Osoby niedoświadczone w jeździe terenowej mają sporą szansę na to, że zamiast podziwiać widok kwiatów na polanie, będą owe kwiaty wąchać… od dołu… Ten przerysowany fakt ma na celu uzmysłowienie problemu początkujących offroad’owców. Oferta motocykli jest bogata, jednak nawet sprzęty o pojemności 250ccm oferują jak na swoją masę pokaźną ilość koni mechanicznych. Dodatkowo wyposażone są w wyszukane, w pełni regulowane zawieszenia oraz wysokiej klasy osprzęt. Teoretycznie wszystko fajnie. Problem polega na tym, że po pierwsze wymienione zalety kosztują niemało, a po drugie niewielu amatorów będzie w stanie je w pełni wykorzystać. W odpowiedzi na pytania motocyklistów, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z terenem Honda zaprezentowała nowy model CRF250L.

 

Cel od początku był jasny. Stworzenie motocykla taniego i łatwego do opanowania. Biorąc pod uwagę bogatą historię serii XR byliśmy pozytywnie nastawieni do nowości od Hondy. Po informacji na temat ceny nowej CRF nasze podejście do motocykla było bardziej ochocze niż przeciskanie się w kolejce do baru w dniu ukończenia 18 lat. Musimy zapłacić dokładnie 19 100 złotych, żeby wyjechać z salonu nowym motocyklem! To całe 8 tysięcy mniej niż musielibyśmy zapłacić za wersję X i jakiś zyliard mniej niż wypłacilibyśmy za jakiegokolwiek KTM! Przeglądając zdjęcia z informacji prasowej spodziewaliśmy się garbatego osiołka, tymczasem na żywo CRF250L robi bardzo przyzwoite wrażenie. Jest to w pełni wymiarowy motocykl, na którym odnajdzie się nawet wysoki kierowca. Przy pierwszym kontakcie sami siebie nabraliśmy będąc pod wrażeniem, że tak tani sprzęt wyposażony jest w aluminiową ramę. W błąd wprowadziła nas stylistyka kołyskowej konstrukcji wykonanej ze stali. Pomimo tego motocykl zatankowany pod korek waży 144kg. Offroad’owi wyjadacze powiedzą, że dużo. Amatorzy, że prawie nic… Ważnym aspektem jest przyjazność dla kierowcy. Homologacja motocykli typu enduro często jest sprawą umowną. Ledwo żarzące się lampy nie dość, że działają na policję jak piłka na szczeniaka to nie budują zbytniego bezpieczeństwa na drodze. Oświetlenie CRF możemy nazwać pełnowymiarowym przez co nie będziemy mieli problemów ani z prawem, ani z nocą. Za kierownicą przywita nas wyświetlacz, który poza podstawowym prędkościomierzem i licznikiem przebiegu wyposażony jest we wskaźnik poziomu paliwa. Jest to rzadkość w tego typu motocyklach. Rozruch oczywiście odbywa się za pomocą guzika. Sekunda i do życia budzi się silnik o pojemności 249ccm. Jego dźwięk zdradza ekologiczno-ekonomiczne nastawienie jednostki napędowej. Na wolnych obrotach singiel jest ledwo słyszalny. Z racji tego, że Honda podczas testu nie była jeszcze zarejestrowana jazdę zaczęliśmy od razu w lesie. Pierwsze 200 metrów i osiągamy poziom relaksu hipisa w Holandii. Skrzynia biegów działa gładko, wtrysk paliwa dba o płynne przyspieszanie, a zawieszenie spokojnie wybiera nierówności. Przyjmując za kryterium jazdę hobbystyczną uznajemy, że motocykl jest idealny. Mało tego! Dzięki podnóżkom dla pasażera na przejażdżkę możemy zabrać swoją wybrankę i eksplorować wszelkiego rodzaju krzaki. Załóżmy jednak, że jesteśmy ambitnymi amatorami i kupiliśmy CRF250L w celu nauki dynamicznej turystyki leśnej. Jednostka napędowa generuje 23 KM przy 8500obr/min i w okolicach tego zakresu obrotów będziemy musieli się poruszać. Cudów nie ma i brak potencjału obrotów niskich musimy nadrabiać brawurą. CRF podczas zabaw w odwijanie gazu i strzelanie ze sprzęgła nie wprowadzała żadnego sprzeciwu. Mocy brakuje dopiero gdy podczas szybkiej jazdy chcemy zawęzić zakręt poślizgiem tylnego koła. Pokonując strome podjazdy na pierwszym biegu silnik drze się i wrzeszczy ale nie odpuszcza i wciąga nas na każde wzniesienie Pod warunkiem, że nawierzchnia zapewni wystarczającą trakcję dla tylnego koła. Spore znaczenie mają tutaj opony. CRF w standardzie ma również sprawdzać się na drogach asfaltowych dlatego nie możemy mieć pretensji do fabrycznych gum. Zawieszenie zgodnie z oczekiwaniami nie posiada możliwości regulacji. Jego miękka charakterystyka da nam się we znaki dopiero gdy zaczniemy wykonywać CRF’ą loty. Motocykl nie został do tego zaprojektowany. Podczas dynamicznej amatorskiej jazdy nie brakuje trakcji, a maszyna posłusznie obiera zaplanowane linie przejazdu. Układ hamulcowy ze sporym zapasem bezpieczeństwa radzi sobie z wyhamowaniem motocykla. Wyczucie dźwigni pozwala uchronić się przed zablokowaniem kół na luźnej nawierzchni. Producent obiecuje spalanie na poziomie 3 litrów na 100 kilometrów. Pomimo tego, że nie wykonaliśmy dokładnych obliczeń po obserwacji wskaźnika paliwa stwierdzamy, że nawet podczas ostrzejszej jazdy silnik nie pochłoną o wiele więcej benzyny.

podsumowanie

Honda CRF250L jest idealnym wypełnieniem luki w ofercie motocykli terenowych. Napędzeni rywalizacją swoich wyczynowych maszyn producenci zapomnieli o motocyklistach, którzy offroad traktują jako relaks, a nie sport. Nowość z Japonii okaże się niesamowitym weekendowym kumplem. Bezawaryjnie i spokojnie będzie nas wozić po każdym terenie. Po pewnym czasie zbuduje w nas pewność siebie i pozwoli na bardziej dynamiczną jazdę przygotowując na posiadanie mocniejszych i bardziej bezkompromisowych maszyn. Dodatkowo podejrzewamy, że świetnie sprawdzi się w mieście, gdzie tanio i skutecznie będzie przebijać się prze korki. Bez wątpienia zaspokoimy naszą ciekawość jak tylko dostaniemy w nasze ręce zarejestrowaną Hondę CRF250L.

Więcej w Testy Moto
Redline Glory 5X

Czy jednoczesne połączenie bezpieczeństwa, designu oraz funkcjonalności sprawdziło się w spodniach Redline Glory 5X, postaramy się pokazać w niniejszym teście.

Zamknij