Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Sport Supermoto Urlopowe zawody na Litwie Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Supermoto

Urlopowe zawody na Litwie

To miał być krótki urlop nad morzem, ale od czego ma się kumpli...

Zadzwonił telefon: „Jest fajna runda supermoto na Litwie, dawaj, fajna atmosfera, bez tej całej napuszonej pompy polskich zawodów, leśnych dziadków z PZM biegających z mandatami za maty ekologiczne, wiecznie obrażonymi sędziami, upierdliwym odbiorem technicznym itd. Przyjeżdżasz i jeździsz. Dawaj raz, zabierzemy ci konia”.

 

Co robić? Znad polskiego morza na Litwę nie jest daleko (potem okazało się, że jedyne 723 km), głupio by nie pojechać. A że Ducati Multistrada 1200 Enduro wydaje się być niezłym długodystansowcem, to czemu nie?

 

Elektreny, gdzie na torze Speedway.lt odbywały się zawody, to miejscowość mniej więcej w połowie drogi między Wilnem i Kownem. Jej głównym zajęciem jest dostarczenie prądu dla całej Litwy, bo tu właśnie jest główna elektrownia.

 

Poza małą, poranną niedogodnością, polegającą na zgubienia kluczyków do busa z motocyklami, ciuchami, kaskami, poszukiwaniami niniejszych (zakończonymi sukcesem), poszukiwaniem pana otwieracza samochodów, samodzielnym włamaniem do busa (zanim się znalazły) i jazdą supermociakiem na kołach przez miasto na tor, to właściwie wszystko odbyło się zwyczajnie. Choć trzeba przyznać, że zapowiedzi przyjaznej atmosfery potwierdziły się w 100%. Wszystko bezproblemowo. Chcesz zmienić klasę – proszę bardzo, nie masz licencji – wydamy ci jednorazową. Jedynym wymogiem była polisa ubezpieczenia, którą załatwiliśmy przed wyjazdem.

 

Samo zgłoszenie też jest bezstresowe. Nikt nie pyta o opłacone składki PZM, książeczkę zdrowia, i inne pierdoły. Przyjechałeś na zawody, to znaczy, że możesz jechać. Proste? U nas się nie da. u nas musi być zawodowo! Bez sensu, ale „profesjonalnie”.

 

Odbiór techniczny to także sama przyjemność. Ogólnie sprawdzają, czy nie zrobisz sobie krzywdy i innym. Motocykl ma hamulce – rewelacja, jedziesz. Nikt tu nie czepia się bez sensu, nie smakuje płynu z chłodnicy i nie zaglądają w każdą śrubkę, żebyś miał przeświadczenie, że ich największą ambicją w życiu jest udowodnienie ci, że „uchybiłeś regulaminowi technicznemu”, co grozi „natychmiastową śmiercią”. Zamiast tego robią wszystko, abyś się dobrze bawił, bo przecież oni są tam dla ciebie. Masz co robić przed startem? Nie musisz jechać na odbiór. Sędzia do ciebie podejdzie. No po co masz się rozpraszać, przecież to dwa kroki od biura, nie ma sprawy. No co za ludzie!

 

 

Same zawody także przebiegały bardzo sprawnie. Jedynym mankamentem był dość śliski tor. Jak wspominali organizatorzy, kilka dni wcześniej tor nawiedziły największe od pięciu lat ulewy i woda naniosła niemal na cały tor gliniastą ziemię, której nie dało się całkowicie usunąć. Co nie zmienia faktu, że warunki dla wszystkich były takie same, choć trochę więcej przyczepności zdecydowanie poprawiłaby tempo zawodów, a i frajdy byłoby troszkę więcej.

 

 

Mimo złamanej klamki w treningach (całe kwalifikacje musiałem jechać bez sprzęgła) i bolesnego upadku w pierwszym biegu udało się (chyba przez przypadek) zdobyć pucharek za pierwsze miejsce w klasie MX-SM (motocykli na dużych kołach – bo takie właśnie mam w swoim traktorku, Suzuki RMX450Z) i dojechać mniej więcej w połowie stawki połączonych 3 klas. Ale nawet i bez trofeum fajnie byłoby znów tam pojechać. Bo jest jakoś normalniej, bez stresu i tej całej pompy.

 

Mini video relacja:

 

 

I wyścig:

 

 

II wyścig:

 

 

Redaktor naczelny
oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści