Jako że większość użytkowników NTV uzbrajała swoje pojazdy w kufry, Deauville mocno ukierunkowano na turystykę. Dostała w standardzie zintegrowane kufry (które oczywiście możemy powiększyć dokupując akcesoryjne pokrywy), dwa schowki w przedniej owiewce, sporo miejsca pod kanapą i duży zbiornik paliwa. Czy to wystarczy, aby ten motocykl nazwać turystykiem?

 

Pozycja na motocyklu jest bardzo wygodna, wyprostowana, wręcz relaksująca. Przed oczami mamy potężny kokpit z zegarami i wskaźnikami. Większość obrazu zajmuje jednak plastik, a gdzieś pośrodku dostrzeżemy zegary. Motocykl nie sprawia jednak wrażenia ogromnego krążownika szos, a raczej trochę większego skutera. Owszem, waży dość sporo (236 kg), ale nie miałem żadnych problemów z przepchnięciem go na postoju czy wymanewrowaniem. Co rzuciło mi się od razu w oczy, to oszczędności. Oszczędności oczywiście w wykonaniu zewnętrznym. Patrząc na kokpit, czegoś mi brakowało. Ach, no przecież nie wiem ile motocykl ma paliwa w zbiorniku! Poważna wtopa w modelu aspirującym do dalekosiężnej turystyki. Jest za to zegarek – to dobrze, bo czas jazdy niesamowicie się dłuży. Dalej klasyka: sprzęgło sterowane linką, standardowe przełączniki przy manetkach, proste klamki bez żadnej możliwości regulacji. Szału nie ma. Zaglądam do schowków. Rzeczywiście, można zmieścić tam sporo bagażu.

 

Pod kanapą znajdują się podstawowe narzędzia do obsługi motocykla i sporo miejsca, np. na blokadę na koło (nigdy przecież nie wiemy gdzie będziemy parkować pojazd podczas podróży). Z zewnątrz motocykl zbudowany jest w całości z plastiku. Trudno dostrzec choćby mały fragment ramy czy zawieszenia. …silnik nie jest szczególnie dynamiczny. W prostej linii pochodzi z VT 600 Shadow, więc spektakularnych osiągów nie ma się co spodziewać…

 

Przekręcam kluczyk, zaciągam ssanie i odpalam „Devilkę”. Do moich uszu dochodzi cichy szum. Oznacza to, że silnik działa i pracuje prawidłowo. Trzeba przyznać, że Honda jest wyjątkowo cicha. W takim motocyklu to akurat zaleta – nie został stworzony do siania terroru na ulicach, lecz spokojnego sunięcia po autostradach (u nas niedostępne). Tutaj pierwsze pozytywne wrażenie. Skrzynia pracuje po prostu pięknie, jak półautomat. Zmiana biegów to czysta przyjemność – w ogóle nie musiałem myśleć o tym, jak wrzucać kolejne biegi; żadnych preloadingów i innych cudów. W końcu Honda. Pięciobiegowa skrzynia sugeruje, że silnik jest bardzo elastyczny. Ciężko osiągnąć to w 650 ccm, niemniej jednak Japończykom się udało. Szeroki zakres użytecznych obrotów nie zmuszał mnie do ciągłych redukcji.

 

Silnik nie jest szczególnie dynamiczny. W prostej linii pochodzi z VT 600 Shadow, więc spektakularnych osiągów nie ma się co spodziewać. Został jednak tak zestrojony, że raczej radzi sobie ze sporą masą „Devilki”. Z bólem wyciskane 180 km/h nie jest rewelacyjnym wynikiem, szczególnie w trasie. Ciut za mało, dlatego Honda w następnych wcieleniach Deauville systematycznie zwiększała moc i pojemność. Niedobór mocy czuć podczas wyprzedzania samochodów na trasie. Czas dłuży się niemiłosiernie, a zęby same zaciskają się w oczekiwaniu na moment, w którym w końcu możemy wrócić na swój pas. Przy tym trzeba, niestety, manetkę odkręcić do oporu, a silnik zaczyna mniej przyjemnie pracować. Nie, jednak wolę bardziej dynamiczną jazdę.

 

Może zatem to motocykl do miasta? Jak to w mieście bywa, nieodłącznym elementem życia są korki. A tutaj, muszę przyznać, jest nieźle. Motorek, mimo dużej masy i nie tak bardzo dużych gabarytów, radzi sobie dobrze. Nie miałem problemów z przeciskaniem się między samochodami czy nieco agresywniejszym wyprzedzaniem. Na „Devilce”, jak już wspomniałem, siedzi się bardzo wygodnie. Zawieszenie jest na tyle komfortowe, że dziury i nierówności na drodze nie dają się we znaki dolnej części naszych pleców. To również zasługa wygodnej, nie za twardej kanapy i wyprostowanej pozycji za kierownicą.

 

Mała rewelacja jest za to na zakrętach. O, tu możemy poszaleć. To znaczy moglibyśmy, gdyby nie dychawiczny silnik. Niemniej jednak ostre łuki to prawdziwa przyjemność – choć przez chwilę możemy poczuć się na „Devilce” jak Rossi. Na motocyklu nie czuć przesadnego bujania, które przyprawia zazwyczaj o zawał serca. Sprzęt bez trudu prowadzi się po wyznaczonej linii. …jest niedrogi, mało pali, zapewnia spory komfort przy turystycznej jeździe i można się w niego spakować na kilka dni…

 

Krótko o serwisie – nie róbcie tego w domu, nie warto. Rozebranie tego wehikułu z połaci owiewek zajmuje mnóstwo czasu i kosztuje wiele niecenzuralnych słów. Praktycznie na każdym kroku trzeba odkręcić coś, żeby móc odkręcić następne elementy, by dostać się do docelowego podzespołu. Sam silnik jest prosty w obsłudze, jednak aby się do niego dobrać, musimy pozbyć się wielu części. Zawory regulowane są śrubami. Gaźniki to również klasyka i nie wymagają przesadnej troski. W nowszych modelach zastosowano już system CBS, który zapewnia komfort hamowania leniwemu użytkownikowi Deauville, ale sprawia trochę problemów przy obsłudze.

 

Niewątpliwą zaletą tego motocykla jest mała ilość min na rynku. Nie ma problemu ze znalezieniem sprawnego i zadbanego egzemplarza. Pozostaje tylko kwestia dogadania ceny. Do „Devilki” jest masa różnych akcesoriów – od podwyższeń kierownicy aż po szersze kufry, wyższe szyby i kanapy. Słowem – wszystko, co zapalonemu gadżeciażowi wpadnie w ręce.

 

Jeśli nie jesteś zbyt szalonym riderem, obce Ci są mocne przyspieszenia i przeciążenia niczym w F16, masz naturę spokojnego, zlotowego turysty – szczerze polecam ten model Hondy. Jest niedrogi, mało pali, zapewnia spory komfort przy turystycznej jeździe i można się w niego spakować na kilka dni. W zamian nie oferuje prawie żadnych wrażeń, choć z drugiej strony nie tego oczekujemy od taniego turystyka.

Więcej w Testy Moto
Triumph Tiger 800 XC – twardziel

Triumph niczego nie udaje. Jest twardzielem. Zaprojektowano go, jako gościa nie bojącego się transportować kufry, dwie osoby, namiotu, zapasu wody,...

Zamknij