali w pośpiechu naczepę. Jak wspominaliśmy wcześniej, Jeżek dotrwał do końca wyścigu, deklasując konkurencję. Przyznać trzeba, że nasi zawodnicy pokazali się z jak najlepszej strony plasując się w czołówce wyścigu Supersport. Wielkie brawa należą się Danielowi Bukowskiemu i Markowi Szkopkowi, którzy zajęli odpowiednio czwartą i piątą pozycję w klasyfikacji generalnej. Trochę gorzej poszło Marcinowi Kałkowskiemu. Już podczas kwalifikacji jego Yamaha kaprysiła, a przyczyną był rozkręcający się alternator.

Więcej w WMMP
We [love] Automotodrom Brno, czyli co zobaczymy w drugiej rundzie WMMP

        O czym pamiętać przed wyjazdem do Czech? Zdecydowanie należy dobrze się przygotować i spakować wszystkie niezbędne...

Zamknij