Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony Prawo jazdy na buty do biegania Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

Prawo jazdy na buty do biegania

Ostatnio można było usłyszeć kolejny świetny pomysł jednego z naszych posłów. Chodziło o wprowadzenie obowiązkowej karty rowerowej.

Pomysł na pierwszy rzut oka wygląda na racjonalny i rzeczowy. Bo przecież każdy uczestnik ruchu drogowego powinien znać przepisy. Z drugiej strony – od razu wiadomo, że przepis będzie martwy. Przede wszystkim dlatego, że prawo nie działa wstecz. Dlatego każdy, kto skończył 18 lat przed wejściem w życie nowelizacji, czyli nabył prawo do jazdy rowerem bez uprawnień, będzie mógł i tak jeździć sobie rowerem bez karty. Zatem mówimy o przepisie, który będzie obowiązywał osiemnastolatków wchodzących w pełnoletniość w momencie startu nowego prawa. Czyli nadal setki tysięcy rowerzystów będą poruszać się bez karty rowerowej.


Jestem przeciwnikiem regulacji każdej sfery życia, choć na pewnym etapie rozwoju cywilizacyjnego wydaje się ona uzasadniona. Gdyby bracia Orville i Wilbur Wright żyli w naszych czasach, nigdy nie oderwaliby się od ziemi, gdyż nie dostaliby licencji pilota, ani oczywiście zgody na start swoim „latawcem”. W głębi serca jestem przekonany, że ludzie mają silny instynkt przetrwania i uczestnicząc w ruchu drogowym mają jako taki pogląd przepisów, co pozwala nie kończyć każdej wyprawy własną śmiercią. Z drugiej strony – obserwując wyczyny co poniektórych uczestników ruchu zastanawiam się, czy leming skaczący ze skały nie ma większej woli przeżycia. I zwykle te arcykuriozalne manewry wykonują, jak najbardziej, posiadacze odpowiednich uprawnień.


Oczywiście lobby legislacyjne jest bardzo silne. Pamiętamy przecież dobrze święte oburzenie pięknych i łysych rzeczników policji, którzy wieszczyli lawinowy wzrost liczby wypadków z udziałem motocyklistów wsiadających na stodwudziestkipiątki jedynie z kategorią B. I co? Nic takiego się nie wydarzyło. Dlatego też zwyczajnie nie wierzę, że wprowadzenie obowiązkowej karty rowerowej poprawi statystyki. Bo prawdopodobnie nie będzie dobrego pomysłu na „szkolenie”, i wszystko będzie polegało na „załatwianiu” karty. Tak jak było z kartą pływacką. Kiedyś było takie ustrojstwo. Pozwalało wypożyczyć kajak, a nawet małą żaglówkę. Większość ludzi, która miała karty pływackie, pływać i tak nie umiała.


Jestem jak najbardziej za edukacją. Powszechną i obowiązkową. Nie rozumiem, dlaczego nie można wprowadzić jednej godziny w tygodniu przepisów ruchu drogowego w ostatniej klasie gimnazjum, aby każdy absolwent oprócz świadectwa mógł odebrać na koniec roku prawo jazdy kategorii AM (czyli dawną kartę motorowerową)? O ile wzrośnie świadomość w społeczeństwie? Bo nie od dziś wiadomo, że łatwiej i skuteczniej jest edukować młodzież. Dziś to właśnie dzieci buntują się najbardziej, gdy rodzice nie zapinają pasów, rozmawiają przez telefon podczas prowadzenia pojazdu, bądź chcą przewieźć je bez fotelika.


Nie ma środków na edukację? Zróbmy to np. kosztem jednej z dwóch lekcji religii w tygodniu w jednym tylko roku nauczania. Bóg się za to nie obrazi. Wspomniana religia towarzyszy polskiej młodzieży w wymiarze dwóch godzin tygodniowo przez cały okres edukacji. Tymczasem na zgłębianie przepisów ruchu drogowego przewidziano zaledwie kilka godzin. Warto się nad tym zastanowić i próbować wdrażać dobre rozwiązania, bo niebawem ktoś wymyśli, że będziemy potrzebować nie tylko karty rowerowej, ale także prawa jazdy na buty do biegania.

 

Redaktor naczelny
oceń ten materiał:
Czy poznański Stary Marych też potrzebowałby karty rowerowej? Fot. Taw (CC) Czy poznański Stary Marych...
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści