Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony Świat wg Wiewióra: Litr na pierwszy sprzęt? A dlaczego by nie? Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

Świat wg Wiewióra: Litr na pierwszy sprzęt? A dlaczego by nie?

Pamiętam, jak jeszcze nie tak dawno temu, na słowa „Litr na pierwszy sprzęt” reagowałem mniej więcej tak, jak po blisko 1500 km spędzonych w siodle, kompletnie zmaltretowany, zmarznięty i przemoczony, z kufrem i tankbagiem pod pachą, ledwo wdrapałem się na drugie piętro, a w drzwiach zamiast Syna ujrzałem JĄ, teściową.

ZUO Wcielone, moją Nemezis, Związek Zawodowy Górników rodziny Piotrowskich. Zaskoczenie pomieszane z niedowierzaniem. No ale cóż mogę powiedzieć, miałem wrócić dzień później. GS 500, ER5 albo CBF500 to była podstawa i coś, co motocykliści z dłuższym stażem powtarzali do znudzenia młodemu narybkowi. Wiadomo, nauczysz się hamować, nauczysz się skręcać i inne bzdety. No dalej jestem zdania, że najlepiej zaczynać od niewielkich pojemności, ale przeważająca część początkujących za punkt honoru stawia sobie możliwość przyszpanowania dowodem rejestracyjnym przed kolegami.

 

Zobacz też: Świat wg Wiewióra: jak zostać motocyklowym bucem

 

Krótko mówiąc, każdy chce mieć litra, no sześćsetka to minimum, inaczej wstyd i szacun na dzielni spadną gdzieś do poziomu studzienki kanalizacyjnej. Producenci, jakby widząc co się święci, a jednocześnie świadomi pewnych, nazwijmy to, ułomności umysłowych potencjalnych klientów, doszli do wniosku, że nowe motocykle muszą być, chciałoby się powiedzieć „idiotoodporne”, ale to mogłoby zabrzmieć mało politycznie. Posłużę się więc pewnym eufemizmem, mają być… bezpieczne. Dziwne? Kiedy co rusz słyszę „po co mi nauka hamowania, skoro ABS będzie w standardzie?”, to już takie dziwne nie jest. I w tym miejscu nasi producenci, wychodząc naprzeciw problemowi i potrzebom rynku, wykazali się niebywałą przebiegłością sprawiając, że dziś nawet największy jełop może poprowadzić stuczterdziestokonną maszynę w sposób, który nie tylko nie będzie zagrażał jemu samemu i otoczeniu, ale sprawi, że jazda będzie przyjemnością. A jak tego dokonali? Napakowali motocykle elektroniką!

 

I dobrze!

 

Wiem! Jeszcze nie tak dawno temu plułem jadem i spinałem się jak guma w rajtuzach na samą myśl o tym, że motocykle posiadają więcej asystentów niż Książę William podczas dorocznego zjazdu studentów. Ale dziś, biorąc pod uwagę, że społeczeństwo zwyczajnie kretynieje (względnie robi się coraz wygodniejsze) wprowadzenie środków zapobiegawczych innych niż tabletka „po” czy „przed” wydaje się być nieuniknione. A co mamy w arsenale współczesnego litra?

ABS

 To bez wątpienia podstawa i element, który podnosi bezpieczeństwo przeciętnego motocyklisty z poziomu „niestety nie żyjesz” do poziomu „masz dużą szansę”. Co ciekawe, zarówno producenci, jak i UE już to zauważyli, skutkiem czego od przyszłego roku wszystkie nowe sprzęty muszą być w niego wyposażone fabrycznie. Czy to źle? Spójrzmy prawdzie w oczy, do rozpędzenia motocykla mózg jest właściwie zbędny, ale do zatrzymania niezbędna jest pewna elementarna wiedza i znajomość zasad fizyki. I tutaj pojawia się problem, bo czy od kogoś, kto fakt, że motocykl jedzie i się nie przewraca traktuje jak magię, będziemy wymagali znajomości podstawowych zasad fizyki? Przewidywania? Zrozumienia czym jest opóźnienie? No właśnie. A skoro tak, to trzeba to zrobić za nich. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że selekcja naturalna wykluczyłaby tych największych idiotów. No pewnie tak, ale w dzisiejszych czasach, w których mamy niż demograficzny i problemy z emeryturami dla przyszłych pokoleń, każdy sposób, aby utrzymać przy życiu dodatkowego obywatela jest – dosłownie – na wagę złota.

Kontrola trakcji

To kolejny element, który znacząco wpływa na wspieranie naszymi składkami i podatkami czternastek dla górników, zatem przeciwników takiego rozwiązania, jeśli wierzyć sondażom „Tefałen”, raczej być nie powinno. I, choć kiedy była wprowadzana do pierwszych modeli uważałem, że podobnie jak ABS, to przerost formy nad treścią, tak dziś śmiem twierdzić, że to jedno z najlepszych rozwiązań, które nucone podczas jazdy „Ofiaruję Tobie Panie dziś całe życie me” szybko zamienia na „I Need a Hero”. A jeśli dodamy do tego wynalazek KTM-a, który ochroni nas nie tylko na wyjściu, ale i na wejściu w winkla, to „Ballbreaker” będzie naszą muzą przewodnią podczas każdej jazdy. Rzecz jasna pojawia się pytanie, czy kontrola trakcji odmóżdża? No jasne, że tak! 160 km/h na budziku, zacieśniający zakręt, a my zamiast przetwarzać czy już zrywamy przyczepność, czy jeszcze mamy nieco zapasu, myślimy o tym, co zjemy na kolację. No bo przecież jak przesadzimy to w najgorszym razie poczujemy odcięcie na tylnej osi. Ale żeby nie spłycać jej działania powiedzieć należy, że winkle to nie wszystko, bo kontrola trakcji sprawdzi się również na „ruchomym”, a przede wszystkim na śliskim podłożu. Zwłaszcza w tym drugim przypadku jest jaskrawym dowodem na to, że słowa motocyklowego guru – Davida L. Hough’a – „trzymaj się z dala od białego”, które przez wielu motocyklistów traktowane są poważniej niż siódme przykazanie przez Kościół, powoli mogą odejść do lamusa motocyklowych guseł i zabobonów.

Mapowanie silnika

Przyznam się, że to jeden z moich ulubionych wynalazków, dzięki któremu nawet kompletny jeleń może za pomocą jednego guziczka skastrować maszynę o kilkadziesiąt kucyków. Po co? Po pierwsze szacun na dzielni pozostanie, bo w dowodzie nadal pozostanie lytr i 200 KM (przecież nie musi od razu mówić kolegom w dresach, że tak naprawdę ma zaledwie 100 kucyków, a reakcja na gaz jest taka jak u mojego byłego naczelnego na pytanie „co z naprawą mojego motocykla?”), a po drugie istnieje spora szansa, że sprzęt nie ucieknie mu spod tyłka i moja babcia nadal będzie otrzymywała ciężko zapracowaną emeryturę (a górnicy osiemnastki i „zniczowe”). No ktoś z miejsca powie, że zawsze można to przełączyć, więc po co to komu? Ano fakt, idiotów nie sieją (na szczęście), ale to zawsze kolejny patent zwiększający szansę na to, że jakiś głąb po odwinięciu nie wjedzie w wiatę przystankową okupowaną przez pracowników niższego szczebla, podążających w kierunku Mordoru przy Domaniewskiej.

"ANTYHOPPING"

Wspaniały wynalazek, który wpłynął na świat motocyklowy mniej więcej tak, jak wynalazek Edisona na ludzkość. Po co to? Kiedy przyjrzymy się jak 90% motocyklistów zmienia biegi, no przede wszystkim redukuje, to z miejsca stwierdzimy, że porównywanie antyhoppingu do żarówki nie jest takie od czapy. No bo kto wie czym jest przegazówka i po co to komu do szczęścia? Dziś redukować może każdy jeleń, bez względu na prędkość, bez obaw, że zaliczy highside’a i zostanie wystrzelony wprost do Bozi. A jeśli jeszcze mamy quick- i downshifter? Klękajcie narody! No dobra, bać się mogą jeszcze nabywcy nowej Hondy, bo tam do działów projektów informacja o tym wynalazku jeszcze nie dotarła. Ale oddając sprawiedliwość japońskiemu producentowi, poszli o krok dalej i zamiast antyhoppingu stosują skrzynię DCT. Zaprawdę genialny wynalazek Hondy, który – biorąc pod uwagę świadomość i umiejętności motocyklistów – powinien być obowiązkowy jak ABS. Zero nerwowego szukania „N” na światłach, żadnych problemów ze zbiciem na wysokich obrotach, do tego przyciski zamiast „wajchy”. Nawet gimbus to obsłuży, zwłaszcza jeśli jedynym sportem jaki uprawia jest bieganie z giwerą na Xbox’ie.  

 

Zobacz też: Świat wg Wiewióra: Poligon doświadczalny, czyli kategoria B na 125ccm.

strony

oceń ten materiał:
Wiewiór w natarciu Wiewiór w natarciu
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści