Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony Prezenty dla motocyklisty - czego nie kupować Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

Prezenty dla motocyklisty - czego nie kupować

Każdy lubi dostawać prezenty. No w sumie może nie każdy. Ja nie lubię. Zwłaszcza tzw. drobiazgów. Najczęściej od znajomych. I nie dlatego, że nie, bo nie, tylko najczęściej dostaję coś, co po wyjęciu z pudełka, czy takiej fikuśnej torebki na prezent, z miejsca wywołuje u mnie pierwszą myśl: „No i co ja mam z tym teraz ku*wa zrobić?”.

Oczywiście dobra mina do złej gry, podziękowanie, a w międzyczasie kombinowanie jak do chu*a mam wytłumaczyć przy kolejnej wizycie, że kawałek żelastwa, którym właśnie zostałem obdarowany, nie stoi na centralnym miejscu w witrynce, a wylądował w śmietniku.


Dlaczego o tym wspominam? Niedawno dostałem mejla, w którym pewien sklep zachwala prezenty dla motocyklistów (wiadomo - sezon w pełni, Mikołajki za chwilę, a i Boże Narodzenie tuż tuż). Jednak to, co zobaczyłem sprawiło, że szczękę zbieram z podłogi do dziś i szczerze powiem, że ciężko mi uwierzyć, że ktoś takie coś wyprodukował, a tego, że ktoś w ogóle chciałby kogokolwiek tym obdarować, zwyczajnie nie jestem w stanie pojąć. Zaprawdę, gdybym dostał coś z poniższej listy, po prostu wyszedłbym z siebie i stanął obok.  

Prezent nr 1 – wycieraczka „Bikers home”

Po prostu wejście do Mordoru i przekroczenie siódmego kręgu piekła. No przypał jak naklejka na samochodzie głosząca dumnie, że właściciel to grzyb lubiący wędkować albo jakiś inny świadek Jehowy pokazujący całemu świtu, że jeździ rowerem, skacze ze spadochronem albo nurkuje. W sumie to pół biedy, kiedy mieszkamy w płytowcu przy Powstańców Śląskich – chwilę po położeniu jej przed drzwiami zniknie i problem solved. Gorzej, jeśli nasz sąsiad nie lubi motocyklistów i rano znajdziemy na niej kupę ekskrementów.

Prezent nr 2 – motobambosze

Kiedyś takie dostałem. Na początku było fajnie. Fascynacja, w końcu mam motocykle na nogach. Ale z upływam czasu (jakieś dwa dni) zacząłem czuć się w nich jak debil. Owszem, ciepłe i dobre na zimowe wieczory, ale kiedy spoglądałem pod nogi czułem się jak wtedy, kiedy siedząc w publicznej toalecie nagle otworzyły się drzwi, a w nich stanął on. Hipster w rurkach i śmiesznych, brązowych ciżemkach. Nie, motobambosze to naprawdę kiepski pomysł. Równie dobrze można zacząć hodować krasnale ogrodowe na balkonie i liczyć na to, że prestiż na dzielni nam przez to wzrośnie.

oceń ten materiał:
Motobambosze Motobambosze
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści