Co prawda nie mamy tu do czynienia z motocyklem sportowym, który jak wiadomo starzeje się najszybciej, jednak po 8 latach od premiery pierwszego modelu Hondy Deauville 700 nadeszła pora na wprowadzenie nowej generacji. Poprzednia zdecydowanie zdążyła się już opatrzeć. Jeżeli chodzi o wygląd zewnętrzny to niewiele się zmieniło. Owszem, po kształcie owiewek od razu widzimy, że motocykl jeszcze chwilkę temu istniał jedynie jako projekt na desce kreślarskiej, lecz ogólny styl znany od lat pozostał niezmieniony. Trzeba przyznać, że w nowych szatach, a zwłaszcza w czarno-złotym malowaniu motocykl prezentuje się bardzo elegancko.

 

Można powiedzieć, że gdyby nie maxiskutery to właśnie Deauville byłby pojazdem dla biznesmena w garniturze. Pod plastikami poczyniono więcej zmian. Najważniejsza z nich to rozwiercenie silnika z 650 do 680 ccm, co zaowocowało podniesieniem mocy do 65 KM przy 8000 obr/min. Jak widać, mamy tu do czynienia raczej z ewolucją, niż rewolucją. Wspomniana moc może nie zerwie nam kasku z głowy i nie nabawi palpitacji serca, jednak kulturalna praca i liniowe oddawanie mocy rekompensują brak temperamentu. Poza tym, taki charakter silnika jest tu jak najbardziej pożądany.

Pierwsze wrażenia

Siadam na przepastną, wygodną kanapę Hondy Deauville 700 i już wiem, że z ergonomią nie będzie problemu. Wszelkie przełączniki są łatwo dostępne, a całość obsługi jest intuicyjna. Ze swoim średnio-kurduplowatym wzrostem (178cm) czuję, że siedzę wysoko. Ogólnie postawa przyjmowana na motocyklu jak i rozmieszczenie podnóżków, kierownicy itd. przypomina mi to znane z enduro. Dziwne, ale jednocześnie całkiem wygodne i praktyczne. Patrzę przed siebie i na szczęście nie mam wrażenia, że zaraz będę sterował konsolą Playstation – przede mną znajduję tradycyjną, przez co bardzo czytelną deskę rozdzielczą. Pomiędzy prędkościomierzem, a obrotomierzem ładnie wkomponowano mały komputer pokładowy. Dowiemy się z niego m.in. ile wynosi średnie oraz chwilowe spalanie. Brakuje tylko wyświetlacza biegów – musiałem nawinąć całkiem sporo kilometrów, zanim podczas szybszych przelotów przestałem szukać 6-ki. Ciekawostką w przekazanym mi egzemplarzu były zainstalowane światła przeciwmgielne, które odpalić było można poprzez dodatkowy moduł usytuowany na kierownicy. Co prawda przez cały okres testu mgieł nie uświadczyłem, jednak porcja dodatkowego światła zawsze poprawia humor nocą. Zresztą szczegółowo o oświetleniu powiem później. Hmm, co my tu mamy… Dwa podręczne schowki w przedniej owiewce – w tym jeden zamykany na kluczyk. Bardzo przydatna sprawa, szkoda tylko, że dostęp do nich utrudnia kierownica. Aby otworzyć prawy schowek musimy przekręcić kierownicę w lewo. Analogicznie postępujemy z drugim. Jest to naprawdę upierdliwe niedopatrzenie, przez które wolałem już trzymać dokumenty i komórkę w kurtce, niż za każdym razem kombinować.

Odpalam

Procedura powtarzana tysiące razy. Nic szczególnego, przecież siedzę na spokojnej maszynie… No tak, spokojna to może i jest, ale za to jak gada! Rasowy i donośny odgłos V-twina jest bardzo miły dla ucha. Może spod świateł nie odjedziemy na jednym kole, za to pohałasujemy trochę po okolicy. Zanim założyłem kurtkę, kask i rękawiczki silnik zdążył już nabrać odpowiedniej temperatury i można było spokojnie ruszać w świat. W końcu w katalogu Hondy “Devilka” odnajdziemy w kategorii motocykle turystyczne.

Wypad z miasta

Zanim jednak pojedziemy gdzieś dalej wypadałoby wydostać się z miasta. Warszawska siedziba Hondy mieści się przy ul. Puławskiej, której bliżej jest do sera szwajcarskiego, niż europejskiej drogi. Tak więc pierwsze przejechane metry tuż po odebraniu motocykla były doskonałą okazją do przetestowania zachowania Deauville’a na nierównościach. Wszelkie dziury są sprawnie połykane przez 115 mm skoku przedniego oraz 122,5 mm skoku tylnego amortyzatora. Zawieszenie nastawione jest na komfort, lecz bez przesady – jadąc Hondą nie mamy wrażenia poruszania się kanapą dziadka na dwóch kołach. Wszelkie koleiny i garby nie są w stanie zakłócić naszego toru jazdy. Mówiąc o zawieszeniu nie sposób pominąć patentu rodem z BMW. Mowa tu o wystającym spod kanapy pokrętle do regulacji. Dzięki niemu nie musimy wyprawiać cyrków z kluczami, wystarczy jeden ruch ręką i już dopasowujemy wstępne napięcie tylnej sprężyny do aktualnych potrzeb.

Znowu te korki

Wspomniana wcześniej ulica Puławska to nie tylko obraz złego stanu nawierzchni, to przede wszystkim korki aż do samego centrum. Okazuje się, że Honda Deauville 700 całkiem nieźle spisuje się w miejskiej dżungli. Niestety, po silniku w układzie V spodziewałem się lepszej elastyczności. Ogólnej charakterystyki silnika na pewno nie można zaliczyć do minusów tego motocykla, jednak podczas jazdy w korku potrzebna jest duża precyzja w obsłudze sprzęgła i rollgazu. Jak już mówiłem, na Deauville’u przyjmujemy krzesełkową, wyprostowaną pozycję. Dzięki temu doskonale widzimy co się wokół nas dzieje. Podczas przeciskania się między samochodami najbardziej przeszkadzały mi szeroko rozstawione lusterka. Co prawda mamy doskonały widok na to, co znajduje się za naszymi plecami, jednak to właśnie przez nie często utkniemy w korku razem z autami. Moje największe obawy dotyczyły wagi motocykla i wysokości siedzenia, jak się okazało, martwiłem się zupełnie niepotrzebnie. Może i masa na poziomie 236 kg nie jest klasą fitness, a 806mm wysokości to nie szorowanie tyłkiem po asfalcie jak w chopperach, ale wystarczy jedynie poznać się bliżej z Hondą, a dla wprawnego jeźdźca sprawne poruszanie się ulicami miasta będzie przysłowiową “bułką z masłem”.

Daleka droga do domu…

Nareszcie, udało się przebić do trasy. Zapinam kolejne biegi, świat przemyka coraz szybciej i szybciej. Chwila, czy mi się wydaje, czy samochody stoją w miejscu? Szybko zerkam na prędkościomierz i ups! Kodeks drogowy chyba nawet nie wspomina o takich wartościach. Spuszczam trochę z tonu, ale cały czas coś mi tu nie gra. Niby jedziemy delikatnie mówiąc – nieprzepisowo, a jedyne co odczuwam to leciutki zefirek w okolicach nóg. Odpowiedź jest prosta, Honda musiała długo pracować nad odpowiednim wyprofilowaniem owiewek. Dzięki temu za kierownicą panuje całkowita cisza i spokój nawet przy prędkości maksymalnej – 190 km/h. W najwyższym położeniu szyba ochroni osoby o wzroście ponad 1,80 m. Ahh zapomniałem wyjaśnić – szyba regulowana jest w dwóch pozycjach. Co prawda cała procedura wymaga użycia narzędzi, jednak polecam chwilę zabawy. Tym bardziej, że jak raz ustawicie najwyższe położenie, tak zapewne zostawicie je już tak do końca.

Zen

Spokój to jednym słowem idealne określenie zachowana Hondy Deauville 700. Nerwowe myszkowanie podczas pokonywania szybkich łuków czy też niestabilność jazdy na wprost – tego na pewno nie doświadczymy. Układ hamulcowy jest skuteczny. Co prawda efektywne hamowanie wymaga wciśnięcia obu klamek, mamy tu jednak pewność zupełnie jak używając podpaskek “Always”: zawsze szybko, zawsze bezpiecznie i zawsze pewnie. Mówiąc bezpiecznie mam na myśli seryjnie montowany system ABS. Spisuje się on bardzo dobrze, dzięki niemu podczas jazdy odczuwamy olbrzymi komfort psychiczny. Docenią to zwłaszcza niedoświadczeni motocykliści. Nie musimy się szczególnie zastanawiać który hebel nacisnąć mocniej i czy w ogóle należy go dotykać. W razie pojawienia się niebezpieczeństwa dajemy ostro po obu – motocykl zrobi za nas resztę. Dobrą sprawą jest to, że w standardzie otrzymujemy światła awaryjne, czasem przydają się… na szczęście tylko do czytania mapy.

Prawie jak w fotelu przed telewizorem

Jadąc na trasie mało interesowałem się sprawą komfortu. Podziwiając przemijający krajobraz i delektując się basowym brzmieniem z wydechu po prostu o tym… zapomniałem. Wszystko wyszło po przejechaniu kilkuset kilometrów. Wtedy to właśnie zsiadając powiedziałem do siebie : To już? Tak po prostu? Ja chcę więcej! Kiedy jadąc na innych motocyklach marzymy o postoju, tu miernikiem przebytej odległości jest wskazanie drogomierza, a nie zmęczenie. Miejsca jest pod dostatkiem, ochrona przed czynnikami atmosferycznymi wzorowa, pasażerka ma do dyspozycji duży i stabilny uchwyt. Jeżeli jeszcze pokusimy się na akcesoryjny zestaw audio, to można tak jechać i jechać bez końca. Tym bardziej, że bez tankowania spokojnie można zrobić do 350 km. Wymieniając te wszystkie zalety prawie zapomniałem o najbardziej charakterystycznej cesze Deauville`a, czyli zintegrowanych kufrach ! Są one naprawdę duże, łączy je tunel przez który przeprowadzić można całkiem długie przedmioty np. stelaż od namiotu. Gdyby tego było mało, możemy sobie zamówić większe pokrywy. Wtedy to spokojnie możemy otworzyć firmę transport – przeprowadzki. Szkoda jedynie, że nie dano nam możliwości zdjęcia kufrów choćby tylko po to, aby wieczorem po przyjechaniu do hotelu odczepić je i zabrać wszystko zupełnie jak w walizkach podróżnych. Nie sposób zapomnieć o jeszcze jednym, ważnym aspekcie zarówno w turystyce, jak i w codziennej eksploatacji. Mam na myśli napęd wałem Kardana. Bez niego, to nie byłby już ten sam motocykl. Czysty, cichy i bezobsługowy sposób przeniesienia napędu pasuje tu jak ulał. 

Tak więc motocykl idealny?

Niestety, ale nie. Przy prędkości około 140 km/h pojawiają się odczuwalne drgania kierownicy oraz podnóżków. O ile kierowca nie będzie szczególnie narzekał, to pasażerka ze skłonnością do łaskotek może stać się prawdziwie nieobliczalna. Co gorsza wibracje nie pojawiają się tylko przy wspomnianej prędkości, wręcz przeciwnie – robią się coraz bardziej dokuczliwe wraz z jej wzrostem! Poza tym pasażerce nie polecam podróży w ulubionych butach od Versace`go. Chwila nieuwagi i przepiękne obuwie może zamienić się w lepką, czarną maź przyklejoną do tłumika. Nie musze mówić w co zamienić się może Wasze życie po takiej przygodzie…

Błyskotki

Obiecałem wcześniej powiedzieć co nieco o oświetleniu. Ogólnie rzecz ujmując seryjne światła to standard. Nie ma nad czym szczególnie się rozpisywać. Dwupoziomowe reflektory świecą poprawnie, są wystarczające przy każdej prędkości i nie ma z nimi żadnego problemu. Inna sprawa to dodatkowe światła przeciwmgielne. Niby jest to tylko dodatek, a jednak bardzo przydatny. Jak już wcześniej wspomniałem, niestety nie dane było mi wykorzystać zestawu podczas prawdziwej mgły. Nie zmienia to faktu, że podczas codziennej “bezmgłowej” eksploatacji też dobrze je mieć. Jadąc gdzieś z dala od cywilizacji doskonale sprawdzały się jako wspomagacz przedniego reflektora. Z tyłu ów dodatek opiera się na kilku diodach LED. Małe, a daje po oczach równo. Dzięki temu zamyśleni kierowcy samochodów nie zrobią sobie z naszej d… tzn. z naszego tyłu miejsca parkingowego. Jeżeli już mowa o parkowaniu. Masa ponad 200 kg nie zawsze może chcieć się nas w pełni słuchać, wystarczy motocyklem stanąć na garbie, a nogą trafić w koleinę: paciak parkingowy jak malowany. Na szczęście przed poważnymi skutkami takich sytuacji chronią nas crashpady. Jeden z naszych czytelników miał wątpliwą przyjemność testowania ich przydatności i podzielił się z nami swoimi spostrzeżeniami, polecam więc przeczytać dalszą część testu – opinie użytkowników.

Czas na…

Podsumowanie może okazać się nieco trywialne, jednak trudno o Hondzie Deauville 700 powiedzieć coś innego, niż to że jest bardo udanym, uniwersalnym motocyklem na co dzień. Dlaczego? W końcu mamy tu do czynienia z dobrze wyposażonym, bezobsługowym pojazdem. Posiada on wiele udogodnień i ciekawych rozwiązań, a wszystko to za cenę 36 900 zł. Polecam wszystkim widzącym w jednośladzie pojazd użytkowy, a nie rakietę na dwóch kołach. Spodoba się osobom, które codziennie od poniedziałku do piątku dojeżdżają motocyklem do pracy, a w weekendy chętnie pojadą w góry, czy inne Mazury. Nie będzie ich obchodziło gdzie schować swój dobytek, kiedy nasmarować łańcuch i gdzie zaplanować postój, aby rozprostować kości. Będzie to po prostu niczym niezakłócona, pełna przyjemność z jazdy.

Opinie użytkowników

Kuba Szurgot | Moja TDM 850 służyła dzielnie przez cały sezon. Woziła mnie przez blisko 10 tysięcy kilometrów. Pora, by spróbować jakiegoś innego motocykla. Kupiłem bardzo mało używaną Hondę NT700V Deauville. Pomyślałem, że ten właśnie model będzie pasował do mojego charakteru włóczykija.

 

Pierwsze wrażenia były ciekawe. “Rowerek Bobo” pomyślałem. Prowadzi się łatwiutko na małych prędkościach. A manewrowość jest wręcz nieporównanie większa. Zapłaciłem i pojechałem na kołach do domu. W trasie okazało się, że prawie 20 KM mniej daje się odczuć. Przyśpieszenie nie to, co u Yamahy, jednak wystarcza. Mimo wszystko brakuje mi trochę tego odejścia. Gdy TDM-ką jechałem 140 km/h, to wystarczyło mocniej odwinąć manetkę i motocykl skakał do przodu, jakby coś go pchało z ogromną siłą. Deauville w takiej samej sytuacji tylko zwiększa prędkość.Yamaha ma układ cylindrów pseudo-V. Tu jest prawdziwe V. Klang podobny, jednak w Hondzie dźwięk jest dużo niższy. Dziwi mnie to trochę, bo obydwa motocykle mają czerwone pole obrotomierza na tej samej wartości (8,5 tysiąca). Pewnie sprawa wydechów. Ochrona przed wiatrem w Deauville’u zdecydowanie skuteczniejsza. Wyjątkiem są stopy. W czasie jazdy w deszczu na TDM-ce miałem stopy suche, co jest o tyle dziwne, że TDM nie ma żadnych owiewek na dole. Deauville też nie ma i stopy otrzymują swoją dawkę deszczu i wiatru. Chyba zakupię dodatkowy deflektor. Reszta na wysokim poziomie. Kask mam teraz cichszy. Słyszę silnik pięknie praktycznie na każdej prędkości. Baaa… nawet słychać wyraźnie szmery ssania. W życiu nie jechałem na tak dobrze osłoniętym motocyklu. Jedynie “plecaczki” mi narzekają ciut na wibracje tylnich podnóżków. Poza tym wygoda zarówno dla pasażera, jak i kierowcy jest wyśmienita, choć TDM również jest wygodny. Po przejechaniu na Hondzie blisko 5 tysięcy kilometrów stwierdziłem, że był to dobry wybór. Żeby miała te 20KM więcej… Ech… Widocznie nie można mieć wszystkiego.

 

Robert Broniszewski | Mój egzemplarz jest wyposażony w ABS (zresztą w Polsce innego się u Hondy nie dostanie) i zakupione od razu dodatkowe osłony na nogi i ręce. Była to, jak wykazała praktyka, bardzo trafna inwestycja (choć nie tania) w sumie ok. 1500 zł, ale czego się nie robi dla komfortu ?! Dokupiłem też większe pokrywy do kufrów, szkoda że fabrycznie ich nie montują. No, ale Honda musi na czymś zarabiać (1300 zł- komplet)

Jak jeździ Deauville? Świetnie! Jest stabilny jak tramwaj na szynach, zarówno na prostej jak i w zakrętach. Obce mu są jakiekolwiek trzepotania kierownicą, nawet z pełnym obciążeniem. Koleiny? Byłem zdumiony jak łatwo i pewnie wyprzedza się samochody na drodze z głębokimi koleinami. Frezy? Te też nie robią na nim większego wrażenia. Zawieszenie jest dość komfortowe, a możliwość łatwej regulacji tylnego pozwala na takie dobranie sztywności, że nawet z pasażerem nie dobija. Pozycja kierowcy bardzo wygodna, wyluzowana, choć krzesełkowa.

 

W każdym razie, nawet po 11 godzinach jazdy z krótkimi przerwami i pokonaniu 600 km nie wymagałem reanimacji. Przy tym naprawdę rewelacyjna osłona od wiatru, na Deauvillu naprawdę nic nie wieje! Nawet pasażerowi, a tu bazuję na opinii kilku plecaczków, o dziwo w znacznie droższej Pan Europie pasażerowi główkę urywa ! Nie narzekały też one na wygodę, choć jedna przyzwyczajona do Burgmana 400 stwierdziła że tamten ma siedzisko obszerniejsze i wygodniejsze, druga to samo stwierdziła o Aprilli Atlantic 500. Fakt, te skutery kanapy maja jak sofy, choć i Deauvill nie ma się czego wstydzić i żaden z plecaczków z jazdy na nim nie zrezygnował. Wracając do tego wiatru, bez dodatkowych osłon po łapkach wieje – z nimi nic, to samo z łydkami. Naprawdę warto te dodatki kupić, poprawiają wygląd i komfort. Także i tutaj inżynierowie Hondy odwalili kawał dobrej roboty! Zdolności ładunkowe? Po wymianie pokryw wchodzi sporo, do lewego spoko zmieści się integrala, do prawego też by się zmieścił, tyle że ze względu na tłumik prawa pokrywa nie otwiera się tak szeroko jak w lewym i po prostu kasku się nie wciśnie, A fe! Wadą tych kufrów jest również to, że bez dodatkowych toreb załadunek jest kłopotliwy. Niestety nie są wypinane i nie mają też w środku gum. Torby zmniejszają te wady, ale niestety, zajmują cenne miejsce. Na szczęście zostaje go jeszcze sporo. Co do firmowego Topcasa, ładne to, ale teraz kupił bym raczej komplet od Giviego i zamiast 46l miałbym 52l Maxii, za 1/3 mniejsze pieniądze. Givi ma poza tym lepszą funkcjonalność – ten hondowski ma tak dziwną konstrukcję, że często klamoty wewnątrz są przycinane i utrudniają zamykanie. Zaletą jest przewidziane przez Hondę miejsce w stelażu na U-Lock, niestety tylko firmowy (takie specyficzne wymiary, co za pech).

 

Teraz napęd: skrzynia biegów pracuje z japońską precyzją, ale medal temu kto wrzuci jedynkę bezgłośnie – musi kliknąć. Za to reszta perfekt. Również trzeba przywyknąć do redukcji z 2 na 1 z międzygazem, wtedy jest bezgłośnie.

 

Co ciekawe w Deauvillu nie da się zmieniać biegów bez wciskania sprzęgła, konstruktorzy być może w trosce o trwałość skrzyni przewidzieli taką blokadę – może i dobrze ?! Sprzęgło pewne, precyzyjne i lekko pracujące choć na lince. Klamka ma regulację więc łatwo ją dopasować do własnej graby, podobnie zresztą jak i klamkę przedniego hamulca. Wyregulować można również zgodnie z własnymi potrzebami, dzwignię biegów i hamulca nożnego(tylno-częściowoprzedniego). Silnik oddaje moc w sposób przewidywalny, może dla tego, że koników jak na prawie siedemsetkę nie za dużo, a i masa Deauvilla spora. Co nie znaczy , że jest to muł, wręcz przeciwnie reakcja na manetkę jest co najmniej satysfakcjonująca. Warunek tylko taki, że zacząć trzeba od min. 4000 obr/min.(dla 5 biegu to 100 km/h). Spokojnie da się jechać na 5-tce i 70 km/h, ale próba przyśpieszania zakończy się szarpaniem napędu. Silnik Deauvilla mimo że V-twin z elastycznością czoperów nie ma nic wspólnego – trzeba go kręcić. Powyżej 5000 obr/min to już jest ogień, aż do 8000 liniowo. Wyżej też można, aż do 9000 kiedy elektronika odcina zapłon. Nie warto tego jednak robić, bo moment obrotowy maleje. Ogólnie kardanowy napęd Deauvilla, świetny bo praktycznie bezobsługowy, jest sztywny i trzeba jadąc wolno bądź manewrując z niewielkimi prędkościami stosować półsprzęgło, bo jak nie, to szarpnie i zgaśnie. Zdarzyło mi się to np. przy przejeździe przez leżących policjantów i niestety przy zawracaniu, a w pochyleniu takie nagłe STOP kończy się położeniem Deauvilla. Jest on niestety dość ciężki i powyżej pewnego kąta nóżką się już nie podeprze. W takiej sytuacji pomagają i chronią fabrycznie zamontowane craschpady, Deauville’a bezpiecznie spocznie na nich i na krawędzi kufra. I tu ciekawostka, stary Deauville miał doły pokryw kufrów czarne, co teoretycznie miało zabezpieczać przed rysowaniem. Nowy ma całe lakierowane. Na początku myślałem ze to gorzej, ale okazuje się, że nie!

 

Łatwiej naprawić drobne odpryski czy ryski na lakierze niż na plastiku o fakturze gęsiej skórki, wystarczy tylko pędzelek i ewentualnie odrobina szpachlówki. Wracając do silnika, na początku byłem nim nieco rozczarowany, bo jakoś nie czułem tych 65 KM, do czasu aż minęło 3000 kilometrów.

Zaczął wtedy żwawiej jeździć, a i palić prawie litr mniej !!!

 

Tak więc cierpliwości, warto Deauvilla dobrze dotrzeć zanim da mu się w palnik. Teraz buja się do 190 km/h na zegarze i pali 4.2 – 4.9 litra/100 km. ta druga wartość to już dla 2 osób i przelotowej na poziomie 140 km/h. Jest to zresztą najlepsza dla Deauvilla prędkość. Silnik ma najmniejsze wibracje (ok. 6000 obr./min), a reakcja na manetkę jest bardzo szybka i z wyprzedzaniem nie ma wtedy kłopotu. Powyżej 140 km/h, dobrze obudowany Deauville stanowi spory opór dla powietrza i zaczyna więcej pić, ale nawet przy naprawdę ostrej jeździe nie przekroczyłem średniej 5.8 litra/100 kilometrów. W każdym razie, jadąc normalnie, przejechanie 300-340 km pomiędzy tankowaniami nie jest żadnym problemem, a ilość pozostałego paliwa (z reguły 2-3 litry.) zapewnia komfort szukania stacji z tańszą wachą.

 

Co jest jeszcze rewelacyjne: lusterka – duże na odpowiedniej wysokości w których widać WSZYSTKO, lepszych nie widziałem.

No dobra. Piszę i piszę, malując tu obraz ideału, no, ale aż tak dobrze nie jest. Deauville ma też wady:

 

największą jest bardzo głębokie umieszczenie stacyjki,. Niby nic, ale jak ma się oprócz klucza, pilota i jeszcze parę innych rzeczy to zdarza się, że się to tak zaplącze, pomiędzy stacyjką i wspornikami kierownicy, że nie idzie wtedy ani przekręcić, ani wyjąć!

Druga wada to reflektor, nie, nie jest zły, na długich, kiedy świecą oba, jest wręcz rewelacyjnie, ale dlaczego światło mijania jest tylko jedno? Tego już nie rozumiem. Przydałoby się więcej światła.

 

Dla kogo jest więc Deauville? Ano dla takich jak ja, szukających pewnego, trwałego, o niekłopotliwej obsłudze (w Deauvill’u… olej wymienia się co 12 000 km!) sprzętu, zapewniającego dobre właściwości jezdne, ekonomię i komfort jazdy. Nie da się ukryć że Deauville nie ma w swojej klasie (cenie) konkurencji. Na pewno nie jest to sprzęt dla młodych poszukiwaczy osiągów, raczej dla dojrzałych włóczykijów.

A i jeszcze jedno bo niektórzy mylą to nie jest Devill – diabeł, tylko Deauville (czytaj Dowill) – to miejscowość i gmina we Francji, w regionie Dolnej Normandii, w departamencie Calvados… Ale czasami z niego diabełek wychodzi, oj wychodzi.

Więcej w Testy Moto
Suzuki GSR 600 – miejski wojownik

Rozpoczynając opowieść o Suzuki GSR 600, musimy cofnąć się do roku 2001. Wtedy to właśnie Suzuki podczas targów Tokio Motor...

Zamknij