Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Wywiady Motofiesta, czyli przyjemne z pożytecznym Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Wywiady

Motofiesta, czyli przyjemne z pożytecznym

Tomasz Trautman z Motofiesta.pl w rozmowie z Motogen.pl opowiada, jak zrodził się pomysł Motofiesty, jakie atrakcje przygotowuje motocyklistom, którzy wybiorą się z Motofiestą do Hiszpanii oraz dlaczego warto tam się wybrać przynajmniej na tydzień.

- Kto jest autorem pomysłu Motofiesty, ty czy Krzysztof?


- Raczej Krzysiek. Ja miałem niesprecyzowaną ideę połączenia przyjemnego z pożytecznym, połączenia pasji, cudownych widoków z zarabianiem pieniędzy. Miałem takie zdarzenia w życiu, że chciałem zmienić film. Myślałem też, że jeśli teraz czegoś takiego nie zrobię, to już nie zrobię. A Krzysiek, który oprócz fantazji  ma jeszcze kasę, ubrał to w konkretny pomysł. Ja wiedziałem, że wycieczki motocyklowe i Hiszpania będą idealne, ale nie miałem takiego kapitału. Bo przecież ktoś musi wynająć dom, płacić pensje, opłacić leasing – no i Krzysiek to wszystko ogarnął. Ja miałem tylko tę wizję tej przyjemnej strony, wakacyjnej, czyli tej, z którą stykają się nasi klienci. Krzysiek zajmuje się stroną biznesową, a ja jestem tam na miejscu, opiekuję się naszymi klientami, organizuję im pobyt i jestem przewodnikiem po miejscowych trasach.


- Długo się decydowałeś?

 

- Jakieś dziesięć minut.

 

- Ale duch Motofiesty to chyba jednak ty?

 

- Krzysiek też. On jest bardziej biznesmenem, bo musi, ale ja widzę, jak on reaguje, jak ma tam wyjechać. Cieszy się jak dziecko.

 

- Opowiedz nam, jak wygląda twoja praca.

 

- Jak kochasz, to co robisz, to i praca jest przyjemna :) Rano pomagam gościom zrobić śniadanie, no i jestem dla nich. Wyjeżdżam po nich na lotnisko z szampanem. Otwieram busa, podaję kieliszki, a tu zaskoczenie. No i pierwsze lody przełamane. Mam różnych klientów, kiedyś np. miałem dwóch zupełnie odmiennych. Obaj pasjonaci motocykli, ale jeden to bogaty biznesmen, a drugi wygrał wyjazd na zlocie, całkiem niedawno kupił pierwszy motocykl i właściwie nie umiał jeździć, a na dodatek jeszcze obracał każde euro po dziesięć razy, zanim zdecydował się wydać. Żebyście widzieli, jak oni się zaprzyjaźnili :) Innym razem był gość, który co chwila się zatrzymywał, bo np. zobaczył pelikana, papugi albo ciekawy krajobraz. W porządku, nie spieszymy się, najwyżej to czego nie zobaczyliśmy dziś, zobaczymy jutro. Albo nie zobaczymy, albo zobaczymy coś innego. Więc moi goście z jednej strony czują się zaopiekowani, z drugiej mają jakiś rygor – żeby np. wyjechać przed 10, a z trzeciej mają swobodę. I to świetnie działa.


- Jak Ci się prowadzi grupę?


- Ja jestem łagodnym człowiekiem, ale na samym początku ustalamy zasady. Ja prowadzę grupę i nie ma tak, że za wolno, za szybko. Jeżeli za wolno, a miałem takich kozaków, to mówię: „Panowie, kwity mamy podpisane, ja tu zostaję, a wy jeździcie jak wam się podoba. Tylko się nie pozabijajcie, bo nie chcę dzwonić z taką informacją do waszych rodzin”. Oni wtedy: „O nie, panie Tomku, jedziemy razem”. Na trasie dyscyplina musi być i prędkość zawsze dostosowujemy do umiejętności naszych gości. Wszyscy muszą wrócić cało i zdrowo do domu i tylko z najlepszymi wspomniniami.


- Zwykle ludzie przyjeżdżają na Motofiestę na 6 dni? Objeżdżasz z nimi zawsze te same trasy? Nie nudzi cię to trochę?


- To nie tak. Na początku rzeczywiście trzeba było wyznaczyć kilka tras standardowych, ale ja jestem ciekawski, więc gdy mam czas, to wsiadam na motocykl, jeżdżę i staram się odkrywać nowe miejsca. Mam np. takie atrakcje jak niezwykle malownicza „droga boliwijska”, jak ją nazywam. Wziąłem kiedyś dwóch zaprzyjaźnionych Niemców, którzy mieszkają tam już blisko 20 lat, na wycieczkę tą drogą. Oni się zatrzymali i mówią: „Gdzie my jesteśmy?” Są już tam tyle lat i nie widzieli tej drogi.  Potem pojechaliśmy do „wielkiego kanionu”. Bo 12 km od Alicante jest wielki kanion, tylko taki w mikroskali. Takie same skały, takie same struktury tych skał, kolory takie same. Oni to samo: „To jest niemożliwe!” Od miejscowości Sella jest taki 17-kilometrowy odcinek. Zacząłem liczyć zakręty i zatrzymałem się na 177, a jest ich tam znacznie więcej. Nie trzeba na żaden tor jechać. I fajne jest to, że tam prawie w ogóle nie ma ruchu. Na głównych drogach oczywiście jeżdżą tak, jakby od tego ich życie zależało, ale na bocznych możesz przez kilkanaście minut nie spotkać nikogo. Wybór tras jest ogromny.

 

Z Motofiestą na Costa Blanca


- A jak odkryłeś te trasy?


- To się zdarzyło właściwie przypadkiem, przyjechała grupa doświadczonych motocyklistów, jeździli dużo i szybko, byli bardzo zorganizowani. Przyjechali na 10 dni, no i po sześciu dniach zabrakło nam tras. Był wśród nich jeden zakręcony na punkcie GPS. Miał chyba ze trzy nawigacje, nie tylko drogowe, ale także taką dla piechurów. No i sobie tak wieczorem siadaliśmy, on coś znajdował, patrzyliśmy na mapę: O, tu może być fajnie… I wtedy trafiliśmy i na „trasę boliwijską”, i na „wielki kanion”. Bo gdy pytasz Hiszpanów, to oni pokazują te najbardziej znane atrakcje, jak zamek Guadalest czy muzeum motoryzacji. Oczywiście jeździmy i tam. A także do większych miast, Mamy w programie Walencję, gdzie jest Święty Graal, mamy Alicante i zamek św. Barbary, i wiele innych atrakcyjnych miejsc.


- Uczestnicy Motofiesty mają więc spory wybór.


- Oczywiście. Jeździmy też do takich „zapomnianych przez Boga i milicję” miejscowości. Jest wielka rozmaitość, bo i pola ryżowe, i punkty widokowe, np. z takiej stacji radarowej  patrzy  się na okolicę, są jaskinie, w których można obejrzeć malowidła sprzed 8 tysięcy lat… Można wjechać motocyklem na safari, nie do lwów czy tygrysów, ale do pozostałych zwierząt tak. Mamy nawet zaprzyjaźnioną żyrafę, w poprzednim wcieleniu musiała być motocyklistką. Do samochodów odwraca się tyłem, a do nas podchodzi i czasem nawet chce polizać. Dla każdego coś miłego.


- Jakimi motocyklami jeżdżą uczestnicy Motofiesty?


- Mamy nowe motocykle Yamaha MT-09 Tracer i jedną małą Tenerkę. Myślimy jeszcze o stodwudziestkachpiątkach dla tych, którzy nie mają motocyklowego prawa jazdy. Zapraszam. Dom jest jak z bajki. Sześć pokoi, wielki living room, wielka kuchnia, basen, działka 1700 metrów, więc można się ganiać. Można przyjechać z dziećmi, żona może zostać, poleżeć nad basenem, jak ktoś nie ma ochoty jeździć, bo np. źle się czuje, też może zostać. To jest właśnie plus takich wyjazdów stacjonarnych. Każdy wyjeżdża zadowolony. A mamy też takich , którzy po raz drugi w tym sezonie będą u nas. Tak im się podoba ;)

 

W tej willi mieszkają uczestnicy Motofiesty

 

Zobacz także: [KONKURS] Przenieś się do motocyklowego raju z TRW i Motofiestą.pl!

oceń ten materiał:
Zobacz galerię

Motofiesta - tydzień w motocyklowym raju

30
zdjęć
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści