Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony „Nie znam się ale się wypowiem: motocykl o mocy poniżej 100 koni mechanicznych nie jedzie…” Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

„Nie znam się ale się wypowiem: motocykl o mocy poniżej 100 koni mechanicznych nie jedzie…”

Do poruszenia tego tematu skłoniła mnie dyskusja na jednym z Facebookowych profili dotycząca osiągów motocykla. Mnóstwo młodych adeptów motocyklizmu szydziło z jakiegoś motocykla w układzie V, którego moc oscylowała w granicach 70-80 KM wyśmiewając parcha, że „co najwyżej można nim po bułki jeździć”.

Na początek trochę teorii oczywiście w bardzo dużym uproszczeniu: za utrzymanie wysokiej prędkości maksymalnej odpowiada duża ilość mocy. Za zdolność do pokonywania obciążeń, czyli przyspieszenie, elastyczność – duża ilość momentu obrotowego. Im jest go więcej tym lepiej. A jeśli do tego jego maksymalna wartość jest w niskim lub średnim zakresie obrotów - nasz sprzęt będzie bardziej żwawy a do tego pociągnie z szóstki przy 60 km/h kierowcę, pasażera i trochę gratów.

 

Na papierze ciężki i słaby, w praktyce może nieźle zaskoczyć...

 

Na potrzeby tego felietonu przyjmijmy po prostu, że prędkość to pochodna mocy, przyspieszenie i elastyczność to pochodna momentu obrotowego.

„Motocykl, który ma 97 KM i waży 250 kg nie może dobrze iść. To ciężki parch, który ma osiągi wetereana”. To przekoloryzowane zdanie dowodzi, że wypowiadający się naprawdę nie ma pojęcia, o czym mówi. Mój kumpel ma Suzuki GSX1250FA. Bydle ciężkie, a do tego moc 97 KM z tej pojemności teoretycznie poruszy, co najwyżej oddział geriatryczny szpitala w Koziej Wólce. Faktem jest, że Suzuki osiąga je przy 7500 obr./min. Z drugiej strony maksymalna wartość momentu obrotowego, czyli 108 Nm. osiągane przy 3700 obr./min przy fabrycznym zestopniowaniu skrzyni powoduje, że mamy wrażenie, że dosiadamy naprawdę mocny pojazd. Elastyczność i przyspieszenie jest zaskakująco skuteczne jak na ważącą 250 kg krowę a długi rozstaw osi powoduje, że osiągi bez trudu przeniesiemy na asfalt. Kto nie wierzy, niech wrzuci szóstkę przy 40 km/h podczepi linką holowniczą auto, obciąży motocykl pasażerem – jestem pewien, że sprzęt całkiem żwawo przyspieszy. Zresztą jeżdżąc tym pojazdem mamy wrażenie obcowania ze szpejem o mocy 150 KM.

 

Przykład drugi, moja Honda CBR600F3. Teoretycznie ma 106 KM i waży nieco ponad 200 kg na sucho. A więc potencjał względem GSXa powinna mieć zauważalnie większy. Teoretycznie, bo w praktyce moc maksymalna osiągana jest przy 12000 obr./min a maksymalny moment 62 Nm. przy 10800 obr./min. Czym to się przejawia? Owszem, rozpędzimy Hondę do licznikowych 260 km/h. Owszem, w zakresie 9-10 tys. obr./min. idzie zaskakująco dobrze, a powyżej tej granicy aż do odcięcia (przy 13500 obr./min) bardzo dobrze, ale co z tego, skoro poniżej tych zakresów jest leniwa, ospała, wręcz nudna. Wrzucenie zbyt wysokiego biegu w niskim zakresie obrotów sprawia, że Honda osiąga przyspieszenia Fiata 126P z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Czy niska masa i większa moc jest tutaj atutem względem GSXa? Moim zdaniem, do codziennej jazdy absolutnie nie. Swoją drogą, ciekawy jestem jak GSX1250FA wypadłby w porównaniu z moją ex. Kawą ZX10R z 2005r. Myślę, że w sprincie do 100-120 km/h nie sprzedałby, jak to mawia Mariusz Pudzianowski, tanio skóry.

 

Niby 180 KM a w mieście zdarzało się, że szybsza była Multistrada...

 

W związku powyższym przebieg charakterystyk mocy i momentu liczy się dużo więcej, niż suche dane katalogowe. Czasami jak czytam, że pierwsza SV650 to straszny paździerz, że „ledwo idzie”, że ma tylko 71 KM to w kieszeni nóż mi się otwiera. Po pierwsze, wystarczy ją porównać z GSXF600F z tych samych lat, żeby stwierdzić, że 86 KM tego ostatniego wcale nie da mu przewagi nad SV650 i że jest duża szansa, że na krętej, górskiej drodze czterocylindrowiec zostanie daleko z tyłu.

Pomijając osiągi mnóstwo zależy od umiejętności kierowcy. Czasami teoretycznie słaby motocykl w rękach ogarniętego kierowcy będzie doskonałym narzędziem do szybkiej jazdy. A z drugiej strony, czy w warunkach ulicznych prędkość maksymalna ma jakiekolwiek znaczenie? Dla mnie bardziej liczy się elastyczność i przyspieszenie. Niestety, ulica nie jest torem a warunki pozwalające na skuteczne wykorzystanie pełnego potencjału motocykla zdarzają się coraz rzadziej.

 

Reasumując: czasami nie warto wygłaszać na forach komentarzy w postaci motocykl „XYZ” nie idzie, bo ma tylko 75 KM, bowiem sensownie wykorzystać potencjał tego modelu potrafi niewielu, a wyciągnąć z niego 100% zaledwie garstka. Może zamiast przesiadać się na mocniejsze pojazdy zwyczajnie wystarczy pójść na zajęcia doszkalające albo spędzić weekend na torze? Tam szybko okaże się, że nawet z motocykla o mocy 50 KM można wycisnąć więcej. Zaskakująco więcej…

...
oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści