Płać i płacz - obowiązkowe nie tylko OC, ale i przeglądy techniczne - Motogen.pl
TO JEST NASZE ARCHIWUM KATEGORII 'Artykuły'

Kolejne pomysły kolejnych ministrów uderzające w kierowców zdają się przechodzić bez echa, w ogólnym harmiderze protestów zwolenników i przeciwników komisji śledczych, KOD-ów i Trybunałów. Najśmieszniejsze jest to, że bez względu na to, kto rządzi, prawica, lewica czy „środkowica”, to jeśli sprawa dotyczy wszystkich (no, niemal prawie wszystkich bo przynajmniej jeden jakiś rejestrowany pojazd znajduje się w niemal każdym gospodarstwie domowym), to sprawa przechodzi bez echa.


Społeczeństwo (nie rozumiem dlaczego) oswoiło sie z absurdem, że musi płacić OC na każdy zarejestrowany pojazd i nie ma szansy się z tego obowiązku wymiksować, nawet jeśli używa go jako kurnika lub domku nad jeziorem. No, chyba że uda się nam postawić nasz motocykl, czy samochód na „żółte blachy” ze wszystkimi tego durnymi konsekwencjami.

 

I choć jest to skandal lobbowany przez pazerne towarzystwa ubezpieczeniowe nikt przeciwko temu nie protestuje! Choć nie ma w tym za grosz logiki i jest sprzeczne z możliwością swobodnego dysponowania swoim majątkiem. Bo jeśli np. macie ochotę z wiekowej taczki zrobić sobie kwietnik, to nie ma z tym problemu, ale kiedy to samo chcecie zrobić ze swoim samochodem, to, niestety, nie ma takiej możliwości. Znaczy się, owszem. Kwietnik zrobić można, ale mimo tego, że pojazd stanie się „nieruchomością', czy też artystyczną instalacją, nikt nie zwolni mnie z obowiązku opłacenia obowiązkowego ubezpieczenia. Jedyna droga do legalnego niepłacenia OC w tym kraju to „żółte” tablice bądź złomowanie pojazdu.


W wielu krajach uregulowania takie są o wiele bardziej pro ludzkie. Nie jeżdżę – nie płacę, posiadam – mam takie prawo. Chcę trzymać ulubione auto w garażu? Proszę bardzo. Ale w momencie wyjazdu na drogę pojazd musi mieć OC i przegląd techniczny. I nikt tego nie neguje. W kilku krajach można mieć wręcz jedne tablice rejestracyjne do kilku pojazdów, które zakładamy na ten pojazd, którym chcemy jeździć. Ubezpieczenie (jedno) opłacamy za „najdroższy” pojazd. Logiczne, skuteczne i mądre.


U nas nie do zrealizowania. Nie przy tak silnym lobby towarzystw ubezpieczeniowych. Jedno z bardziej absurdalnych tłumaczeń, jakie słyszałem w odpowiedzi na pytanie, dlaczego mam płacić OC za pojazd, który remontuję i będę go jeszcze odnawiał przez „x” lat, było takie, że jeśli np. silnik od takiego pojazdu spadnie komuś na nogę, to jest na to OC. Doprawdy? Podobno to nagminne. A wiecie, dlaczego OC na przyczepy jest tak „tanie”? Otóż dlatego, że... nie działa. Kiedy nasza przyczepa znajduje się w ruchu i dokona jakiejś szkody, to ta likwidowana jest z OC holownika, a nie OC przyczepy. Nawet wówczas, kiedy odczepi sie od niego i rozwali komuś płot, to i tak likwidujemy szkodę z OC holownika. Po co więc opłacamy OC na przyczepy? Szczerze – nie wiem. Chyba że działa ta sama przypowieść, co w przypadku remontowanego silnika. Czyli jeśli o zaparkowaną nieprawidłowo na naszej posesji przyczepę wpadnie dron sąsiada, to pewnie wówczas można szkodę likwidować z OC przyczepy. Prawda, że głupie?


Aktualnie trwają prace nad sięgnięciem jeszcze głębiej do kieszeni kierowców. Tym razem sprawa dotyczy przeglądów. Zdaję sobie sprawę, że te przepisy mają uderzyć w zdezelowane, niekochane pojazdy, których wartość stanowi 50% wartości ich ubezpieczenia, bądź dwukrotność kosztu przeglądu technicznego. Ale znów mamy do czynienia z ingerencją państwa w naszą wolność. Znów mamy być karani za posiadanie.


Pomysł jest taki, aby za spóźnienie się z przeglądem karać kierowców podwójną stawką, jaką będą musieli zostawić za przegląd pojazdu. Kiedy spóźnimy się o 30 dni z przeglądem, będziemy musieli udać się do specjalnej, rządowej stacji kontroli pojazdów. Ma ich być na początku 16 na terenie całego kraju, dlatego zapominalscy będą musieli niejednokrotnie przejechać kilkaset kilometrów. Wszystko dla naszego dobra. Szkoda, że nikt nie spyta dlaczego i co ma dać nam przegląd w rządowej stacji za dwukrotną stawkę, czego nie dostaniemy w „okręgówce” tuż za rogiem. Poza kolejnym przekrętem na kasę za utworzenie, nadzór i kierowanie dla kolejnego pionu w ministerstwie nie widzę innych przyczyn.

 

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany