Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Wywiady Muzeum zabytkowych motocykli "Rdzawe Diamenty" Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Wywiady

Muzeum zabytkowych motocykli "Rdzawe Diamenty"

Ustroń to nie tylko spacery i narty. Szczególnie dla motocyklistów poszukujących krętych dróg z pięknymi krajobrazami. Po całym dniu jazdy, będąc już na miejscu, grzechem byłoby nie wstąpić do jedynego w swoim rodzaju muzeum zabytkowych motocykli o intrygującej i nostalgicznej nazwie „Rdzawe Diamenty".

Obecnie w zbiorach Muzeum „Rdzawe Diamenty” znajduje się około 90 motocykli, a każdy z nich ma swoją historię. O muzeum i pasji do starych motocykli rozmawialiśmy z właścicielem, „Remixem”.

MOTOGEN.PL: Skąd wzięła się w Tobie pasja motocyklowa?

„Remix”: Moja pasja… Mieliśmy gospodarstwo, jak to w tamtych czasach. Na tyłach leżała kupa złomu, na której znaleźć można było wszystko. Ojciec kiedyś potrzebował do jakiejś maszyny rolniczej silnik. Wyciągnął go więc ze starego motocykla, po czym przyjechali złomiarze, aby zabrać pozostałości. Ja miałem wtedy jakieś 6 lat. Gdy przyjechali na miejsce, był płacz i zgrzytanie zębów, że tej ramy, kół i innych pozostałości po motocyklu nie oddam i ja sobie to wszystko poskładam i naprawię. Oczywiście skończyło się tym, że ja dostałem od ojca w dupę, a złomiarze i tak te graty wywieźli. Teraz – jak patrzę na to z perspektywy czasu – widzę, że już wtedy złapałem bakcyla motocyklowego. Natomiast moim pierwszym motocyklem była CZ 350, wtedy nówka sztuka z salonu.

Bardziej kręcą Cię motocykle zabytkowe dlatego, że to starocie, czy lubisz motocykle ogólnie, a przypadkiem zdarzyło się tak, że zacząłeś grzebać w motocyklach zabytkowych?

Miałem wcześniej kilka japońskich motocykli i one są „miękkie w krzyżu”. Jak gdzieś kiedyś się coś nie uda i polecisz, to nie ma co z tego zbierać. Na przykład z Yamahy Tenere zostało mi… całe tylne koło (śmiech). Wprasowałem się w mostek; samochód zajechał mi drogę, ja wjechałem do rowu, 80 km/h na blacie, już prawie się uratowałem, a tu nagle mostek betonowy. Cała Tenera nie nadawała się do niczego. Przednie koło gdzieś tu wisi jako ciekawostka. Widzący je ludzie zawsze pytają czy ten człowiek, który brał udział w wypadku, wciąż żyje. Po resztki motocykla przyjechali koledzy z taczką.

 

Kiedy zaczęła się przygoda ze starymi motocyklami?

Kiedy ja zaczynałem jeździć, to był 1986 rok. Wtedy powszechnie dostępne były CZ, Jawy. Nie rajcowały mnie one w ogóle, były to jednoślady popularne wszędzie. Ja szukałem czegoś innego. DKW, NSU, BMW – to były fajne motocykle. Nie były to już pojazdy łatwo dostępne, trzeba było się za nimi najeździć. Organizowaliśmy całe grupowe wyjazdy w poszukiwaniu takich motocykli. To nie były czasy, że mówiłeś: „A chłamem jeździć nie będę, kupię sobie NSU” i szło się do salonu. Za tym NSU trzeba się było nachodzić, nie to co dzisiaj.

Przejdźmy do tematu samego obiektu. Jak powstało Muzeum „Rdzawe Diamenty”?

Wszystko to wyszło przy okazji, przypadkiem. Od dawna jeździłem starymi rusami. Nagle trafiła się jedna DKW, potem następna, potem jeszcze coś. Nagle zorientowaliśmy się, że na placu stoi już pięć motocykli. Te pięć egzemplarzy zaczęło tworzyć jakiś tam zalążek kolekcji. Później ludzie dowiedzieli się, że ja i moi znajomi się tym interesujemy, to nagle ktoś przekazał nam kolejny motocykl. Przy okazji udało coś dobrze sprzedać i za to kupiliśmy dwie inne, lepsze maszyny. Wszystko zaczęło się powoli rozrastać. Doszło do tego, że wszędzie walały się skrzynie z częściami i fragmenty motocykli, które z czasem udawało się poskładać w całość.

Jakiś ulubiony motocykl z kolekcji?

Myślę, że Gnome et Rhône z Francji. Według sygnatur na silniku, sprzęt ma przydomek motocykl widmo. Na taki motocykl zamówienie złożyła armia francuska. Do 1941 roku zbudowano 12 000 sztuk tych motocykli. Potem, jak wiemy z lekcji historii, Francję zajęli Niemcy, a ci zamknęli produkcję, bo po co im były francuskie motocykle, przecież mieli swoje – BMW, Zundappy, DKW. Przerwali produkcję, ale firma dalej produkowała silniki dla Luftwaffe. W 1944 roku, jak się Niemcom już pod nogami paliło, wzięli Francuzów w obroty – kazali im składać wszystko, bo Wehrmacht potrzebował. Z części, które pozostały z zawieszonej produkcji, udało się złożyć jeszcze 100 sztuk tych motocykli. Ich produkcja charakteryzowała się tym, że nad składającym pojazd Francuzem stał „Frytz” i pilnował, czy aby pracownik mu tam śrub do silnika nie nasypał. Gdy upewnił się, że z motocyklem wszystko jest w porządku, przybijał płytę ze swoim numerem.

Kto zwykle odwiedza Twoje muzeum?

Jak najbardziej mogą przyjść wszyscy, pasjonaci oraz rodziny z dzieciakami. Staram się opowiadania dostosować indywidualnie do zwiedzających, w zależności od ich zainteresowań. Zwykle to wygląda tak, że ludzie zachęceni ozdobami na zewnątrz kierują się do środka muzeum. I może to być nawet wysiadająca z kabrioletu zadbana pani z pieskiem w ręku – wszyscy po wejściu do środka robią „łaaał!”.


Często odwiedzają mnie zawodnicy wyścigowi z lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, którzy wtedy właśnie jeździli takimi sprzętami. Teraz są to panowie w wieku 80 lat. Najstarszy gość, który mnie odwiedził, miał 92 lata. I wciąż jeździł! Później te osoby zapraszają mnie do siebie, gdzie pokazują kolekcje pucharów i medali, a w salonach mają podwieszone na ścianach motocykle, którymi zdobywali te trofea lata temu.

Jakie motocykle możemy tu znaleźć?

Teraz jest tu około 90 motocykli: Zundapp EM 250 wyprodukowany około 1925 roku, Benelli 500 SV z późnych lat trzydziestych, NSU 351 z 1936 roku, BSA 500 SV z 1931 roku, BMW R3 z 1936 roku, Indian SV Prince… Zresztą, co ja się będę chwalił. To przecież najlepiej samemu zobaczyć!

 

Muzeum nie ma z góry ustalonych godzin zwiedzania. Ustawiamy się telefonicznie, więc zainteresowani niech dzwonią – 605 356 315.

Co zrobić, jeżeli ktoś znajdzie zabytkowy motocykl? Czy jesteście w stanie go odrestaurować?

Gdy ktoś interesuje się takimi motocyklami i sam ma kilka staroci, może się zgłosić po pomoc. Mamy szerokie gremium znajomych, ludzi, którzy z nami współpracują; poradzimy sobie praktycznie z wszystkim.

 

Na koniec zdradzę Wam sekret. Jeżeli znajdziecie stary, zapomniany przez świat motocykl, to mam pewien sprawdzony sposób na odświeżenie go. Stosuje się pewną sztuczkę i sprzęt będzie wyglądał oryginalnie. Lakier zostawimy taki, jaki był kilkadziesiąt lat temu. Bez malowania. To ma wyglądać, ma przedstawiać pewną swoją historię.

 

Najpierw myjemy pojazd z wszelkiego brudu. Zostawiamy, aby motocykl wysechł, ale rdzy nie ruszamy. Następnie mieszamy benzynę i preparat automat, taka farba do karoserii. Powstanie z tego gęsta maź, którą malujemy cały pojazd, ale tak na bogato. Zostawiamy na cztery tygodnie – część składników odparuje. Następnie bierzemy szmatę, która nie gubi włosia, i czyścimy. Po tym robi się takie cacuszko, że nawet do głowy Wam nie przyjdzie, aby taki sprzęt w jakikolwiek sposób malować!

Bardzo dziękujemy za rozmowę.

oceń ten materiał:
Muzeum zabytkowych motocykli Muzeum Rdzawe Diamenty.
Muzeum zabytkowych motocykli Muzeum Rdzawe Diamenty.
Muzeum zabytkowych motocykli Muzeum Rdzawe Diamenty.
Muzeum zabytkowych motocykli Muzeum Rdzawe Diamenty.
Muzeum zabytkowych motocykli Muzeum Rdzawe Diamenty.
Muzeum zabytkowych motocykli Muzeum "Rdzawe Diamenty".
Muzeum zabytkowych motocykli Muzeum Rdzawe Diamenty.
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści