Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej

Laboratorium

Yamaha V-Max – legenda V4 test, opinie i oceny

– Zajebisty – odpowiada Grzechu, gdy pytam co sądzi o swoim V-Maxie. Rzeczywiście, jest to wyjątkowy motocykl. Od samego patrzenia niektórzy dostają gęsiej skórki. Został tak zaprojektowany, że nawet kiedy stoi, wygląda groźnie. Od razu widać, że jest szybki i mocny. Czy jest jednak wystarczająco dobry, skoro wciąż tak drogi? Tym bardziej, że niektórzy uważają go za konstrukcję przestarzałą i niemodną.

Zwarta, charakterystyczna sylwetka motocykla z wyeksponowanym silnikiem, nawet dziś, po prawie 25 latach od pierwszej prezentacji, może się podobać. To, co obecnie nie jest pożądane w szybkich motocyklach, tutaj znajduje się na pierwszym planie. Imponujące kształty to uosobienie dużej masy własnej (rzędu 262 kg). Mieszanka niezwykłego stylu z wąskim profilem tylnej opony, metalowymi muskułami dużego silnika, pokryta prostym, ale niepowtarzalnym malowaniem. Filigranowy widelec przedni budzi kontrowersje. Ten motocykl prowadzi się dokładnie tak, jak wygląda.

Po odpaleniu czterocylindrowego, widlastego silnika V4 o pojemności blisko 1,2 litra rozbrzmiewa raczej niezły dźwięk, nawet jak na standardy seryjnych wydechów. Na tym etapie ważne jest odblokowanie kierownicy zanim jeszcze uruchomisz silnik. W przeciwnym razie trzeba go wyłączyć, przełożyć kluczyk do właściwego zamka, odblokować kierownicę, a następnie włożyć z powrotem do stacyjki i dopiero można jechać. To nie jest fajne rozwiązanie.

Odpaleniu nie towarzyszą wystrzały, kanonady nieregularnych wybuchów, które kojarzą się z pracą innych widlastych silników. W V-Maxie masz raczej do czynienia z niskim dudnieniem, które może nie jest głośne, ale wyraźnie słyszalne z większej odległości. Zupełnie tak, jakby każdemu suwowi pracy towarzyszyły głuche odgłosy nadciągającej z daleka burzy. Dlatego zalety tego kloca można docenić nawet przez uszy, a nie tylko przez tyłek, jak to ma miejsce w wielu innych wibrujących sprzętach.

Ponieważ pozycja za kierownicą jest raczej swobodnie wyprostowana, można uznać motocykl za wygodny. Sprzyja to relaksacyjnej jeździe, a także dalszym wypadom za miasto, oczywiście, pamiętając o tym, że niezabudowana konstrukcja ogranicza naszą prędkość przelotową do okolic 120–140 km/h. Praktycznie bezobsługowy wał kardana pozwala zapomnieć o brudnej robocie, jaką jest smarowanie łańcucha. W prezentowanym egzemplarzu zamontowano akcesoryjną kierownicę, która wydawała się lepsza, w tym również bardziej proporcjonalna niż seryjna. Dzięki niezłej charakterystyce przebiegu krzywej momentu obrotowego, silnik zachęca do spokojnej jazdy, z miękkim oddawaniem mocy w niskim zakresie obrotów. Nie ma większego znaczenia, który bieg „zapniesz”; V4 posłusznie poradzi sobie z masą maszyny i pasażerów przy każdej prędkości. Nic dziwnego, skoro silnik przeszczepiono z krążownika XVZ Royal Venture. Od swojego protoplasty różni się m.in. mniejszym alternatorem, lżejszymi tłokami i większymi głowicami.

Kiedy serce V-Maxa spokojnie toczy go do przodu, jest czas na rozejrzenie się po „kokpicie”. Charakterystyczny układ zegarów przez lata spędzał sen z powiek wielu miłośnikom motocykli. Pewnego rodzaju awangarda w umiejscowieniu obrotomierza, kontrolek i wskaźnika temperatury na atrapie zbiornika paliwa, stanowi uzupełnienie dla umieszczonego na kierownicy prędkościomierza. Resztę instrumentów rozplanowano tradycyjnie.

 

Podczas jazdy przy 80–90 km/h ciężar maszyny nie jest odczuwalny, dlatego, nieco pochopnie, wielu wyciągało wnioski, że jest to motocykl łatwy i przyjemny w prowadzeniu. Sytuacja zmienia się diametralnie choćby podczas tzw. manewrów kołowania, czyli na przykład na parkingu, w ciasnych zaułkach bądź między samochodami, przy znikomej prędkości. Mimo że wygląd motocykla wskazuje na nisko położony środek ciężkości, maszyna „wali się” podczas ciasnego skręcania, co wymaga od kierującego zwiększonej uwagi i większego użycia siły. Można się przyzwyczaić, choć na początku nie jest łatwo. Kiedy już uda się zawrócić, a warunki na to pozwolą, żaden użytkownik V-Maxa nie odmówi sobie tego, co tygryski lubią najbardziej.

Więcej o motocyklach Yamaha

Strony:

Oceń ten materiał:
Yamaha V-Max – legenda V4 Yamaha V-Max
Yamaha V-Max – legenda V4 - fot. 2 Yamaha V-Max
Yamaha V-Max – legenda V4 - fot. 3 Yamaha V-Max
Yamaha V-Max – legenda V4 - fot. 4 Yamaha V-Max
Yamaha V-Max – legenda V4 - fot. 5 Yamaha V-Max
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści