-->
Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony Siła sentymentu czyli jak i dlaczego kupujemy klasyka / youngtimera Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

Siła sentymentu czyli jak i dlaczego kupujemy klasyka / youngtimera

Wiele lat temu mój kumpel kupił wymarzony motocykl. W wyniku różnych sytuacji po jakimś czasie musiał go sprzedać. Ostatnio jesteśmy na etapie poszukiwania tego samego modelu i wersji kolorystycznej. Cena nie gra roli, natomiast stan musi być perfekcyjny. Teraz powstaje pytanie, co powoduje, że ktoś jest chętny do zapłacenia grubej kasy za motocykl, w którego cenie można znaleźć inne, często dużo lepsze modele?

Czy ktoś z was spojrzałby na WSKę, gdyby nie fakt, że jak byliście dziećmi wasz wujek do was taką przyjeżdżał i woził wokół osiedla? A może byście zwrócili uwagę na starą Hondę CB400N, gdyby nie fakt, że dokładnie taką prowadziliście jako pierwszego "japończyka"? Takich sytuacji jest więcej. Jeszcze w szkole podstawowej, interesując się motocyklami przeglądaliście katalogi. Wzrok przykuwało Ducati 916. Wówczas szanse na jego zakup były bliskie zero. Tymczasem, blisko 25 lat później wasz status finansowy pozwala na spełnienie marzeń z dzieciństwa i zakup ładnej, używanej sztuki.

 

W każdym z powyższych przypadków kluczowym słowem jest...sentyment. Poprzez sentyment kupujemy rzeczy, których teoretycznie nie potrzebujemy. Które niekoniecznie są w jakikolwiek sposób dobrym wyborem (w cenie zabytkowej WSK możemy kupić dużo lepszego technicznie japsa) ale mają jedną, zasadniczą cechę pozwalającą na sięgnięcie do portfela.

 

 

Kojarzą się ze wspaniałymi przeżyciami, wspomnieniami, które są jednymi z najsilniejszych w naszym życiu. Jeśli jakiś motocykl jest z wami podczas narodzin dziecka, jeździliście nim po przyszłą żonę, jest duża szansa, że za kilka lat będziecie chcieli nabyć taki model. Co więcej, kupicie go mimo miliona wad. I tutaj, jeśli macie jakikolwiek instynkt samozachowawczy weźcie ze sobą na oględziny jakiegokolwiek kolegę, który pod względem sentymentu jest chłodnym, zimnym twardzielem. Jeśli jesteście zakochani w Suzuki TL1000S, a wasz kumpel mówi wam, że ten egzemplarz to przepłacony gruz, czego zaślepieni sentymentem nie zauważyliście - posłuchajcie go.

 

W ogóle zakup jakiegokolwiek motocykla powinien obdywać się w obecności osoby, która spojrzy na sytuację chłodno. Jeśli handlarz, wyczuje, że wspomniany TL to wasz pierwszy japoński litr, zacznie wam mówić o tym, że w 1997 roku, jak kupił taki model jako nowy, to pół wsi się za nim oglądało, że to ostatnia szansa na zakup dobrej sztuki, a jego egzemplarz to najbardziej ceniony model przez kolekcjonerów, bo ma stare mocowanie amortyzatora skrętu. Będąc pewnym okazji, sięgniecie do portfela i kupicie minę ze spawaną ramą.

 

Spójrzmy teraz na drugą stronę barykady. Macie do sprzedania motocykl używany, który powoli staje się klasykiem. Załóżmy, że rynkowo rokujące egzemplarze są warte 10 000 zł. Macie dwa wyjścia: albo wystawić cenę 15 i szukać jelenia, wróć, pasjonata z sentymentem, który tym modelem wiózł do chrztu córkę i zapłaci wymienioną kwotę bez mrugnięcia okiem, albo skorzystać, jeśli trafi się klient za 9500. Oddać i mieć spokój. Nie wiadomo, kiedy trafi się kolejny, nie ma pewności, że sprzedamy go za 15, a może w międzyczasie trendy się zmienią i czasami "lepszy wróbel w garści...".

 

Nie dotyczy to kultowych modeli, bowiem jestem pewien, że wspomniane Ducati 996, Kawasaki ZXR750 w dobrym stanie tańsze już nie będą. Ale Diversion 600z Yamahy wciąż jest tak powszechny, że szanowanym klasykiem raczej się nie stanie...

 

 

 

...
oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści