Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Testy Testy motocykli - recenzje, opinie, zdjęcia i komentarze Triumph Street Triple 765 - nie tylko uliczny celebryta Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Laboratorium

Triumph Street Triple 765 - nie tylko uliczny celebryta test, opinie i oceny

Klasa Premium? Proszę bardzo. Nawet taki uliczny wojownik, jak nowy Triumph Street Triple 765 może zostać celebrytą.

Jak to zrobić? Trzeba włożyć sporo pracy, ale efekty są tego warte. I w przypadku nowego Street Triple widoczne. Już pierwsze wrażenie jest bardzo dobre. Oczywiście, można wietrzyć spisek, bo na prezentację, która odbyła się na drogach wokół Barcelony oraz na torze Catalunya, Triumph podstawił topową wersję RS. A wersja RS to wszystko to, co motocyklowi koneserzy, gadżeciarze i „szczególarze” lubią najbardziej: modny, satynowy lakier, zawias z najwyższej półki, hamulce jak z motocykla klasy wyższej oraz najwyższej jakości detale i wykończenie. Ale w nieco tańszych modelach Street Triple wcale nie jest rażąco gorzej. Ale o tym za chwilę.

 

 

Nowy i lepszy

 

Street Triple ma zupełnie nowy zestaw przełączników na kierownicy. Jakość ich wykonania, jak i samych materiałów, to jedno (według mnie: bardzo dobre), ale ich funkcjonalność - to zupełnie inna kwestia. Moje pierwsze wrażenie było takie, że wszystkiego jest tu za gęsto i za dużo. Obawiałem się, że będzie nieporęcznie i na pewno będziemy co chwilę włączać nie to, czego potrzebujemy. Nic bardziej mylnego. Standardowe funkcje pozostały dokładnie w tych miejscach, do których przyzwyczajone są nasze palce. Kierunki włącza się instynktownie i zawsze trafiamy w przełącznik (a wcale nie jest to takie oczywiste w niektórych modelach). Sygnał świetlny jest także dokładnie tam, gdzie się go spodziewamy – pod palcem wskazującym. Nie inaczej sprawa wygląda z klaksonem. A przecież na instrumentach kierownicy zainstalowano jeszcze znacznie więcej. Osobny guzik do przełączania map, osobny do menu. Ale zupełnym novum i swoistym fenomenem jest joystick nawigacyjny. Zarządzanie funkcjami pokładowymi zawsze było piętą achillesową Triumpha. Nie przesadziłbym, gdybym powiedział, że eksplorując menu produktów z Hinckley diabeł by nogi połamał. Teraz prezentuje to nie tylko w ładnej formie, ale też używa się tego bardzo przyjaźnie. Przykład – proszę bardzo: wyłączenie kontroli trakcji zajęło mi kilkanaście sekund (wystarczył postój na światłach). W starym systemie zajmowało to znacznie dłużej, a kiedy zapominałem „ścieżki dostępu” (a zawsze jej zapominałem), to „rozkminanie” zajmowało nawet kilka minut. W nowym układzie działa to bajecznie prosto. To nieważne, jaką funkcję chcemy zmienić. Menu jest przejrzyste i każda zmiana trwa dosłownie moment. Nie mówię już o zmianie mapy, bo do tego mamy osobny przycisk na kierownicy. Ważne, że możliwa jest konfiguracja niemal każdego parametru w każdej z map, a także stworzenie własnego „profilu”. Oczywiście przełączać się między profilami możemy w czasie jazdy. Wystarczy przymknąć przepustnice i motocykl rozpoczyna pracę w nowym trybie.

 

Mała zadra

 

Jakby smaczków było mało, to na pokładzie Street Triple znajdziemy także quick shifter. Działa on co prawda tylko w górę, ale zawsze to coś. Ludzie z Triumpha dość mgliście tłumaczyli ideologię, dla której Street Triple nie ma down shiftera. Szkoda. Ogólnie sama skrzynia biegów wydaje się być w całości najsłabszym ogniwem. Nie jest zła, ale spotkałem się z lepszymi. Biegi, choć zmieniają się precyzyjnie i nigdy nie było żadnego niedomówienia, czy to przy redukcji, czy zmianie w górę, to jednak czasem taka mała zadra, drobny pazurek przy zmianie jest odczuwalna. Co ciekawe, po wyłączeniu kontroli trakcji, kiedy elektronika nie dba tak pieczołowicie o analizę wszystkich parametrów, miałem wrażenie, że quick shifter działa wyraźnie lepiej. Sprawniej i bez zadry. Konsultowałem to z ludźmi z Triumpha, którzy stwierdzili, że sami muszą sprawdzić, bo nie zwrócili na to uwagi.

 

Tryb za trybem

 

Kierowca do wyboru ma kilka ustawień pracy Street Triple. Ilustrowane są one czytelnymi ikonami, a nie opisane słownie. I tak opcja „Road” ma ilustrację drogi, „Sport” zakrętu, „Race” flagi w szachownicę, a „Rain” oczywiście chmurki z opadem. Każdą z nich możemy indywidualnie skonfigurować, jeśli propozycje fabryki są dla nas niezadawalające. Mamy także osobną pozycję „Rider” z ikoną kasku, która przewidziana jest do naszego spersonalizowania.

 

 

Nie pomrugasz

 

W wersji RS mamy także zamontowane automatycznie wyłączalne kierunki. Przydatna rzecz, choć kilkukrotnie zauważyłem, że kończyły pracę zbyt szybko, jeszcze przed wykonaniem manewru i trzeba było ponownie je uruchomić.

 

To już 10 lat!

 

Nowy Street Triple nie stracił niczego ze swoich pierwotnych założeń. To nadal uliczny zawadiaka, który także całkiem dobrze radzi sobie na torze. A warto zauważyć, że od premiery pierwszego małego Triple w tym roku mija 10 lat! Triumph szczyci się parametrami motocykla, a szczególną uwagę zwraca na jego masę – jak twierdzą – najniższą w klasie. 166 kg na sucho daje nawet po zatankowaniu siedemnastoipółlitrowego zbiornika masę wyraźnie poniżej 200 kg. To na drodze przekłada się na niezwykle poręcznego zawadiakę. Oj, trudno będzie utrzymać uprawnienia do prowadzenia pojazdów. Street Triple bardzo chętnie przyspiesza, a wspomagana quick shifterem zmiana biegów powoduje, że w ogóle nie chcemy ich przerzucać w niskich partiach obrotów. Nie oznacza to, że mała Trójka Triumpha nie jest elastyczna! Na ostatnim, szóstym przełożeniu udało się zejść do prędkości poniżej 40 km/h i bez żadnych oporów, szarpnięć i protestów gładko przyspieszyć! Brawo.

 

Więcej o motocyklach Triumph

Strony:

Redaktor naczelny
Oceń ten materiał:
Zobacz galerię

Triumph Street Triple 765 2017 w teście Motogen.pl

84
zdjęcia
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści