Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony Na naszych drogach lepiej nie będzie! Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

Na naszych drogach lepiej nie będzie!

Po ostatniej wizycie w jednym z popularnych warszawskich pubów zaczynam traktować wypadki motocyklistów nieco inaczej.

Pojawienie się w jednym z popularniejszych miejsc spotkań stołecznych motocyklistów, znajdującego się niedaleko pewnego tunelu, prawie za każdym razem powoduje jakąś sytuację, po której mam ochotę schować prawo jazdy, zapakować motocykl i nie przyznawać się, że należę do tej niechlubnej grupy podobno ludzi, którzy poruszają się na dwóch kołach. Daleka jestem od deprecjonowania samej knajpy, bo piwo mają dobre, a i spory wybór, więc często się tam pojawiam. Niestety, przyjeżdżający tam „motocykliści” to dość specyficzne grono. Zawsze trafi się tam co najmniej kilka osób, które uważają się za niezniszczalnych królów prostej i „miszczów” zakrętów (kupujących starte slidery na kolana od zawodników z Poznania, ale to już inna bajka). 

Wypadki

Zawsze na wypadki motocyklistów patrzę na zasadzie swojej perspektywy, czyli wiem, że nie zawsze jest to wina motocyklisty. Ktoś komuś zajechał drogę, było ślisko itp., itd. Statystyki wypadków motocyklowych zresztą potwierdzają moje rozumowanie. Poza tym wiadomo, że mass media robią z nas dawców i szaleńców, zatem im nie wierzę.

 

Jednak po ostatniej wizycie w podmosteczkowym pubie zaczynam się zastanawiać nad „jakością” naszych motocyklistów, a co za tym idzie nad ich „niewinnością” jeżeli chodzi o tzw. zdarzenia drogowe.

Opisy autentycznej


sytuacji

Siedzimy sobie ze znajomymi Pod Mosteczkiem, spokojnie pijemy piwo. W woli jasności do pubu przyjechaliśmy komunikacją miejską z zamiarem powrotu do domu właśnie jakimś busem lub taksówką. W końcu jakąś odpowiedzialność społeczną i drogową mamy wbudowaną w światopogląd.


Przy stoliku obok zasiada motocyklistka. Oczywiście pełen kombinezon, czyli full podmosteczkowego lansu. Zostawia graty i idzie po… piwo?! Podchodzą jej koledzy, pytają gdzie ma zamiar jechać później, na co pada odpowiedź:

„Ja dzisiaj czekam na koleżankę i pijemy”. 

Mina moja i znajomych była dość jednoznaczna… Niesmak włączył się natychmiast. Jeszcze gorzej było, kiedy jej koledzy nie powiedzieli nic na ten temat. Ostatecznie kiedy dziewczynie przyniesiono kolejne piwo, a towarzystwo się rozkręcało, postanowiliśmy zmienić miejsce. Z chłopakiem wymieniliśmy tylko spojrzenia i komentarz, że do domu na tym swoim motocyklu w uber dopasowanym kombinezonie będzie wracać zygzakiem i oby wróciła nie zabierając po drodze nikogo więcej.

Moja wina

Szczerze powiedziawszy, z perspektywy czasu stwierdzam, że mimo iż nie znałam i nie znam dziewczyny powinnam podejść i powiedzieć jej kilka ciepłych słów na temat jazdy po alkoholu. Od razu wyjaśniam, że nie wiem jak dziewczę wróciło do domu, ale jakoś wątpię, by zostawiła swój motocykl i w kombinezonie poleciała na najbliższy autobus. Raczej posadziła dupę na jednośladzie i jak gdyby nigdy nic odkręciła gaz.


Moja wina, że odwróciłam się tyłem do tej sytuacji. Jeszcze gorzej niż o sobie myślę o jej kolegach, którzy zamiast dziewczynce wyjaśnić, że albo się jeździ albo się pije, spokojnie siedzieli przy coli i patrzyli na to, co się dzieje.

Nigdy nie będzie


lepiej


Patrząc na tę sytuację stwierdzam, że na naszych drogach nigdy nie będzie lepiej. Fotoradary i patrole policyjne, ile by ich nie było, nie mają szans wyłapać wszystkich, którzy wsiadają do jakiegokolwiek pojazdu po wypiciu kilku głębszych.


Statystyki w Polsce pod tym względem też nie są wesołe. Jak czytamy w raporcie Komendy Głównej Policji:

„W 2013 roku nietrzeźwi użytkownicy dróg uczestniczyli w 4 028 wypadkach drogowych (11,2% ogółu wypadków), śmierć w nich poniosły 523 osoby (15,6% ogółu zabitych), a 4 737 osób odniosło obrażenia (10,8% ogółu rannych).”

Jak to się mówi, pół biedy jeżeli taka nietrzeźwa osoba wpadnie na drzewo czy owinie się wokół latarni. Płaci sama za własne wybory. Co jednak jak taki „motocyklista” wjedzie na przykład w przystanek pełen ludzi?


W tej czy innej sytuacji na FB pokaże się na pewno informacja „zabiło go/ją to co kochał/a”.  No proszę zabiła go własna, bezdenna, ogromna głupota, bo inaczej się tego w cenzuralny sposób nazwać nie da!


Nic dziwnego, że opinia o nas jest jaka jest. Sami sobie na nią pracujemy. Szczególnie właśnie przyłączając się do bandy debili, żeby sprawdzić głośność wyprutych wydechów czy polatać wkoło komina mając w głębokim poważaniu znaki i światła drogowe. Debili wsiadających na motocykl pod wpływem alkoholu też się powinno bezwzględnie tępić. Jeżeli wyżej opisanej panienki nie złapała policja to szkoda, że przynajmniej żaden z jej kolegów nie zabrał jej kluczyków i nie wysłał do domu pieszo, a dokładniej do kuchni, bo może do tego się nadaje (tak przykro mi to mówić jako kobiecie), przy okazji informując jakim jest bezmózgiem. W końcu wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to jak jeździmy i co dzieje się na naszych drogach!


Coraz częściej mam wrażenie, że przed zrobieniem prawa jazdy motocyklowego (chociaż nie tylko) kandydat powinien być kierowany na obowiązkowe badania inteligencji. Dawanie uprawnień małpie, która spadła z drzewa i jest na tyle głupia, że nie potrafi się na nie wspiąć z powrotem, motocykla czy nawet hulajnogi to igranie z losem. Jeżeli tacy ludzie będą nadal jeździć po naszych drogach to, powtarzam, nigdy nie będzie lepiej! 

 

Na koniec zachęcam do obejrzenia filmu:

oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści