-->
Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony Motocyklem pod namiot – dlaczego, gdzie, po co i z kim? Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

Motocyklem pod namiot – dlaczego, gdzie, po co i z kim?

Niektórzy pomyślą, jak to fajnie jest być redaktorem portalu motocyklowego. Motocykle testowe, ciągłe wyjazdy, praca połączona z przyjemnością, hotele, prezentacje, eventy. Oczywiście mnóstwo w tym prawdy, ale to nie do końca tak…

Wyobraźcie sobie sytuację, w której w domu nocujecie 5 dni w miesiącu, bez względu na pogodę i stan zdrowia czy nastawienie psychiczne musicie wsiąść na motocykl i jechać na drugi koniec Polski, albo za granicę. Że prywatnym motocyklem robicie 300 km rocznie, głównie dlatego, że i tak cały czas musicie objeżdżać testówki. Nadal wydaje się to fajne. Jeśli jednak okaże się, że 60 % czasu podczas wyjazdów to przystanki żeby nakręcić ujęcie, wrzucić coś na Instagram, zrobić relację na FB czy wreszcie trzasnąć kilka fot na później, okazuje się, że jesteście cały czas pod presją i w kagańcu dziennikarskich obowiązków.

 

Pośpiech i plan zorganizowanego wyjazdu, szukanie unikalnych kadrów do zdjęć, rozładowująca się bateria w Gopro, plener był fajny kilka kilometrów wcześniej, zawracać czy szukać czegoś dalej i tym podobne dylematy, które praktycznie żadnemu globtroterowi aż tak bardzo nie doskwierają. Po przyjeździe na miejsce sytuacja się powtarza. Najlepiej, jeśli zmontujecie film w samolocie, dobrze, gdy przez te dwie godziny napiszecie także test – oczywiście rzetelny, na podstawie 3 giga materiałów źródłowych. I gdzie ta teoretyczna przyjemność? Brak snu, presja, nerwy szukania odpowiedniej bramki do samolotu i stres, czy puszczą z tymi 2 kg nadbagażu. Praca zamiast setek kilometrów na nowych moto po ciekawych trasach.

 

Są momenty, kiedy zaczynacie mieć dosyć motocykla, telefonu z internetem i chcielibyście wreszcie odpocząć od jednośladów kojarzących się z pracą. Kiedy na zwrot jazda motocyklem macie ochotę mordować okazuje się, że jest źle… Jak z powrotem poczuć zajawkę, która popchnęła was w stronę pracy w mediach motocyklowych?

 

Rozbijając się na dziko może okazać się, że obudzicie się w samym centrum polowania...

 

Olśnienie przyszło przy okazji przygotowywania filmu dla BMW. Z Naczelnym stwierdziliśmy, że koniecznie trzeba powtórzyć wyjazd pod namiot, ale już bez internetu i pracy. W któryś piątek urwaliśmy się wcześniej z redakcji i wraz z kilkoma znajomymi, namiotami, śpiworami, żarciem na grilla i oczywiście procentowym rozgrzewaczem pojechaliśmy w bliżej nieokreśloną trasę. Nie zakładaliśmy konkretnego miejsca, ważne, żeby było cicho, nad wodą i z dala od siedzib ludzkich. Ostatecznie wylądowaliśmy nad rozlewiskiem Bugu.

 

Widok gwiazd odbijających się w wodzie, ogniska mieniącego się w lakierze motocykli oraz oczywiście kilka głębszych spowodowały różne przemyślenia. Człowiek jest częścią przyrody, jednak coraz bardziej od niej odchodzi. W jakim celu? Można w tym samym czasie siedzieć w hotelowej saunie, tylko czy nie jest przyjemniej wyjechać ze znajomymi, pogadać, popatrzeć na swoje życie, nabrać dystansu czy wreszcie trwać. Motocykle, szczególnie te prywatne i tak przemówią wam do rozsądku. W końcu zaczynacie się cieszyć, że jechaliście bez ABS-u, sprzętem na gaźnikach, że to takie pierwotne, motocyklowe doznania. Analogowe, bez elektronicznych „ogłupiaczy” ratujących życie. Ty i twój motocykl zdani na rozsądek i sytuację na drodze. Wokół ciebie kilku kumpli oraz przyroda. Czy czasem nie zatraciliśmy tego wszystkiego w pogoni za pracą, rodziną, czymkolwiek? Gdzie się podziały czasy, kiedy taki stan był permanentny?

 

Ciepło od ogniska i motocykle w tle...znacie lepszy sposób na męski wyjazd?

 

Po tak spędzonym wieczorze pobudka była ciężka. Zimno, chłodno, twardo, ale… to jeden z najfajniejszych wyjazdów w zeszłym roku. Klimat jak w szkole średniej, gdzie liczyli się ludzie, faza, a nie to, czy hotel ma SPA w piwnicy, czy nie. To te momenty, kiedy zostawiasz rodzinę, dajesz jej trochę przestrzeni, żeby na powrót odnaleźć własną.

 

Wracając do początku materiału – jeśli ktoś pracuje jako dziennikarz motocyklowy, prawdopodobnie ma najlepszą pracę pod słońcem. Jednak żeby nie zwariować, musi raz na jakiś czas pojeździć tylko dla siebie.  A najlepiej na oldschoolowym motocyklu z czasów, kiedy motocyklista był facetem, a nie drwalem żrącym bezglutenowe pierożki. 

 

A jeśli zazdrościcie kumplowi nowiutkiego BMW RnineT wiedzcie, że może jest lepszy od XS1100 Eleven, ale nie na tyle, żeby tylko na nim czuć przyjemność ze spędzenia weekendu w fajnym, wspólnym gronie… Pamiętajcie, nie liczy się kasa, liczą się ludzie i ilość czasu, jaki z nimi spędzamy. Okoliczności tegoż zależą tylko od was. My wybieramy las zamiast lansu, rzekę w miejsce basenu, motocykle a nie lasta samolotem i namiot zamiast hotelu z rzędem gwiazdek!

 

 

 

...
oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści