autor: Sebastian Kujawski

19 kwietnia 2009 roku odbyła się I runda Indywidualnych Mistrzostw Polski w Motocrossie klasy MX 85, MX 2 i I runda Pucharu Polski w klasie Weteran. Na miejsce zawodów organizatorzy wybrali dość malowniczą krainę w województwie pomorskim – Borkowo.

Tor otaczały pola zbożowe, które o tej porze roku są całe zielone. Jedynym mankamentem, nie pasującym do tego otoczenia, były ogromne słupy elektryczne, stojące wokół trasy. Sam tor liczył około 1800 metrów i przygotowany był na czwórkę z plusem. Całą nawierzchnię pokrywała równomiernie rozłożona glina. Część hop została podniesiona o 1,5 metra, a najdłuższy skok liczył 27 metrów i prowadził prosto do mety. Najwięcej kibiców zebrało się właśnie wokół niego, gdyż było to najbardziej widowiskowe miejsce zawodów. Organizator zadbał o nawilżenie praktycznie całej trasy przy pomocy straży pożarnej i oczka wodnego wykopanego przy torze. Całe miejsce zmagań zawodników otaczała ponad metrowa, pomarańczowa siatka, wykonana z tworzywa sztucznego, a miejsce startu dodatkowo odgrodzono metalowymi barierkami. Wszystko po to, aby dopingujący kibice byli oddzieleni od rozpędzonych motocykli, ponieważ mogłoby to przynieść przykre w skutkach konsekwencje. Gdański Auto Moto Klub wynajął ochronę, która czuwała nad porządkiem w trakcie zawodów. Swoją pracę wykonywali aż za dobrze, nie pozwalając nawet prasie na swobodne poruszanie się po terenie rywalizacji. Piękna, wiosenna aura obdarzyła niedzielne zmagania słoneczną pogodą, choć, dzięki chłodniejszemu powietrzu napływającemu od strony morza, od razu dało się odczuć cechy nadmorskiego klimatu.  

Na imprezę zjechało się 85 zawodników. Część z nich przyjechała w przeddzień zawodów ze względu na dużą odległość i chcąc ominąć kolejki do zapisów i odbioru technicznego maszyn. Tej nocy wielu z nich obawiało się, czy ich namioty wraz z busami nie zostaną porwane przez szalejący wiatr i czy w dzień zawodów będzie tak samo wiało, co uniemożliwiłoby wykonywanie skoków. Jednakże nic złego w czarną noc się nie wydarzyło i o poranku wiatr ucichł. Organizator wnikliwie sprawdzał, czy zawodnicy posiadają maty ochronne pod motocyklem zaparkowanym na terenie imprezy, aby oleje silnikowe nie spływały do ziemi. Kontrola ta wywołana jest protestem ekologów. Za nieposiadanie maty zawodnik zostaje obciążony karą 1000 pln lub jest dyskwalifikowany z rywalizacji. Jednak podczas tych zawodów nic takiego nie miało miejsca i oby było tak na kolejnych rundach.

Przed rozpoczęciem pierwszego biegu odbyły się treningi indywidualne (w tym pięciominutowe starty) i treningi kwalifikacyjne z pomiarem czasu. Na treningach czasowych w klasie MX 85 najszybszy okazał się Szymon Motylewski, w MX 2 Arkadiusz Mańk, a w klasie Weteran Waldemar Lonka. Podczas treningów i przejazdu na czas wielu zawodników odpuszczało sobie dwa skoki, które budziły w nich lekkie przerażenie z powodu swoich rozmiarów.

Pierwszy bieg. Na maszynie startowej ustawiło się 24 zawodników klasy MX 85. Uczestnicy wyścigu wystartowali, a kibice z zaciekawieniem oglądali, który z zawodników będzie pierwszy w zakręcie. Od początku wyścigu bezkonkurencyjny okazał się Szymon Motylewski z KM Wisła Chełmno, który po trzech okrążeniach pozostawił swoich rywali daleko w tyle. Dla Szymona niestraszne były skoki i wszystkie pokonywał jak stary zawodnik. Na drugim miejscu, ze stratą 14 sekund do lidera, uplasował się zawodnik z Hiszpanii, Luis Carstens, jeżdżący dla Motoklubu Olsztyn. Natomiast trzecie miejsce przypadło Wiktorowi Więckowskiemu z KM Cross Lublin EkoKlinkier.

Więcej o motocyklach Yamaha