Czy różni się czymś od testowanego poprzednio FogCity? W który lepiej zainwestować? Odpowiedź znajdziesz w tym teście.

Antifog Oxforda kosztuje niecałe 60 zł, więc niemal tyle samo, co FogCity. Jako że w teście nie obędzie się bez szeregu porównań do wspomnianego FogCity, to najlepiej zapoznać się z jego testem przed kontynuacją bieżącej lektury.


W kartonowym opakowaniu znajdziesz antifog zabezpieczony przed uszkodzeniem przezroczystą folią. Wokół Oxforda została naklejona przezroczysta „ramka”, którą możesz przykleić na wizjer, żeby nie mieć później problemów z równym przyklejeniem antifoga. Nie jest to zbyt potrzebne, ponieważ idealnie na środku przy dolnej krawędzi antifoga znajduje się zielony napis „Ultra Clear”. Wystarczy wymierzyć napisem w środek wizjera i problem równego naklejenia jest z głowy. Na opakowaniu znalazła się informacja, że jego uniwersalny kształt pasuje również do kasków Arai. Sam antifog jest dość sporych rozmiarów i spokojnie zakryje całe pole widzenia. Oxford trzyma się na wizjerze dokładnie w ten sam sposób, co  FogCity – brzegi antifoga są pokryte klejem. Niestety, klej jest widoczny z zewnątrz i niektórzy mogą uznać, że kask gorzej przez to wygląda.


Jako że teoria raczej nikogo zbytnio nie interesuje, czym prędzej przejdę do najważniejszej części testu…

Praktyka

Do testów posłużył ten sam kask, co w przypadku recenzowania FogCity, czyli Nolan N84 oraz okazjonalnie parę innych „garnków”. Fabryczny pinlock został ściągnięty i jego miejsce zajął Oxford. Pierwsze jazdy odbyły się w całkiem niezłych warunkach atmosferycznych (temperatura ok. 15 stopni i znikoma wilgotność powietrza), niemniej jednak wizjer bez antifoga już wówczas szybko parował. Zamontowanie Oxforda rozwiązało problem i jeździło się komfortowo – parowanie zniknęło. Podczas postojów na światłach nie było konieczności otwierania wizjera, chociaż już wtedy dało się zauważyć, że wilgoć miała problemy z odparowywaniem (fabryczny pinlock czy też FogCity sprawiały, że również skroplona para wodna znikała bardzo szybko). O ile nie było to dokuczliwe przy dobrej pogodzie, o tyle przy kiepskiej zaczynało doskwierać. Im gorsze warunki atmosferyczne, tym szybciej woda osadzała się na antifogu, a co za tym idzie, obraz stawał się niewyraźny. Nie przeszkadzałoby to bardzo, gdyby nie fakt, że wizjer potrafił zaparować nawet przy szybszym oddechu! Para szybko znikała, ale szybę i tak trzeba było otwierać, żeby pozbyć się wilgoci z antifoga. Efekt dokładnie taki, jak w kaskach z zamontowanym fabrycznie antifogiem w postaci folii lub z dołączonym sprayem, jak w przypadku garnków Airoha.

 

Przyznam, że spodziewałem się o wiele więcej po tym Oxfordzie, tym bardziej że jego cena nie czyni go produktem niskobudżetowym. Podczas jazdy problemów nie było, wizjer nie parował, jednak w czasie postoju na światłach należało otworzyć wizjer. Powolne toczenie się przez miasto w późnojesienną pogodę również nie było komfortowe, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że seryjne folie antifog na wizjerach niektórych kasków sprawują się lepiej od testowanego Ultra Clear.


Niestety, na tym przewaga FogCity nad Oxfordem się nie kończy. Myjąc antifog, nieważne jaki, trzeba być bardzo ostrożnym i delikatnym. Nie mogłem się jednak oprzeć wrażeniu, że Oxford jest jeszcze delikatniejszy, niż FogCity. Z obydwoma antifogami obchodziłem się tak samo, myjąc je wyłącznie wodą z dodatkiem mydła i ewentualnie przecierając palcami. O ile FogCity po naprawdę sporym przebiegu wciąż działał jak nowy, o tyle Oxford miejscami zaczął jeszcze bardziej parować. Mógłbym go porównać do seryjnych antifogów Suomy, które również wydają się być delikatniejsze, niż  pozostałe.


Jest coś jeszcze… Jak pamiętacie, FogCity można było demontować i montować ponownie dziesiątki razy. Oxford Ultra Clear po demontażu pozostawiał część kleju na wizjerze, ciężko było go usunąć, a, co gorsza, po kolejnym przyklejeniu Cleara do szyby, nie trzymał już tak dobrze, jak za pierwszym razem – jego dolna część potrafiła się odkleić podczas jazdy z rozszczelnionym wizjerem. Docisnąłem więc antifog jak najmocniej do szybki i już się nie odkleił, jednak po następnym ściągnięciu Oxforda kolejna porcja kleju została na wizjerze. Podsumowując – wielokrotny użytek w przypadku Ultra Clear lepiej sobie odpuścić.

Podsumowanie

Niestety, produkt Oxforda zawodzi na całej linii i stawianie go na tej samej półce, co FogCity nie ma najmniejszego sensu, mimo że kosztują niemal tyle samo. Antifog Ultra Clear nie spełnił swojego zadania. Chociaż w dobrą pogodę zamontowanie go przynosi spodziewane efekty, to w gorszych warunkach nie dość, że nie radzi sobie z odparowaniem wilgoci, to jeszcze na postoju potrafi zwyczajnie zaparować. Po teście z przyjemnością zdemontowałem Oxforda Ultra Clear i wróciłem do sprawdzonego FogCity, który, pomimo wielomiesięcznej eksploatacji, zdecydowanie bardziej zasługuje na miano „Ultra Clear”, niż świeżo wyjęty z opakowania Oxford.


 

 

PLUSY MINUSY

– pasuje do kasków Arai

 

– skuteczny tylko kiedy jest ciepło,
– szybko osadza się na nim wilgoć,

– klej widoczny na obrzeżach,

– jednorazowego użytku,

– brak wersji przeznaczonej do wizjerów sferycznych,

– fatalny stosunek jakości do ceny

 

 

Antyfog Oxford Ultra Clear dostępny jest w pasażu motocyklowy.pl:

Więcej w Testy Moto
Rękawice RetBike Spider

Rękawice RetBike Spider to model typowo letni – świadczą o tym wloty powietrza na palcach i liczne tekstylne wstawki. Poprzednie...

Zamknij