Seria YZ obecna jest na rynku już od pewnego czasu, a więc nie trzeba jej nikomu przedstawiać. Na rok 2014 Yamaha postanowiła odświeżyć model, który znacie już od sezonu 2010. Według opisu sprzęt ma być lżejszy, szybszy i zwinniejszy. Nowy silnik, nowe podwozie, nowa jakość. Tyle w teorii, a jak wygląda praktyka?

 

Crossowa 450-tka to już nie przelewki. Aby wychwycić wszystkie delikatne zmiany, które wprowadzają producenci i sprawdzić, czy rzeczywiście wpływają one na zachowanie się motocykla potrzeba prawdziwego specjalisty. Wykonaliśmy więc krótki telefon do zaprzyjaźnionego z redakcją Łukasza Kurowskiego:

 

– lecisz do Włoch testować nową Yamahę!
– hmm… OK!

 

Jak widać, długo nie trzeba go było namawiać. Nasz wysłannik trafił na gorący tor Santa Barbara, aby przetestować nową YZ450F. “Gorący” tor to trochę zbyt delikatnie powiedziane, jako że na miejscu panowała temperatura 35 stopni Celsjusza, ciśnienie w oponach samoczynnie się podnosiło, olej stawał się rzadki, a gdyby nie nawodnienie, tor prawdopodobnie wysechłby na wiór i wciągnął Łukasza jak ruchome piaski. Przejdźmy do sedna, bardzo niebieskiego sedna. Mówiąc prościej gdyby nie charakterystyczna barwa Yamahy, trudno byłoby znaleźć podobieństwo pomiędzy nową, a  starą YZ450F. Niebieskie malowanie nowej Yamahy zyskało na charakterze i teraz jest zdecydowanie agresywniejsze od poprzedników, niemniej zostało stonowane srebrnymi obręczami kół. Jeżeli pragniesz, żeby spod błota Twój motocykl wyglądał dziko i drapieżnie (a wiemy, że tak jest), zamiast oklepanego niebieskiego zainteresuj się odjechanym malowaniem biało-czerwonym na czarnych obręczach, wygląda ekstra!

 

Już z daleka widać, że nowa Yamaha jest znacznie węższa od poprzedniczek, a cała linia motocykla agresywnie woła o surowe traktowanie manetki gazu. Ponadto więcej wolnej przestrzeni pod kanapą sprawia, że YZta wydaje się lżejsza i jeszcze bardziej chętna do ostrych zakrętów. Nowy styl motocykla jest nie do podrobienia. Widać elementy charakteryzowane na fabryczne, ale nie ma wątpliwości, że YZ450F jest też dopasowana zarówno do wymagań zawodowców, jak i zwykłych amatorów motocrossu. Chcąc znaleźć wlew paliwa, nie znajdziemy go w miejscu, w którym być powinien.. Został on ukryty pod przednią częścią kanapy to pozwala dosiąść motocykl w zakręcie jeszcze bliżej kierownicy.

 

Już po wstępnej jeździe motocyklem potwierdzają się pierwsze spostrzeżenia. Yamaha jest zdecydowanie smuklejsza od swojej poprzedniczki. Siedząc za kierownicą okazuje się, że jest ona (i cały jej osprzęt) zupełnie identyczna, ale za to uwagę zwraca nowa górna półka ze stabilizatorami, które zastąpiły sztywne mocowanie. To rozwiązanie, jak się później okazało, zredukowało drgania przenoszone na ręce kierowcy, jednocześnie nie ujmując niczego w wyczuciu przedniego koła. Nowa półka to nie tylko stabilizatory, ale też możliwość regulacji oddalenia kierownicy. To miło, ponieważ takiego połączenia  nie spotyka się na co dzień u konkurencji. Kolejne spostrzeżenie to twardsza kanapa, która przyczyniła się do lepszej kontroli motocykla w zakrętach. Siedzenie nie tylko zaczyna się bliżej kiery, ale jest też pociągnięte zdecydowanie dalej do tyłu – przy wzroście ok. 180 cm nie robi to większej różnicy, ale wyżsi riderzy z pewnością docenią to rozwiązanie. Poza tym kanapa jest prosta, co według nas poprawia wyczucie motocykla, a co za tym idzie – jego zwinność.

Mniej znaczy więcej?

Na pierwszy rzut oka rama nie różni się w stosunku do poprzedniego modelu, wyłącznie wprawne oko zauważy nowy kształt czy spawy. Yamaha twierdzi, że nowa YZ-ta jest lżejsza, ale w danych technicznych waga nie zmieniła się i jest to wciąż 111 kg. O co więc chodzi? Zmodyfikowanie konstrukcji ramy, zmiana umiejscowienia silnika i odpowiednie dopasowanie kształtu zbiornika paliwa – właśnie te modyfikacje sprawiają, że środek ciężkości przeniósł się z przodu na  środek, a cały motocykl wydaje się być znacznie lżejszy. Również manewrowanie motocyklem, szczególnie w pozycji stojącej, stało się jeszcze łatwiejsze. Wspomniany bak ma zwiększoną pojemność (7,5 litra), co może okazać się przydatne na rajdach lub długich treningach.

Silnik

Przyszedł czas na najlepsze, czyli silnik. Już przed wyjazdem na tor można było się zorientować, że to zupełnie nowa konstrukcja. Estetycznie zmiany, czyli nowe kartery i lewy dekiel zapowiadały modyfikacje wewnątrz. Wydajniejszy układ wtryskowy oraz większe zawory pozwalają między innymi na łatwiejsze odpalanie motocykla. Nie ważne czy na zimno, na gorąco, czy po zaduszeniu na torze, YZ-ta odpowiadała na naszego kopniaka bez najmniejszego zastanowienia.

 

Zdecydowanie poprawiony został również sposób oddawania mocy. Dolny zakres pracy obrotowej silnika jest znacznie łagodniejszy, co w równym stopniu docenią amatorzy oraz profesjonaliści. Powód jest prosty – ci pierwsi nie zostaną onieśmieleni, a ci drudzy docenią płynny sposób, w jaki “dół” przechodzi w środkowy i górny zakres obrotów. A tam… lżejszy i żwawiej wkręcający się na obroty tłok oraz ogrom mocy.  Charakterystyka pracy nowej jednostki daje prawdziwe uczucie zaprojektowania silnika na nowo. Zaskakująca jest też precyzja, z którą tylne koło powtarza ruch prawego nadgarstka. Uwagę zwracają też dłuższe przełożenia pierwszego, a szczególnie trzeciego biegu. Charakterystyka trójki w połączeniu z równym strumieniem mocy sprawiają, że Ci mniej wprawieni  albo nie goniący za czasem mogą zapomnieć o istnieniu pozostałych czterech przełożeń. Z drugiej strony, płynna praca nowego układu zmiany biegów zachęca do częstych zmian. Podbijane, kolejne przełożenia wchodzą gładko, a w trakcie całego testu nie udało nam się ani razu spowodować zgrzytów pod lewą stopą. W środku skrzyni znalazły się natomiast nowe tarcze sprzęgła, gwarantujące lepszą efektywność w ekstremalnych warunkach pracy. Być może ucieszycie się, że teraz w silniku mieści się 0,9 litra oleju (zamiast wcześniejszych 1,2 l), a to oznacza że… przy jego wymianie będzie potrzebna już tylko jedna butelka oleju!

 

Podwozie

Dziury w nawierzchni Santa Barbary oznaczały dość poważny test dla zawieszenia. Na dużych skokach nie odnotowaliśmy mocnych dobić, a na drogowych ubytkach Yamaha nie zamierzała nas zrzucić, pokonując je całkiem płynnie. Konstrukcja nie jest rewolucyjna, raczej sprawdzona i niezawodna, ale odpowiednie skonfigurowanie zawiasu zapewnia optymalne poziomy tłumienia i sztywności jak na potrzeby statystycznego użytkownika.

 

Wspomniane na początku przesunięcie środka ciężkości motocykla do środka, w zakrętach odkryło kolejne swoje zalety. Winkle pokonuje się znacznie poręczniej i pewniej. W poprzedniej wersji, gdy błoto z nawodnionego toru przyklejało się do różnych partii motocykla, ten prowadził się trudniej, natomiast teraz nie ma  problemów ze sterownością.

 

Teraz jazda tak zestrojoną YZ-tą jest w ocenie ogólnej zdecydowanie przyjemniejsza, a żeby nie było wątpliwości – zawieszenie jest wystarczająco profesjonalne, żeby bawić się nią w poważne wyścigi. Wiadomo, aby wygrywać mistrzostwa potrzebny jest mocno przerobiony motocykl, a mistrzowie niekoniecznie zwracają uwagę na seryjne konfiguracje. Oni i tak zmodyfikują nową Yamahę, ale jedno jest bardziej niż pewne – zupełnie seryjna YZ450F 2014 w pełni nadaje się do amatorskiego i półprofesjonalnego ścigania, a do klasy mistrzowskiej będzie wyśmienitą bazą do tuningu.

 

Heble w nowej YZ-cie są dość przyzwoite. Z przodu znalazła się tarcza o średnicy 250 mm, na tyle jest o 5 mm mniej. W praktyce ich osiągi zupełnie nam

wystarczały i dokładnie tak samo będzie w zdecydowanej większości przypadków pół-profesjonalnych.

wydech to nie puszka Pandory

Kolejnym układem, który przeszedł serię zmian, jest układ wydechowy. Prawdopodobnie uważacie, podobnie jak my, że pierwszym “tuningiem” seryjnej czterysta pięćdziesiątki jest nowy wydech. Jednak nie tutaj. Jeżeli koledzy zaczną śmiać się ze zwykłej puszki, po prostu odwiń z pełnej garści na wyższych obrotach – naprawę jest czego posłuchać. Nowy kształt układu rury wydechowej miał oficjalnie pomóc w centralizacji masy, ale my dopatrzyliśmy się kolejnej zalety. Jest ona w innym ułożeniu w stosunku do zbiorniczka azotu tylnego amortyzatora, a położenie samego zbiorniczka też jest zmodyfikowane. Dzięki temu jego temperatura nie powinna już drastycznie rosnąć, co pozwoli na utrzymanie jednakowej charakterystyki pracy w całym wyścigu lub na ostrym treningu.

Podsumowanie

Nowe zmiany nie są rewolucyjne, ale zdecydowanie poszły w dobrym kierunku. Podsumowując, nowa YZ450F okazała się motocyklem idealnie zbalansowanym, co jest jej największą zaletą. Nie tylko potrafi prowadzić się niesamowicie szybko i przyjemnie, ale będzie dobrym wyborem dla niemalże każdego. Nie przestraszy bardziej oblatanego amatora, nie zawiedzie też niezłego zawodnika, a dla totalnego profesjonalisty będzie idealną bazą do dalszych modyfikacji.

 

Dostępne kolory:

Więcej w Testy Moto
Jeansy Redline Selene okiem kobiety

Bezdyskusyjnym jest fakt, że my, kobiety, lubimy obcować i otaczać się przedmiotami dobrej jakości, oczywistej funkcjonalności i to wszystko najlepiej...

Zamknij